Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

piątek, 7 grudnia 2012

I po ptokach...

No i tyle, szanowne panie i panowie. Lokata spinająca w PBP stała się lokatą wypinającą. Oprocentowanie zostało obniżone (najpierw do 6,3%, teraz nawet do 5,8%), więc nasz bank PBP powrócił do grona "nieinteresujących" banków. Nieinteresujących oczywiście dla drobnych ciułaczy, bo za innych nie chciałbym się wypowiadać.
Ciekawi mnie, po co była taka jednorazowa akcja? Czy chodziło tylko o zebranie danych potencjalnych klientów indywidualnych, czy o coś jeszcze?
Wiadomo, że obecną ofertę większość z nas ominie szerokim łukiem. I tego z pewnością mogli się spodziewać prezesi tego banku. O co zatem chodzi? Dlaczego anonimowy bank robi dobrą ofertę, a potem nagle zraża do siebie klientów?
Jestem niemal pewny, że nie chodziło tutaj akurat o zebranie paru milionów depozytów. A więc o co? No chyba, że tylko o te depozyty chodziło. A jeśli tak, to po co taka kiepska oferta teraz, skoro już potrzebne pieniądze zostały zebrane? Po co psuć sobie wizerunek w ten sposób?
Na pewno z uwagą będę się przyglądał temu, co się będzie działo wokół tego banku.

środa, 5 grudnia 2012

Praca najważniejsza

O ile nie obracamy milionami, najważniejsza dla nas jest nasza praca. Jest to źródło dochodów, które należy pielęgnować i dbać o to, by nie wyschło. I nie ma znaczenia, czy jest to etat, własna działalność czy też sprzedaż butelek. Jeśli pozwala nam to na zarobki i stanowi największe źródło przychodów trzeba o to dbać.
A dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, by jakoś się wytłumaczyć z tego, że niewiele piszę na blogu, a także nie dokonuję żadnych ruchów w swoim portfelu.
Jest to spowodowane faktem, że dość mocno zaangażowałem się w moją pracę, dlatego też blog i inwestycje zeszły na boczny tor.
Żeby jednak nie być nie w porządku wobec swoich bezcennych Czytelników (dziękuję Wam, że jesteście), po prostu poczułem się w obowiązku, by coś napisać. Bo bycie ignorowanym nie jest uczuciem przyjemnym, a taki wniosek można wyciągnąć, jak ktoś po prostu nagle zapomina o grupie swoich czytelników i nagle przestaje pisać. Bez słowa wyjaśnienia, pożegnania, itp.
Zdaję sobie sprawę, że jeśli chodzi o inwestycje, być może omija mnie rajd św. Mikołaja i duże zyski, ale cóż począć? W pracy zarobię więcej niż poświęcając swój czas na analizy i kupno czegoś, co nie jest mi w stanie zagwarantować zysku.
I tutaj pojawia się ważna rzecz: efektywne wykorzystanie czasu. Trzeba umieć szanować swój czas. Jeśli coś zajmuje nam dużo czasu, a nie przynosi efektu (jak ostatnie miesiące na giełdzie), to po co tyle go poświęcać na nią? Lepiej się skupić na tym, co przynosi większe pieniądze.
Teksty na blogu wkrótce zaczną się pojawiać regularniej, ale muszę trochę czasu znaleźć na przyjemności, bo do takowych zaliczam pisanie tutaj. A tego, niestety, mi brakuje. Tak czy owak, blog cały czas żyje, tylko niestety, swoim życiem.

środa, 28 listopada 2012

Cisza na blogu, cisza w portfelu

Ostatnie dni w moim wypadku nie sprzyjają temu, by podejmować jakiekolwiek decyzje inwestycyjne. Jest to spowodowane kilkoma powodami.
Przede wszystkim lenistwo. A przez to, że ogarnęło mnie lenistwo, wolę, by pieniążki sobie na razie pracowały na koncie oszczędnościowym lub lokacie. A nie chcę na siłę dokonywać jakichś zakupów, bo to nie ma żadnego sensu. Żeby kupić jakieś akcje, muszę mieć ku temu jakiś powód. A na razie nie mam. A nie mam, bo nie analizuję żadnych spółek. A nie analizuję, bo nie mam potrzeby, ponieważ nie jest obowiązkiem moim inwestowanie. Niech to robią fundusze, które muszą obracać pieniędzmi.
Mój raczej negatywny sentyment do giełdy jest tak naprawdę spowodowany faktem, że nasz WIG20 nie może pokonać poziomu sprzed kilkunastu tygodni. A dopóki to nie nastąpi, na razie nie chcę się bawić w kilkudniowe spekulacje.
Inna sprawa, że aura również nie sprzyja temu, by myśleć o giełdzie. A najlepszym tego dowodem są obroty na warszawskim parkiecie, które są gorzej niż mizerne.
Nie interesuję się też w tej chwili specjalnie ani walutami, ani też złotem czy srebrem. Po prostu skupiam się na zarabianiu pieniędzy. A na pomnażanie przyjdzie czas.
Przy okazji słowo o projekcie 10 PLN. Nie liczyłem dokładnie, ale udało mi się uzbierać już coś około 350 sztuk papierków, więc jest progres. Jest jednak pewne, że 500 sztuk do końca roku nie uzbieram. W wolnej chwili wrzucę jakieś zdjęcia, by zainspirować innych ciułaczy. Czekam jednak na jakiś słoneczny dzień, żeby fotki były bardziej optymistyczne.

piątek, 23 listopada 2012

Po co kupować kilka sztuk tanich akcji?

Czasami analizuję sobie transakcje, jakie mają miejsce na niektórych spółkach i zastanawia mnie jedna rzecz. Jaki jest sens kupować np. 2 akcje spółki po 2 złote?
Od pewnego czasu widziałem, że ktoś namiętnie każdego dnia kupował spółkę LEN. Regularnie, codziennie po 2 sztuki na dobry początek dnia. Kurs szedł do góry o kilka groszy, a potem nagle sprzedawano po kilkaset lub kilka tysięcy akcji i kurs spadał.
Czy była to forma gry pod to, aby jakoś pociągnąć kurs do góry? Wydawać by się mogło, że tak. Pytanie, czy przyniosło to skutek? Moim zdaniem, na przykładzie tej akurat spółki, niewielki, ponieważ przez długi czas kurs akcji nie chciał rosnąć.
Rozumiem, że takie gry czasami są prowadzone, jak ktoś ma większy pakiecik i próbuje trochę rozruszać kurs. Co jednak, gdy ktoś kupuje po kilka akcji płacąc przez to prowizję nie np. 0,39%, ale powiedzmy 10-20% wartości zlecenia. A są tacy, co kupują właśnie w taki sposób. Czy jest to zwyczajny brak edukacji akcjonariuszy? Przecież żeby odrobić straty z prowizji to kurs musiałby wyraźnie wzrosnąć.

czwartek, 22 listopada 2012

Jak założyć lokatę spinającą w PBP?

Na mój blog trafiają osoby, które w wyszukiwarce wpisują pytania, jak założyć lokatę w PBP? Ogólnie mówiąc, nic trudnego, chociaż - jak się okazuje - lokaty online (bez konieczności zakładania konta) są ciągle nowinkami dla wielu osób.
Lokatę w tym banku, podobnie jak w innych, które zakładamy online, zakłada się bardzo szybko. Wypełniamy wniosek online (należy przygotować dowód osobisty), po czym otrzymujemy maila i informację o tym, na jakie konto przelać pieniądze. Po zrobieniu przelewu, bank odnotowuje ten przelew (w moim wypadku trwało to kilka godzin) i dostajemy maila z potwierdzeniem założenia lokaty i wszystkimi warunkami, które potwierdziliśmy podczas wypełniania wniosku online.
Co ważne, pieniądze na nasze konto wracają - zgodnie z regulaminem - w dniu wygaśnięcia lokaty, a nie jak np. w innych bankach, po kilku dniach. Tak więc będziemy mieli możliwość błyskawicznego reinwestowania (lub wydania) naszych pieniędzy.

Oddałem z zyskiem LEN

mark sebastian
Wczoraj długo się zastanawiałem, co począć ze spółką LEN, którą posiadałem w portfelu (średnia cena zakupu była 2,40 PLN). Ostatecznie podjąłem decyzję o sprzedaży tych walorów.
Udało mi się opchnąć je za cenę 2,77 PLN, co po odliczeniu prowizji dało mi blisko 15% zysku. To w sumie więcej niż zakładałem na początku, kiedy to planowałem zarobić w granicach 10%.
Miałem dylemat, czy dokupować, czy po prostu zrealizować zysk. Przyglądając się jednak giełdzie i ogólnym nastrojom, stwierdziłem, że jeszcze nie jest dobra pora, żeby bawić się w dokupowanie na coraz wyższych dołkach. Zwłaszcza, że byle wydarzenie może spowodować, że kurs może polecieć.
Skoro zdecydowałem się na spekulacyjne zagrania, to muszę być konsekwentny i nie ma co zmieniać strategii, bo to może doprowadzić do niepotrzebnych strat i nerwów. A tak? Pozycja zamknięta, plan zrealizowany, pieniądze w kieszeni. I o to chyba chodzi w tej zabawie?

środa, 21 listopada 2012

Tepsa wyleciała, Lena idzie coraz wyżej

Przyznam, że nie powiodło mi się spekulacyjne zagranie z Tepsą. Wierzyłem, że będzie jakiś jednorazowy wyskok ponad poziom 12 PLN, ale się przeliczyłem. Jest strata, ale na szczęście niewielka procentowo. A i pakiet akcji był niewielki, więc portfel to wytrzymał. Dlatego też, nie czekając na cud, postanowiłem oddać akcje tej spółki potrzebującym.
Tymczasem lepiej wygląda sytuacja na LEN, gdzie kurs wyrysowuje kolejny szczyt. Płynność jest znikoma, ale jesteśmy coraz wyżej. A to się liczy.
Na razie nie chciałbym mówić, co zrobię w przypadku dalszych ruchów w jedną lub drugą stronę. Muszę to na spokojnie przeanalizować i wówczas podejmę jakąś decyzję. Zobaczymy, czy i w ogóle kurs dobije do szczytu z początku ubiegłego roku, bo to może być dość istotna bariera do pokonania.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Czego nie lubię?

Są rzeczy, które mnie irytują. Są też rzeczy, które mnie bardzo irytują. Zawężając jednak zakres irytujących mnie spraw do tematyki blogu, skupię się na finansach, blogach, facebooku, itp. Jest parę rzeczy, o których chciałbym napisać.
Przede wszystkim denerwuje mnie żebranie na blogach. Żebranie o komentarz, żebranie o kliknięcie w reklamę, żebranie o kliknięcie "Lubię to". A już ta trzecia rzecz, to mnie nadzwyczaj wkurza. Jak można kogoś prosić, by polubił nasz blog? Dla mnie to jest proste i dość logiczne, że jak ktoś lubi mój blog, to go lubi, a jak nie lubi, to go nie zmuszę do lubienia.
Ja rozumiem, że zależy nam na promocji własnego blogu, własnej pracy, itp. Każdemu na tym zależy. Używajmy jednak argumentów poważnych. Nigdy nie odważyłbym się użyć argumentacji, że sporo czasu poświęcam na mój blog, więc byłoby miło, gdybyście to docenili. Dla mnie to jest jakaś masakra. Co kogo interesuje, ile ja czasu poświęcam na blog? Ważne jest to, co ktoś może z niego wynieść. A skoro ludzie nie chcą polubić określonego bloga, to chyba niewiele z niego wynieśli? Dlatego żebrania o nic na moim blogu nie uświadczycie. I sugerowałbym, by inni blogerzy też to wzięli sobie do serca, bo to jest podobnie jak z reklamami fundacji w Polsacie czy TVN, które przez swoją nachalność osiągają skutek odwrotny od zamierzonego.
Co mnie jeszcze wkurza? Ano to, jak właścicieli blogów (ale również często komentujący wpisy na nich użytkownicy), którzy uważają się za alfę i omegę w każdej dziedzinie. A innych, którzy zadają banalne pytania zbywają lub krytykują. Podobnie jest też na forach, gdzie na banalne dla niektórych pytanie otrzymuje najczęściej w odpowiedzi link do google.
Irytują mnie też inne sprawy, jak choćby reklamy (na które często nie mamy wpływu), a są one tak głupawe, że aż głowa boli. Chodzi na przykład o jakieś idiotyczne konkursy, w których nie można wygrać lub o naciąganie na kasę. O ile mogę, to blokuję takie reklamy lub ich zwyczajnie nie zamieszczam. Niestety, nie zawsze jest taka możliwość. Bo dla mnie zarobek rzędu kilkudziesięciu groszy w zamian za to, że jakaś firma wyłudzi numer telefonu czy maila jest zyskiem niemoralnym i źle bym się czuł. Tymczasem wielu wydawców ma gdzieś, co publikuje i w ogóle nie moderuje reklam. Ważne, żeby kasa wpadała. I to mnie denerwuje, bo powinniśmy się szanować: tzn. sieci reklamowe wydawców, a wydawcy swoich bezcennych czytelników.
Co mnie jeszcze wkurza? Denerwuje mnie to, że w sieci jest dużo bzdurnych blogów (z masą rozmaitych postów z powtarzającymi się słowami kluczowymi), które tak naprawdę są pisane tylko pod wyszukiwarkę, żeby zdobyć jak najwięcej użytkowników. Po co to? Przecież ci użytkownicy z takich postów zupełnie nic nie wynoszą i najczęściej jest to jednorazowa wizyta danej osoby.
Okej, to tyle moich wynurzeń. Dlaczego o tym napisałem? Podjąłem ten temat, ponieważ jestem stuprocentowo przekonany, że część z nas, blogerów, ma podobne odczucia, tylko po prostu nie chcą o tym pisać lub mówić, bojąc się utraty czytelników, bądź też kontrataku w swoją stronę na innym blogu. A ja o tym chcę pisać, bo blog nie ma służyć tylko temu, by mówić, co robię, co inni mogliby robić, ale także temu, by prezentować również własne odczucia. Stąd powstała idea tego postu.

sobota, 17 listopada 2012

Nie przemycajcie reklam w komentarzach

Taka mała prośba do odwiedzających mój blog, byście nie przemycali reklam rozmaitych stron w swoich komentarzach, bo to nie ma większego sensu.
To, co się dzieje na moim blogu staram się z grubsza kontrolować, więc z pewnością tego typu posty wychwycę. A już zwłaszcza od osób, które pierwszy raz zostawiają swój komentarz. Szkoda Waszego czasu na tego typu podchody.
Przykładem jest choćby dziewczyna z tego ciekawego blogu, która zostawiła jakąś reklamę do innej strony niż jej sama.
Jak mogę się spodziewać, autorka tego blogu pewnie bierze udział w jakimś marketingu szeptanym i pewnie od czasu do czasu właśnie zostawia różnego rodzaju komentarze. Jeśli firma (chociaż w sumie to nie jest żadna firma), która zamówiła tego typu reklamę jest poważna, to oprócz tego typu promocji może chyba pokusić się o wykupienie reklamy, która droga nie jest. A tak? Zrobili sobie negatywny wizerunek, mimo iż ich idea jest cenna, autorka wpisu straciła czas na napisanie komentarza, który został usunięty. Jest to działanie w stylu "każdy na tym traci", a chyba nie o to chodzi w biznesie internetowym. Dlatego też apel do koleżanek i kolegów blogerów. Jeśli chcemy reklamować swoje blogi to ok, ale jeśli próbujemy reklamować jakieś obce serwisy, to jestem na nie.

piątek, 16 listopada 2012

Rzeczniczka PBP dla Blogu Kupowanie: "Depozyty na stałe"

W związku z dość nieoczekiwanym wejściem do gry o depozyty Polskiego Banku Przedsiębiorczości pozwoliłem sobie zadać kilka pytań rzeczniczce PBP, Elizie Więcław. Zapraszam do lektury.
Jak wynika ze słów mojej rozmówczyni, depozyty dla klientów indywidualnych pojawią się na stałe w ofercie banku. To chyba najważniejsza wiadomość.
Autor: - Czy uczestnictwo w "walce o depozyty" jest tylko jednorazowe, czy można się spodziewać, że tego typu oferty zagoszczą na dłużej?
Eliza Więcław: - Polski Bank Przedsiębiorczości wprowadził depozyty dla klientów indywidualnych na stałe.
- Zdecydowaliście się wyjść z atrakcyjną ofertą w momencie obniżenia stóp procentowych przez RPP. Czy to było świadomie zaplanowane, wiedząc, że konkurencyjne banki zaczną obniżać oprocentowanie i w ten sposób pozyskacie większy kapitał?
- Wejście na rynek depozytów detalicznych przez PBP Bank było przygotowywane od kilku miesięcy i nie miało nic wspólnego z obniżeniem stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Dotychczas bank działał jedynie na rynku korporacyjnym; koncentrował się na obsłudze firm i samorządów. Mamy świadomość, że marka Polski Bank Przedsiębiorczości czy PBP Bank nie jest znana „masowemu”–detalicznemu klientowi. Stąd też decyzja o zaoferowaniu atrakcyjnego oprocentowania lokat. Chcieliśmy się wyróżnić jako nowy bank na rynku.
Kampanię reklamową, ale tylko w Internecie, rozpoczniemy w najbliższy poniedziałek (19-go listopada).
- Czy jest jakiś konkretny powód, dla którego rozpoczęliście "walkę o depozyty"?
- Naszym celem nie było rozpoczęcie „walki o depozyty”. Wejście na rynek detaliczny ma dla nas strategiczny charakter. Po pierwsze, bank się rozwija i wprowadza nowe produkty. Po drugie, przygotowujemy do zapisów Bazylei III, która doprowadzi do tego, ze depozyty detaliczne będą miały większe znaczenie w liczeniu wskaźników płynnościowych niż korporacyjne. Przed wprowadzeniem lokaty Spinającej PBP Bank miał w portfelu tylko depozyty od firm i samorządów.
- Czy w przypadku kolejnej obniżki stóp procentowych przez RPP można spodziewać się obniżki oprocentowania lokat, czy raczej pozostaną one niezmienione?
- Oprocentowanie lokat może się zmieniać wraz ze stawką WIBOR.
- Czy planujecie Państwo wyjście do indywidualnych klientów z innymi produktami bankowymi?
- Na obecną chwilę nie ma takich planów, ale nie wykluczamy ich w przyszłości.

Mój komentarz.
Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że bank idealnie wstrzelił się ze swoją ofertę. Akurat w momencie, gdy zadyszki dostały potoczne trojaczki, ale i FM Bank i Meritum Bank, a Deutsche Bank akurat zrezygnował z wysokiego oprocentowania konta oszczędnościowego. Jak by nie patrzeć, dla indywidualnych ciułaczy złotówek kolejny bank to doskonałe rozwiązanie. Zwłaszcza, że nie wymaga ani założenia kont, ani też nie proponuje swoich lokat jednorazowo. Ponadto nie ma maksymalnej lokaty.

czwartek, 15 listopada 2012

Ciepła posadka woła za 1150 PLN

Podobają mi się wszelkiego typu teksty (na blogach, forach, w komentarzach pod artykułami i w innych miejscach), w których liderzy marketingu sieciowego MLM próbują zwerbować nowych ludzi, którzy dla nich (za nich) będą zarabiali pieniądze. Czasami ich argumentacja jest wręcz porażająca.
Przykładem jest choćby ta strona. Gość fajnie pisze, że pracował sobie na ciepłej posadce na etacie. Przez ciepłą posadkę ja rozumiem spokojną pracę za przyzwoite pieniądze. Tymczasem kilka wierszy niżej pisze, że harował jak wół za 1150 PLN miesięcznie, wstając o 4.00 rano, żeby zdążyć na 6.00 do pracy. Czyli jak to jest? Ciepła posadka czy tyranie jak wół?
Jeśli w ten sposób próbuje mnie zachęcić to wstąpienia do jego grupy, to ja serdecznie dziękuję.
Nie mam osobiście nic do człowieka. Zajrzałem pierwszy raz na jego blog (w sumie nawet ciekawy i często aktualizowany). Jeśli jednak próbuje się dotrzeć do ludzi i ich nakłonić do czegoś, to na takie wpadki nie można sobie pozwolić. Zwłaszcza, że to jest jego wizytówka i jest niemal pewne, że każdy użytkownik będzie chciał sprawdzić osiągnięcia.

Biznes na wsi. A może agroturystyka?

drterdal
Coraz więcej osób trafia na mój blog w celu zdobycia jakichś informacji na temat możliwości otwarcia własnego biznesu na wsi. Pomysłów jest sporo. Niektóre są mniej lub bardziej realne, ale warto o tym pisać i myśleć.
Na blogu pisałem między innymi o sadownictwie i pszczelarstwie, jako możliwościach zarobienia pieniędzy. Jest też możliwość otwarcia sklepu, a także handel w miastach produktami własnego chowu. Dzisiaj przyszedł mi do głowy pomysł związany z agroturystyką.

LEN i TPS już w portfelu

Tak jak pisałem wczoraj, ostatecznie zdecydowałem się dokupić trochę akcji spółki LEN, a także ponownie rozpocząłem swoją przygodę z TPS. Decyzja była spowodowana faktem, że już mi trochę tęskno było za emocjami, które pochodzą z warszawskiego parkietu, a dodatkowo nadarzyła się okazja (bo tak to traktuję).
Uważam, że Lena Lighting ma naprawdę duży potencjał i jeśli wszystko będzie toczyło się pozytywnie, to możemy dojść nawet do 3 PLN. Nie będzie to łatwe, ale możliwe.
Spójrzmy na rysunek obok. Pierwszą poprzeczkę, na poziomie 2,49 PLN, udało się dość ładnie pokonać. Obyśmy tylko nie spadli poniżej. Drugi poziom jest zawieszony na 2,91 PLN, który został ustanowiony ponad 1,5 roku temu, więc wypadałoby już go pokonać. LEN dokupiłem na poziomie 2,59 PLN, a średnia cena zakupu wynosi teraz 2,40 PLN.
Natomiast TPS kupiłem (za 12,10 PLN), ponieważ wszyscy się już chyba otrząsnęli po mocnej przecenie i teraz kurs zaczyna zachowywać się stabilnie. Jak wielokrotnie wspominałem, dywidenda z tepsy jest atrakcyjna, dlatego nie wierzę w to, żeby poważni gracze nie chcieli posiadać tej spółki w swoim portfelu.
Jeśli chodzi o cele związane z tepsą, to SL na poziomie 11,50 PLN, a cel do osiągnięcia to mniej więcej 13,50 PLN. Jak będzie? Zobaczymy.

środa, 14 listopada 2012

Już wiem, na co pójdą wolne środki

W jednym z wcześniejszych postów zastanawiałem się, na co przeznaczyć wolne środki, które mają się niedługo pojawić na moim koncie (z pracy i dywidendy). Decyzja nie była łatwa, ale to, co wydarzyło się dzisiaj na GPW mnie przekonuje. Zaczynam wierzyć w to, że dobre wyniki finansowe spółek mogą się przełożyć na wzrost kursu akcji.
Mowa oczywiście o firmie Lena Lighting, której kurs - po publikacji wyników - poszybował o ponad 6% i zamknął się na poziomie 2,60 PLN. Akcje kupiłem mniej więcej po 2,30 PLN, więc jest już praktycznie 10% zysku.
W zasadzie mam teraz dwie opcje: zrealizować zysk lub dokupić. Decyduję się na to drugie rozwiązanie, ponieważ i tak mam stosunkowo mało tych akcji, więc taki niewielki zysk mnie nie zadowala.
Być może po takim wzroście mógłbym poczekać na jakiś dołek, ale z drugiej strony wierzę, że inwestorzy pójdą za ciosem i jeszcze pociągną kurs o parę groszy do góry. Poza tym, w moim odczuciu, kurs i tak był za długo w konsolidacji, więc jakiś ruch powinien nastąpić (mam nadzieję, że we właściwą stronę).

Lokata spinająca w PBP założona

Zdecydowałem się ostatecznie na wrzucenie paru złotówek na lokatę spinającą w PBP. Jak można zauważyć, oferta tego banku jest w tej chwili najbardziej atrakcyjna ze wszystkich istniejących, więc uznałem, że warto.
Co prawda, już kiedyś pisałem, że dla ułamków procent nie warto czasami za wiele kombinować i szukać czegoś, co niekoniecznie musi być atrakcyjne dla nas, ale tutaj sprawa jest prosta. Zakładamy ją online, nie trzeba zakładać konta, no i termin jest dobry, bo 3 miesiące dla mnie są optymalne, choć jak ktoś woli inne terminy to też znajdzie coś dla siebie.
Mam nadzieję, że z powrotem pieniędzy z lokaty na moje konto nie będzie większych kłopotów i będę mógł dalej polecać ten bank. O ile oczywiście nie zmienią się w najbliższym czasie warunki, bo tego wykluczyć przecież nie można.

Czy mailing jest skuteczny?

Na tytułowe pytanie można odpowiedzieć krótko: nie, nie jest. A dlaczego nie jest? Jest to spowodowane wieloma czynnikami.
Po pierwsze firmy najczęściej pozyskały nasze adresy w sposób nielegalny lub po prostu kupili od kogoś, nie zważając na fakt, jakimi odbiorcami jesteśmy. Im gorszy właściciel bazy, tym beznadziejniejsze maile dostajemy.
Dlatego też trudno się dziwić, że więcej niż 99% odbiorców nawet nie czyta takich śmieci, tylko od razu je usuwa (w tym ja).
Kampanie reklamowe wielu firm robione są na tragicznym poziomie, dlatego też, zamiast dbać o swój wizerunek, jeszcze bardziej go psują.
Czy wysyłanie mailingu jest zatem stratą pieniędzy? Uważam, że tak, ponieważ odbiorcę maila trudno zachęcić do kliknięcia w naszą stronę, a co dopiero do zrobienia zakupu. A jeśli mail jest nad wyraz nachalny, to już w ogóle nie ma o czym rozmawiać.
Sam otrzymuję tysiące śmieci, nawet na adresy, których nigdy nigdzie nie podawałem. Jest nie do odgadnięcia, skąd śmieciarze biorą nasze adresy. Na pewno jednak nie z legalnych źródeł.
Czy są reklamy, na które warto zwrócić uwagę? Tak. Są to reklamy, w których reklamodawca zadaje pytanie o możliwość przesłania oferty. Z tym, że często już w samym zapytaniu jest dużo reklamy firmy, co powoduje nachalność i może przynieść odwrotny skutek od zamierzonego.
Z mailingiem nie wygramy, warto sobie to uświadomić. O ile na onetowskie poczty przychodzą śmieci (ciągle takie same), które już się usuwa z automatu i w zasadzie nic na to nie poradzimy i musimy to zaakceptować, to już śmieci wysyłane na kupione lub nielegalnie pozyskane adresy nie mamy wpływu. I mimo iż jedna lub druga pseudo firemka wyda kasę na mailing i zrozumie, że jest to bezsens, to w jej miejsce pojawią się kolejne i kolejne, które też zapłacą z nadzieją na osiągnięcie sukcesu. A kto na tym zarabia? Oczywiście, ten, który posiada nasze adresy.
Wystarczy poszperać na Allegro, by zobaczyć, ile tego typu osób z bazami się ogłasza. A im niższa cena, tym gorsza jakość. Warto jeszcze zajrzeć na tą stronę.
Jeśli ktoś chce skutecznie dotrzeć do odbiorcy, to mail musi być wyjątkowo spersonalizowany, a nie jak to wygląda zazwyczaj, że wysyła się do każdego z nadzieją "a nuż jakiś frajer się na to nabierze". Ważny jest tytuł, ważna jest schludność maila, język jakim się posługujemy. Tego większość osób, niestety, nie wie i nie rozumie. A potem się dziwią, że kupili za 100 złotych mailing do miliona odbiorców i z tego mają 10 wizyt. Albo 1000 wizyt trwających sekundę.

Akceptowalny spread

Public Domain Photos
Na rynku istnieje wiele kantorów internetowych. Jedne upadają, w ich miejsce powstają nowe. Cały czas się coś dzieje. Przeanalizowałem sobie niektóre kantory pod kątem spreadu. I co mi wyszło?
Ano to, że na USDPLN, EURPLN i CHFPLN spread wyższy niż 3 grosze jest rzadkością. A jeśli już takowy funkcjonuje, to może się spodziewać dwóch rzeczy: kantor musi na gwałt zarobić dużo na klientach lub zwyczajnie chyli się ku upadkowi. O dziwo, są takie miejsca, gdzie różnica między ceną zakupu a sprzedaży powyższych walut jest wyższa niż 3 grosze. Nie będę kantorowi robił reklamy (antyreklamy w sumie), więc nie podam jego pełnej nazwy. Powiem tylko, że w nazwie ma "centrum". Kto chce, może sobie sprawdzić listę kantorów na przykład tutaj.
Generalnie bardzo się cieszę, że jest tyle kantorów, bo jest duża konkurencja. A co za tym idzie, wszyscy muszą walczyć o klienta. A jak to robić? Oczywiście, niższym spreadem. No, w sumie nie wszyscy walczą o nas, bo większość banków tego nie robi. No, ale kto dzisiaj kupuje walutę w banku? Chyba jedynie kredyciarze i to jeszcze ci mniej świadomi, którzy nie wiedzą, że mogą kupić walutę w kantorze i przelać ją do banku lub zanieść w gotówce.

wtorek, 13 listopada 2012

Czy złoto podrożeje?

Przyglądając się wykresowi złota, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy chyba w momencie jakiejś zadyszki. Od ponad roku nie możemy pokonać poziomu 1800 USD za uncję, mimo iż już trzykrotnie dochodziliśmy do tego poziomu. Będzie czwarte podejście?
Rzućmy okiem na wykres. I co z niego można wyczytać? Ano to, że jesteśmy w dość szerokiej konsolidacji pomiędzy poziomami 1500 a 1800 USD.
Jeśli mają nastąpić jakiekolwiek wzrosty (a w te wierzą "złotoentuzjaści" oraz sprzedawcy złotych monet i sztabek), wcześniej pewnie jeszcze trochę spadniemy.
Czy są realne szanse na wzrosty? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, warto przeanalizować jedną sprawę. Mówi się, że na złocie powstała gigantyczna bańka spekulacyjna. A bańki mają to do siebie, że pękają i kurs nurkuje z niesamowitą prędkością. Tymczasem na złocie tak naprawdę tego nie widać. Osunęliśmy się w korekcie, ale jakichś większych tendencji do drastycznych spadków nie widać. Czy jest to tylko cisza przed burzą i po ponad rocznej konsolidacji w końcu nastąpi wzrost? Nikt na to pytanie jednoznacznie nie odpowie. Możemy jedynie spekulować, czy skoro bańka nie pękła, to będziemy szli do góry? A może jeszcze pomęczymy się kolejne miesiące w trendzie bocznym?
Sam nie posiadam ani złotych sztabek, ani też moment. Być może to jest mój błąd, ale ja nie jestem jakimś tam mega inwestorem długoterminowym i wolę płynniejsze aktywa. A jeśli miałbym kupić złoto, to czysto spekulacyjnie. W tym jednak wypadku poczekam do pokonania poziomu 2000 USD za uncję, o ile takowy nastąpi. To byłoby dla mnie sygnałem, że hossa na tym metalu trwa w najlepsze.

Dokupiłem parę dolarów. Co jeszcze?

Molly DG
Ostatnio do mojego portfela inwestycyjnego dorzuciłem kilka dolarów. Nie kupiłem ich w celu jakiejś spekulacji czy po to, aby się wzbogacić, ale żeby trochę go zdywersyfikować.
Ogólnie wygląda on teraz dość bezpiecznie, bo olbrzymia część pieniędzy jest na lokatach i kontach oszczędnościowych (lokata idealna plus, BGŻ Optima, czy Alior Sync). Sporo jest w walutach i jakieś drobne kwoty w akcjach (głównie LEN, o którym kiedyś wspominałem na blogu).
Niedługo dojdzie parę złotówek z dywidendy KGH i tutaj właśnie zastanawiam się, co z tymi środkami począć. Czy wrzucić je na lokatę, czy może reinwestować w akcje. A jeśli w akcje, to które? Rozważałem TPS, która to spółka jest po dość drastycznej przecenie i teraz już powinna się zachowywać standardowo, czyli mułowato, co zresztą obserwujemy w ostatnich dniach. Bez względu na to, co myślimy i mówimy o tepsie, to mogę powiedzieć tyle: tepsa to zawsze będzie tepsa i nie wierzę, że inwestorzy będą się dalej jej wyzbywać. Zwłaszcza, że dywidenda nawet w wysokości 1 PLN jest nadal atrakcyjna. Nie tylko mnie TPS kusi.
Mój problem jest taki, że jestem do giełdy trochę pesymistycznie nastawiony, dlatego nie chce mi się wszystkich spółek od góry do doły "przeklikiwać" i analizować.
Myślę też o tym, w co można zainwestować pieniądze w przyszłym miesiącu, ponieważ spodziewam się jakiegoś większego przypływu gotówki w tymże okresie (w okolicach połowy miesiąca). Zgaduję, że rajdu św. Mikołaja nie będzie (chociaż pewnie kolega Albert Rokicki z Longterm.pl będzie innego zdania), więc nie nastawiam się na jakieś ryzykowne inwestowanie. Czyżby pozostała lokata? Zobaczymy. Przyszłość jest o tyle piękna, że nie można jej przewidzieć. A może będzie koniec świata? Któż to wie?

Dobra lokata bez konta

Dzisiaj stosunkowo niewiele banków daje możliwość założenia w miarę interesującej lokaty bez konieczności zakładania konta, które zazwyczaj później jest martwe, bo nie jest dla nas atrakcyjne. Są jednak czasem perełki.
I dzisiaj taką perełką może być oferta banku PBP, który daje aż 6,6% na trzy miesiące. A pieniądze są gwarantowane BFG, więc w zasadzie wszystko pięknie.
Nie wnikałem w ofertę od strony haczyków, ale z pewnością blogerzy od lokat już ten temat dogłębnie rozgryzą. Tak czy inaczej, uważam, że oferta jest godna uwagi i z radością umieściłem u siebie reklamę tegoż banku. Sam rozważam założenie jakiejś lokaty w PBP, bo akurat szykuje mi się uwolnienie pewnej gotówki.
Zwykle nie piszę na temat swoich reklamodawców, bo często nie ode mnie zależy, co jest reklamowane i nierzadko się też nie zgadzam z treściami reklam. Tymczasem w tym wypadku miałem możliwość wyboru i się na to zdecydowałem.
Czytelników prosiłbym o opinie, czy mieli okazję mieć do czynienia z tym bankiem i jakie są Wasze doświadczenia?

poniedziałek, 12 listopada 2012

Skąd przybywacie, czego szukacie?

Mój blog notuje ogromną liczbę wizyt z wyszukiwarek (co mnie osobiście bardzo cieszy, ponieważ wizyty z wyszukiwarek to nowi gości. Nie zmienia to jednak faktu, że stałym czytelnikom też dziękuję za poświęcony czas.). Często ludzie wpisują w wyszukiwarki różne słowa, które niekoniecznie są związane z podejmowaną przeze mnie tematyką, a i tak są kierowani tutaj.
Przykładem jest choćby "dinozaury do kupowania". Owe dinozaury do kupowania skierowały do mojego postu, w którym pisałem o bankach-dinozaurach, czyli np. Pekao, BZ WBK i innych takich. Cóż "dinozaur" plus "kupowanie" daje linka do mojego bloga. A skąd zdobyć "dinozaura do kupowania"? Polecam sklepy z zabawkami. Ostatnio takie dinozaury widziałem w Pepco, ale są one też dostępne w innych miejscach, jak choćby w supermarketach.
Są oczywiście rzeczowe pytania, choć nieco banalne, jak choćby "czy da się żyć z procentów". Odpowiadam: tak, da się. Jeśli mamy z pół miliona złotych na koncie, możemy już myśleć o skromniejszym życiu z odsetek. A jak mamy powyżej miliona to już możemy w miarę normalnie żyć.
Kolejne pytanie: jak się zmusić do oszczędzania? I tutaj myślę, że szukający odpowiedzi na to pytanie znalazł właściwą drogę, bo dość szeroko na ten temat pisałem w jednym z postów. Konieczna jest mobilizacja i silna chęć osiągnięcia sukcesu. Jak już to będzie, powinniśmy zauważyć, że pieniędzy na koncie oszczędnościowym nam przybywa.
Po co w ogóle oszczędzać? To kolejne pytanie, które skierowało kogoś do mnie. Były już pewne rozważania na ten temat. Oszczędzajmy, ale zanim to zrobimy, spróbujmy jakiś cel określić. Wówczas jest większa motywacja, bo ciułać te nasze złotówki.
Sporo wejść notuję na frazę "jaki biznes na wsi". Widać, że jest sporo osób mieszkających w mniejszych miejscowościach, które szukają sposobu na życie. Ten temat jest ciągle nowy dla mnie, ale mam nadzieję, że od czasu do czasu będę tutaj publikował jakieś ciekawe materiały na ten temat (nie tylko o szansach, ale i zagrożeniach związanych z biznesem na wsi).

piątek, 9 listopada 2012

Co tam na koronie norweskiej?

Osłabienie się polskiej waluty względem innych pozwoliło na pojawienie się dość ciekawej pozycji na wykresie NOKPLN. Dla posiadaczy tej waluty może to być ciekawa informacja.
Jak widać na obrazku, mamy do pokonania linię trendu spadkowego (1). A jak już to nastąpi to jest jeszcze druga bariera (2). 

czwartek, 8 listopada 2012

O stawianiu stop lossów

s_falkow
Przekonanych do stosowania stop lossów przy zakupie akcji przekonywać nie potrzeba. Oni wiedzą doskonale, że jest to istotne. Przekonywać natomiast trzeba tych, którzy tego nie robią. I ja to właśnie omówię.
Jakiś czas temu kupiłem akcje TPE (za cenę 4,88 PLN). Po tym kurs poszedł do 5,10 PLN, a potem spadł i długo wahał się w okolicach mojego SL, czyli na poziomie 4,60 PLN. I gdybym tych akcji wówczas sie nie pozbył, dzisiaj mógłbym sobie pluć w brodę. Dlaczego? Ano dlatego, że kurs zanurkował o ponad 0,40 PLN i akcje warte są już tylko 4,19 PLN.
I niech każdy, kto kupuje akcje, nie myśli, że akcje są tanie i już tańsze być nie mogą. Mogą. Zawsze.
Ze stratą trzeba umieć się pogodzić. Po prostu. Jeśli coś nie idzie tak, jak byśmy tego chcieli, to trzeba ucinać straty i to najszybciej, jak się da, a nie patrzeć, jak się one powiększają i frustrować się jeszcze bardziej. Szkoda naszego zdrowia. A tak? Sprzedałem badziewne akcje i dzisiaj ze spokojem obserwuję, jak one coraz bardziej dołują i cieszę się, że nie muszę w tym uczestniczyć.
A co, gdyby po mojej sprzedaży rosły? I tak uznałbym, że zrobiłem dobrze, bo nie pozwoliłem potencjalnym stratom się powiększać. Po prostu podjąłem dobrą decyzję.

Być materialistą czy nie?

Tax Credits
Czasami w życiu jest tak, że jak na siłę próbujemy osiągnąć jakiś zysk, "po trupach", jak to się zazwyczaj mówi, skutek jest odwrotny od zamierzonego. A czasami okazujemy serce i coś zyskujemy.
W dzisiejszych czasach robienie czegokolwiek bezinteresownie nie jest w modzie. Liczy się zysk. I to zysk za wszelką cenę. Zanim cokolwiek zrobimy, zastanawiamy się "ile z tego będę miał".

Sklep na wsi. To nie takie proste!

Phill Thirkell
Wielu ludziom wydaje się, że otworzenie sklepu na wsi jest najprostszym sposobem na biznes. Otóż nie jest. I trzeba to sobie jasno powiedzieć.
Przede wszystkim początkujący biznesmen musi wiedzieć, na jakiej wsi mieszka? Ile ona ma mieszkańców, jak bardzo zasobnych w kasę? Jak daleko dana wieś jest oddalona od sklepów? To są początkowe pytania. Kolejne, jakie się nasuwają, to ile mam pieniędzy na otwarcie takiego biznesu? Ile miesięcy jestem w stanie wytrzymać notując straty?
Sklep na wsi to wiele zagrożeń. A im bardziej dana wieś oddalona od cywilizacji, tym gorzej. Przede wszystkim podstawowy problem to ryzyko włamań do takich sklepów. Niestety, prawdą jest, że one mają miejsce bardzo często. Przynajmniej w znanych mi miejscach włamania do sklepów były niejako "normalką". Oczywiście, można ubezpieczyć sklep, ale to nie rozwiązuje problemu. Bo są straty. Bo za pieniędzmi się czeka. Bo nie odzyskamy tyle, ile byśmy chcieli.
Drugi problem to "zakupy na zeszyt". Nie da się ukryć, że większość rolników żyje od renty do renty. I tutaj pojawia się dość poważny kłopot, ponieważ jeśli nie damy komuś na zeszyt czegoś, to się rozejdzie zła reklama po wsi o naszym sklepie. A jeśli damy, to niemal pewne jest, że nie odzyskamy wszystkich pieniędzy.
Kolejna sprawa: menelstwo. Nie da się ukryć, że wiejskie sklepy żyją ze sprzedaży alkoholi najniższych lotów. A co za tym idzie, wokół sklepów będzie się kręciło zawsze pełno żuli. Nie zawsze będzie miło i wesoło. Zwłaszcza, jak w zeszycie dług danego menela będzie duży, a pić mu się będzie chciało...
Zagrożeń można mnożyć. Dodajmy do tego choćby fakt, że decydując się na sklep będziemy go musieli jakoś wyposażyć w towar. Jest więcej niż pewne, że wiele z naszych towarów nie zostanie sprzedanych. Cóż począć? Trzeba to wkalkulować w straty, zwłaszcza, że może być to żywność. Dlatego, aby tego typu straty czymś pokryć, będziemy musieli podnieść marżę.
I tak oto widzimy jaki to problem jest z otwarciem sklepu na wsi. Nie zmienia to jednak faktu, że pewne rzeczy można zminimalizować (np. nie dawać na zeszyt, bez względu na wszystko, mieszkać blisko sklepu, co trochę zminimalizuje liczbę włamań, a także próbować zabronić spożywania tanich win w obrębie sklepu). Oglądając jednak zabawny serial Ranczo, trudno uwierzyć w to, że takie coś może się powieść.

Projekt "10 PLN" ma się dobrze

Jak już pewnie większość z moich stałych Czytelników wie, od jakiegoś czasu bawię się w projekt odkładania banknotów 10-złotowych. Mój plan nie umarł. Wręcz przeciwnie, ma się bardzo dobrze.
Jeszcze we wrześniu, a dokładnie dwudziestego, informowałem, że mam uzbierane 231 sztuk, co bogato zilustrowałem zdjęciami. Dzisiaj pozwoliłem sobie na zsumowanie wszystkie papierków i okazało się, że mam ich już równiutkie 300 egzemplarzy, czyli 3.000 PLN. Nieźle, jak na bezbolesny program oszczędzania, który trwa od czerwca, prawda? Na razie nowych fotek nie wstawiam, ponieważ akurat tak wyszło, że nie miałem jak zrobić zdjęć. Ale uczynię to wkrótce.
Projekt docelowo ma trwać do momentu uzbierania 500 sztuk. Raczej w tym roku się to nie uda (w sumie aż tak mocno o to nie zabiegam, bo wiele pieniędzy jest ulokowanych w inne aktywa), ale myślę, że do końca stycznia lub ostatecznie lutego jest to jak najbardziej wykonalne. A potem? Albo pieniądze powędrują na lokatę albo... po prostu będę zbierał do 1000 sztuk.
Tak jak pisałem kiedyś, pieniądze o tej wartości na lokacie wielkiego majątku mi nie przysporzą, więc nie czuję się jakoś mocno stratny, że trzymam je w gotówce. Ten sposób oszczędzania ma nauczyć mnie (chociaż wydaje mi się, że ja już to umiem), ale i Czytelników blogu przede wszystkim konsekwencji, determinacji i dyscypliny. A jeśli nie możemy się np. zmobilizować do zbierania pieniędzy na koncie oszczędnościowym, to lepiej to rozwiązać "wzrokowo", czyli na przykład zbierać papierki, tak jak to ja czynię. Na pewno się opłaca.
Jest jeszcze jeden pozytyw. Takim oszczędzaniem można zarazić innych. Zwłaszcza, jak ktoś przychodzi i widzi kupkę pieniędzy (akurat nie bawię się w chowanie ich po szafach, tylko trzymam sobie na półce). To jest dobre, bo widzimy efekty. I nawet spoglądając od czasu do czasu na te pieniądze myślimy o tym, by coś nowego dorzucić "żeby było jeszcze więcej".

środa, 7 listopada 2012

Takiej listy mi brakowało

Jako że nazwa mojego blogu to "kupowanie", trudno mi przejść obok tematyki zakupów. Pomimo faktu, że piszę niewiele na temat kupowania (poza akcjami lub walutami), to jednak nie jest mi on całkowicie obcy. Nie ukrywam, że początkowo właśnie taką myśl miałem tworząc swój blog. Potem jednak mój blog przeszedł bardziej na tematykę finansową i tak już zostało.
Dzisiaj zauważyłem, że pojawiło się miejsce w sieci z listą blogów o tematyce konsumenckiej. Inicjatywa wyszła od właściciela bloga Racjonalne Oszczędzanie (a jakże!), który to od czasu do czasu wdraża w życie swoje niebanalne pomysły.
Ogólnie jestem dość pozytywnie nastawiony do tego typu inicjatyw (jeśli chodzi o tworzenie takich list/katalogów), ponieważ zawierają one często bardzo ciekawe blogi prowadzone przez osoby, które posiadają interesujące rzeczy do przekazania. A ja lubię czytać tego typu artykuły. Np. ostatnio moje zainteresowanie wzbudził blog konsumencki ZOLES, który to polecam i któremu kibicuję.
Mam nadzieję, że lista blogów szybko się rozrośnie i wkrótce będzie w czym przebierać.

Kilka uwag na temat BGŻ Optima

Od wczoraj, jak pisałem, jestem szczęśliwym posiadaczem konta oszczędnościowego w BGŻ Optima. Można powiedzieć, że to w tej chwili najlepszy bank do oszczędzania.
Oczywiście, wszystko ładnie i pięknie, ale mam też kilka zastrzeżeń. Raczej nie sądzę, żeby ktoś z tego banku wziął je sobie do serca, ale napiszę o nich, żeby potencjalni klienci wiedzieli, co ich czeka.
Zacznę od logowania. Jest ono straszne. Najpierw wpisujemy nr klienta, potem nasze hasło, a potem dostajemy smsa z jeszcze jednym hasłem. Po co to? Czemu to ma służyć? Ja rozumiem, że bank stawia na bezpieczeństwo, ale bez przesady. Takie zasady bezpieczeństwa powinny zostać zachowane w takich wypadkach jak wypłata pieniędzy, zmiana rachunku powiązanego, zmiana numeru telefonu, itp. A tak? Nawet jak ktoś teoretycznie się włamie na konto i widzi nasze saldo to i tak wiele nie zrobi.
Kolejna, dość istotna sprawa, wygląd. Pomijam kiepską kolorystykę (wczoraj pisałem o tym, że musiałem pod innym kątem patrzeć na monitor, żeby dokładnie sprawdzić, co tam jest napisane). Jest jeszcze jedna sprawa. O ile na monitorze 24-calowym wszystko wyświetla się przyzwoicie, to np. na 15-calowym laptopie mamy kilka ramek z suwakami, które to wyglądają bardzo prymitywnie. Moim zdaniem tutaj webmasterzy powinni coś z tym zrobić. Nie wiem, czy inni też w swoich laptopach widzą ramki?
Ogólnie panel klienta wygląda nieciekawie. Jakoś tak za bardzo amatorsko jak na poważny bank. Nie są specjalnie wyróżnione rzeczy, które powinny być charakterystyczne i jakoś tak, dla mnie, nieestetycznie to wygląda.
No, ale nie to jest w tej chwili najważniejsze, bo do wyglądu można się przyzwyczaić. Ważne są inne sprawy, jak możliwość nieograniczonego wpłacania i wypłacania pieniędzy, niezłe odsetki i dobry kontakt z konsultantami.

wtorek, 6 listopada 2012

Mieszkańcy wsi mają alternatywę

Jest wielu mieszkańców wsi, którzy zarabiają naprawdę fajne pieniądze. Życie poza miastem nie musi się wiązać wyłącznie z posiadaniem kur, posianym zbożem czy trzodą chlewną.
Alternatywą jest np. sadownictwo. Jest to kolejny temat, który mnie dość mocno interesuje. Oczywiście czysto teoretyczne, bo nie planuję (przynajmniej w najbliższych latach) przeprowadzki na wieś, ale jednak interesuje. Niestety, to nie jest łatwy kawałek chleba i w zasadzie nie od razu możemy na tym zarabiać.
Jeśli jednak mamy możliwości (czytaj: teren) i cierpliwość (kilka lat, zanim nasze drzewa zaczną owocować), to może to być ciekawy pomysł na dodatkowy lub stały zarobek na wsi, na której - jak się okazuje - da się zarobić. Jest to naturalnie kolejny biznes, który nie jest wolny od ryzyka. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że decydując się na taką działalność możemy pomóc nie tylko sobie, ale i wielu innym ludziom, którzy będą zaangażowani w to. A będą na pewno, ponieważ nieodzowni w tym są rwacze. Zatem w tym biznesie tak naprawdę mogłoby zarobić wiele osób.
Jak jednak wiadomo, dużo zależy w tym interesie od zimy i potencjalnej suszy. Jeśli one wystąpią, efekty mogą być mizerne lub żadne. Dodatkowo potrzebne są również odpowiednie nakłady finansowe, bo bez nich ani rusz.
Należy też zwrócić, że praca w charakterze rwacza, o której wspomniałem wcześniej, jest doskonałą okazją dla osób, które chcą dorobić, a nie mają za bardzo możliwości. Teoretycznie można zarobić od 50 do 250 PLN dziennie. Wiele zależy od miejsca, gdzie mieszkamy, stawki oraz szybkości pracy, a także jakości (czy np. będziemy rzucać owocami w celu zebrania większej ilości, czy też będziemy wybierać ładniejsze owoce, ale mniej). Być może w tym roku już za późno na to (choć widziałem w wielu miejscach, że jabłka jeszcze wiszą na wielu drzewach), ale warto to rozważyć w przyszłym roku. Tylko tutaj uwaga. Nasi studenci lub inne osoby, które chcą sobie dorobić mogą mieć niemałą konkurencję ze strony Ukraińców, którzy potrafią pracować za mniejsze pieniądze i są bardziej zdeterminowani do pracy.

Założyłem konto w BGŻ Optima

Ostatecznie, po przeanalizowaniu bardzo wielu ofert na rynku, zdecydowałem się na założenie konta oszczędnościowego w BGŻ Optima.
Temu bankowi przyglądałem się od dłuższego czasu. Nie mogłem się jednak zdecydować na mariaż z tym bankiem, ponieważ w głowie mi siedział DB z ich niezłym kontem oszczędnościowym. Ostatecznie, ten ostatni bank wymiękł, więc mój wybór padł na Optimę.
Sam proces zakładania konta był banalnie prosty, aczkolwiek kolorystyka tej strony jest trochę irytująca i w pewnym momencie musiałem spojrzeć na monitor pod innym kątem, żeby zobaczyć, co tam jest napisane. Cóż, bank tego jeszcze chyba nie wziął pod uwagę, że kolorystyka nie jest ich mocną stroną.
Przy okazji zdecydowałem się na założenie lokaty na 3 miesiące oprocentowanej na 6,5%. Uważam, że termin jest dla mnie dobry i w razie co, zawsze można przecież zerwać umowę i cieszyć się pieniędzmi.
Trudno w tej chwili prorokować, co będzie dalej z lokatami oraz kontami oszczędnościowymi, ale pewne jest, że lepiej nie będzie. Dlatego też uważam, że na chwilę obecną, dokonałem optymalnego wyboru.
Nie bez znaczenia jest również doskonały kontakt z konsultantami, czego o niektórych bankach powiedzieć nie można.
A jak wygląda Wasza współpraca z tym bankiem? Jest się do czego doczepić?

Co z akcjami TPS?

Akcje TPS dość mocno zanurkowały i teraz pozostaje pytanie, co dalej począć? Czy można już rozpocząć zakupy, czy raczej powinniśmy poczekać na dalszą falę spadków?
Tak sobie spojrzałem dzisiaj na wykres i wygląda na to, że to co miało, to już zostało wyprzedane. Obroty zmalały i w zasadzie wszystko wróciło do normy. C/Z i C/WK również wygląda już normalniej, więc można rozpocząć rozważania o zakupach.

Nadgorliwy BGŻ Optima

Wczoraj wysłałem pytanie w sprawie konta oszczędnościowego w BGŻ Optima, do którego zaczynam się powoli przymierzać. W sumie zadałem banalne pytanie: jak liczone są odsetki i czy po prostu każdego dnia są doliczane, a wypłacane na koniec miesiąca po odliczeniu Belki, czy jeszcze inaczej się to odbywa? Zwykłe pytanie prostego obywatela.
Ku mojemu zaskoczeniu, miłemu dodam, otrzymałem aż dwie odpowiedzi. Najpierw, po blisko 12 godzinach o 21.52 odpowiedziała mi Luiza Sitarska, specjalistka II stopnia ds. Obsługi Klienta, a dzisiaj rano moim oczom ukazała się druga odpowiedź, tym razem autorstwa Marty Hagel, specjalistki I stopnia ds. Obsługi Klienta.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Dochodowy biznes na wsi

Jakiś czas temu zacząłem się zajmować tematem rozpoczęcia biznesu na wsi. Nie tyle robię to dla siebie, bo nie mieszkam na wsi, a raczej dla czytelników, którzy wchodzą na mój blog w celu znalezienia interesujących ich informacji.
Ekspertem w dziedzinie wiejskiego biznesu nie jestem (i pewnie nie będę), ale natrafiłem dzisiaj na dość ciekawy artykuł, na temat możliwości zarobku na... pasiece.
Jak wynika z biznes planu, można nawet zarobić ponad 10.000 PLN. Jak to z tego typu wyliczeniami, może być różnie. No, ale jeśli zysk byłby nawet o połowę niższy, to też nie można byłoby narzekać.
Generalnie w internecie trudno jest znaleźć materiały, które rzeczowo przedstawiłyby szanse i zagrożenia potencjalnych wiadomości. Są zwykle propozycje typu "otwórz lumpeks" lub "otwórz sklep monopolowy". A to nie jest takie proste, ponieważ np. wiele zależy od liczby ludności danej wsi, jej lokalizacji, możliwości potencjalnego inwestora i wielu innych czynników.
Wracając do naszej pasieki, w tekście mamy dość szczegółowo przeprowadzoną analizę, która pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie, czy warto w to wejść?
Interes, jak każdy, jest bardzo ryzykowny. Poza tym, możemy potrzebować nawet do 100.000 PLN (w artykule mowa jest o 82 tysiącach PLN), co może być dla wielu przeszkodą nie do pokonania. Może być i dużo mniej, jeśli np. jesteśmy właścicielami łąki.
Tak czy inaczej, mając podstawowe wyliczenia na papierze, jesteśmy w o tyle komfortowej sytuacji, że wiemy, ile potrzebujemy, na co, a także, ile możemy z tego wyciągnąć (teoretycznie).
Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że każdy pomysł dotyczący biznesu na wsi trzeba tak naprawdę przeanalizować. Nie można z góry zakładać, że coś się nie powiedzie.

Dywidendy nadchodzi czas

Nie tak dawno wszyscy posiadacze akcji spółki KGHM cieszyli się z wysokiej dywidendy (na początek pierwszej transzy), a już nadchodzi czas wypłaty drugiej części.
Sam już nie posiadam akcji tej spółki i prawie zapomniałem o tym pięknym momencie, który ma nadejść. Ale nadejdzie i to już 16 listopada.
To tak dla przypomnienia dla tych, którzy być może również posiadali akcje tej spółki, ale już o niej i o nich zapomnieli.
Swoją drogą, zastanawiam się, czy zakup jakiegoś pakieciku KGHM nie byłby ciekawym rozwiązaniem? Od maja poruszamy się w przeuroczym trendzie wzrostowym, więc może warto przyłączyć się do zabawy? Z drugiej strony za ładnie to wygląda i może lepiej poczekać na jakąś korektę? Pytań na razie można mnożyć, ale chyba najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie po prostu poczekanie parę dni/tygodni. Zobaczymy, czy w końcu nasz WIG20 zakończy swoją korektę, czy jeszcze popłyniemy niżej? Niby jakieś oznaki odbicia się pojawiają, ale obroty wciąż mizerne...

Uwaga na akazoo i inne tego typu firmy

Wielokrotnie na blogu pisałem, że różne firmy w sposób mniej lub bardziej perfidny chcą od nas wyciągnąć jakieś pieniądze. Ten proceder jest tak mocno rozpowszechniony, że zagrożenia czyhają na nas z każdej strony praktycznie non stop.
Ostatnio trochę poczytałem na temat firmy akazoo. Żeby im nie robić reklamy, po szczegóły odsyłam do wyszukiwarki. Generalnie chodzi o to, że firma oferuje nam jakieś mało przydatne i nieciekawe bzdury w zamian za niemałe pieniądze. Aktywujemy jakąś usługę (zazwyczaj nieświadomie), a potem dochodzą do nas smsy, za które płacimy po kilka złotych (co kilka dni).
Trudno mi powiedzieć, czy jest ktoś, kto zarejestrował się tam świadomie i z pełną świadomością chciał otrzymywać płatne smsy. Zakładam, że nie. A na potwierdzenie moich słów niech będą opinie ludzi, którzy po jakimś czasie spostrzegli się, że pieniądze im ubywają z konta. Takich ludzi jest naprawdę mnóstwo.
Nie chcę winić firmy, bo oni w regulaminie napisali w zasadzie wszystko to, o czym powinniśmy wiedzieć. Pomijam kwestie moralne i etyczne. Tymczasem ludzie nie dbają o swoje dane i z chęcią rozdają na prawo i lewo swoje numery telefonów, akceptując przy tym regulaminy.
Co ciekawe, firma istnieje sobie już kilka lat i w zasadzie nieprzerwanie od tego czasu zbiera żniwa w postaci naiwnych, zwykle młodych osób.
Myślę, że problem z nieczytaniem regulaminów jest tak naprawdę nie do rozwiązania. Zawsze znajdą się naiwniacy, którzy coś zaakceptują, a potem płaczą. Myślę, że tutaj też ważną rolę powinni odegrać rodzice, którzy powinni uświadomić swoje pociechy, że zanim one podadzą gdziekolwiek swoje dane, typu adres, telefon czy email, powinny dokładnie (ze zrozumieniem) przeczytać regulamin.
Co jednak z dorosłymi, którzy tego nie robią? To pytanie niech pozostanie bez odpowiedzi.

Czy Alior Sync wprowadza swoich klientów w błąd?

Przyglądając się ofertom rozmaitych banków, czasami natrafiamy na pewne kwiatki, które pokazują, że to, co oferują, odrobinę rozmija się z prawdą. Dotychczas kilka razy wspominałem o tego typu rzeczach. Teraz przyszedł czas na Alior Sync. 
Nie wiem, na ile to jest wprowadzanie w błąd, ale uważam, że wyraz "wszystkie" został użyty trochę zbyt pochopnie. Co ciekawe, nie ma tam nawet gwiazdek, które tłumaczyłyby, jakie zakupy są wyłączone z cash-backu. Sami spójrzcie na poniższy screenshot i pomyślcie, czy bank się odrobinę nie rozmija z prawdą?
Być może tematem tego banku powinny się zainteresować niektóre instytucje? A może zwyczajnie przesadzam? Chociaż gdybym był potencjalnym klientem, wolałbym wiedzieć, że jednak nie wszystkie zakupy będą nagrodzone 5-procentowym zwrotem, a ponadto są dodatkowe wymagania, które musimy spełnić.
Tak czy siak, brakuje mi w tej ofercie gwiazdek, bo nie jest to tak przejrzyste, jak widnieje na stronie banku.

sobota, 3 listopada 2012

Ogłupiające procenty

W wyścigu szczurów, w jakim uczestniczymy dążąc do upragnionego miliona lub dwóch tracimy tak naprawdę mnóstwo cennego czasu, łudząc się, że coś zyskamy. A w rzeczywistości nie jest tak, jak byśmy chcieli.
Teraz spróbuję zilustrować to, co mam na myśli, żeby nie być gołosłownym.

środa, 31 października 2012

Moje rozważania o oszczędzaniu, inwestowaniu i zarabianiu

Jutrzejsze święto to doskonały czas na refleksje. Z reguły myślimy o ludziach, którzy odeszli. Tymczasem dzisiaj mi się zebrało na myślenie o tym, na co i po co w ogóle oszczędzamy nasze pieniądze.
Tak sobie myślę o tym, że powolutku zbieram pieniądze, ciułam złotówki, nierzadko ograniczam swoje wydatki, uczę się rozsądnego gospodarowania swoimi finansami. I co? Nic, lata mijają, a ja się oduczyłem być rozrzutnym, oduczyłem się kupowania rzeczy, które nie są mi potrzebne. Nad każdym większym czy mniejszym wydatkiem włącza mi się myślenie "czy ja to potrzebuję?", "czy jest coś tańszego?", "czy jest jakiś substytut, który mnie zadowoli?".
Z jednej strony to fajne, bo nie jestem uzależniony od zakupów i potrafię się kontrolować. Z drugiej zaś strony być może wiele rzeczy mnie omija, "bo inni to mają, a ja nie". I znowu, z jednej strony stwierdzam, że ci ludzie wydają bez sensu kasę i nie martwią się o nic, a z drugiej strony "używają sobie".
Lata mijają, gotówki na kontach przybywa i to jest fajne. Ale czy to powoduje, że jestem szczęśliwszy? Nie do końca. Bo im więcej pieniędzy posiadam, tym mocniej włącza mi się myślenie o tych, którzy z różnych względów nie mają pieniędzy za wiele i ciężko im wiązać koniec z końcem. Świata nie zbawię, ale chciałoby im się jakoś pomóc.
A co, jak nagle przestanę żyć? Nic, bo już mi na tym nie będzie zależało. Ale z perspektywy dzisiejszego dnia, kiedy żyję, mógłbym żałować, że nie wykorzystałem wszystkich możliwości, by uatrakcyjnić swoje życie.
Jeśli wszystko będzie się układało pomyślnie, to pewnie za 20-30 lat będę rentierem (może wcześniej). Pytanie: co z tego? Skoro przyzwyczaiłem się do pracy i jest to dość ważny element mojej egzystencji, ponadto nauczyłem się żyć na określonym standardzie (niekoniecznie najwyższym), więc co mi będzie po tych dużych pieniądzach? Nagle coś mi się włączy i zacznę je masowo wydawać? Nie wydaje mi się. Zwłaszcza, że przez te lata nabieram odpowiedniego szacunku do pieniędzy.
Generalnie wątpliwości mnoży się coraz więcej i tak naprawdę brakuje finalnego celu tej całej zabawy w oszczędzanie i robienie pieniędzy. Bo to, że warto się zabezpieczyć na rok-dwa to ja rozumiem. Wiadomo, że zawsze coś może się wydarzyć niefajnego. Ale co z większą kasą?
Macie też tak, że czasami zastanawiacie się, po co to w ogóle robicie?

Jeszcze nie czas na nowe zakupy, ale...

Po ostatniej porażce związanej z akcjami TPE (spółka niemal w sposób galopujący coraz bardziej się osuwa) mam na jakiś czas dość giełdy i nawet za bardzo nie mam ochoty na wyszukiwanie jakichś okazji. Po prostu widzę, co się dzieje, a samo myślenie o giełdzie powoduje u mnie pewien odruch.
A co się dzieje? Dużo niedobrego. Nasz wiguś 20 raczej nie jest skory do odbicia. Obroty na giełdzie też raczej kiepskie, więc cóż mogłoby spowodować zmianę mojej decyzji? Pytanie retoryczne.
Zresztą w podobnych nastrojach jest wielu inwestorów. Czyżby "jesienna deprecha"? Być może. Dlatego też lepiej ten nieciekawy okres przeczekać i wstrzymać się z zakupami na moment jakiegoś wyraźniejszego odbicia.
Tymczasem coraz bardziej rozmyślam nad zakupem paru koron norweskich, w celu dalszej dywersyfikacji portfela.
Ostatnio też podjąłem decyzję o poddaniu się naciągnięciu (?) przez pracownika Idea Banku na założenie Lokaty Idealnej Plus na pół roku. Ponoć cały myk polega na tym, aby ominąć nieszczęsny podatek belki, dlatego też lokata jest skonstruowana w ten sposób, że jest ona oprocentowana "oficjalnie", na 0,1%, natomiast właściwa część (czyli 6,8% brutto) idzie na ubezpieczenie w TU Europa, które po okresie trwania lokaty wraca na nasze konto. Do końca nie wiem, czy nie zrobiłem z siebie frajera zakładając tą lokatę, ale wydaje mi się to wszystko w miarę jasne. Jak będzie, zobaczymy. W ostateczności nie dostanę odsetek (chociaż według zapewnień Rafała Jaworskiego z Idea Banku dostanę je na pewno, bez żadnych haczyków). Natomiast kapitał jest bezpieczny. A to jest najważniejsze.

wtorek, 30 października 2012

Muł wypadł z portfela

Kilka dni temu z moim portfelem rozstała się spółka TPE (śmiało można ją określić mianemu "muła"), która dość nieoczekiwanie, mimo dobrych wyników, zaczęła dołować i ostatecznie została wyautowana na SL.
Nie ukrywam, że trochę mnie to zasmuciło, bo zaangażowałem niemałą część kapitału, więc nieco ponad 5-procentowa strata trochę boli. No, ale nie zamierzam rozdzierać szat. Liczyłem się z takim obrotem sprawy i nie mogę przecież nikogo winić za to. A już na pewno nie rynek, który nie zagrał tak, jak ja bym chciał.
Jak się okazuje, inwestowanie w spółki energetyczne w obecnym okresie nie jest rozwiązaniem dobrym. Nie tylko TPE tak się zachowywała ostatnio.
Czy mogłem coś zrobić lepiej? Tak, mogłem jej nie kupować. Mogłem również poczekać. No, ale teraz to jest tylko gdybanie. Spółki nie ma, nadzieje prysły, trzeba szukać nowych okazji.
Tymczasem w moim portfelu nadal jest spółka LEN, która obecnie jest w jakiejś tam konsolidacji i nie za bardzo widać, w którą stronę mógłby nastąpić ruch. Poczekamy. SL jest również ustawiony.
Jest jeszcze jeden pozytyw ostatnich dni/tygodni. Nie miałem w portfelu TPS, która to zanotowała niesamowity spadek. Cieszę się, że pozbyłem się akcji tej spółki w odpowiednim czasie, ponieważ wtopa na niej mogłaby mocno zaboleć. Ciekaw jestem, jak długo będzie jeszcze spadać? Musi być jakiś przystanek i chociaż niewielkie odbicie. Z drugiej strony, trudno znaleźć optymistów, po tym, co się wydarzyło.
Cóż, na giełdzie nie ma sentymentów. Gra jest twarda i bezkompromisowa i trzeba mieć naprawdę mocne nerwy i twardy tyłek, żeby przetrwać.

6,8% z Idea Banku na pół roku. Brać?

Zadzwonił do mnie człowiek z Idea Banku (który to już raz?) z ofertą zamiany dotychczasowych lokat (oprocentowanych średnio na 6,67%) na lokatę półroczną na 6,8%.
Czy oferta jest ciekawa. Na pewno jest interesująca i warta przemyślenia, ponieważ bliska perspektywa obniżki stóp procentowych powoduje, że lokatom również się oberwie.
Co ciekawe, minimalna wysokość lokaty to 18.600 PLN. Nie wiem skąd oni wzięli akurat taką kwotę, ale tak jest i trzeba to zaakceptować. Plusem, cały czas w tym banku, jest to, że nie trzeba zakładać konta.
Czy i do Was wydzwaniają ludzie z banków z ciekawymi ofertami? jeśli tak, wpisujcie w komentarzach, jakie oprocentowanie Wam proponują i na jaki okres.

poniedziałek, 29 października 2012

Dobrze, że mamy blogerów "lokatowych"

Przyznam uczciwie, że cieszę się, iż w naszej blogosferze jest kilka wartościowych miejsc, które podejmują tematykę lokat, bo w przeciwnym razie utonęlibyśmy w morzu beznadziei proponowanej przez banki.
Generalnie każdy bank wychwala swój produkt (tutaj akurat mam na myśli lokaty). Ale dzięki ciężkiej pracy blogerów tworzących takie blogi, jak choćby Polak Can dwa, Finanse po godzinach, App funds, Konto i lokata, Zarabiamy na lokatach czy też paru innych, których nie wymieniłem, wiemy, co w trawie piszczy. A piszczy dużo.
Banki prezentują z dumą swoje, często badziewne, reklamy z wielkimi cyframi, które określają procenty. Natomiast pod najmniejszą czcionką (najchętniej chcieliby użyć białej) ukrywają to, co najważniejsze dla klienta.
Niestety, nasze chore prawo nie potrafi z tym walczyć, żeby przestać wprowadzać w błąd czytelnika (a wystarczyłoby wprowadzić przepis, że zakazuje się używania dla gwiazdek rozmiaru czcionki mniejszej niż standardowa treść oferty). Dlatego należy się cieszyć, że są osoby, którym się chce. A robią to praktycznie za darmo, bo grosze, które zarabiają na reklamach nie są w stanie zrekompensować straconego czasu i wykonanej pracy.
Ich teksty nie są dla tych, którzy na lokatach "stracili zęby". Bo ci już wiedzą, jak sobie radzić. Ich blogi są dla świeżych osób, które mają jakieś pieniądze (spadki, wygrana w toto-lotka czy jakieś uciułane złotówki), ale nie mają wiedzy, która pozwoliłaby uchronić ich przed pazernością banków.
Ja generalnie kibicuję tym blogom (i innym też). I mimo, iż notki z reguły są nudne, (no bo co ciekawego można napisać o lokacie?), mają one bardzo dużą wartość i są cennym źródłem informacji.
Dlaczego zatem czytam te blogi, mimo iż uważam się za osobę świadomą finansowo? To proste. Dzięki pracy tych ludzi nie muszę przeklikiwać wszystkich stron banków w celu znalezienia interesującej mnie oferty. Ci ludzie zrobili to za mnie. Mało tego, nie tylko przedstawili ofertę banku, ale i powyszukiwali haczyki. I chwała im za to.

Pożegnania z kartą ING nadszedł czas. Nie mojego

Ogólnie mało piszę na temat banku ING, ponieważ mnie ten bank ani nie grzeje, ani nie chłodzi, mówiąc kolokwialnie. No, ale postanowiłem napisać, skoro ludzie się tego domagają.
Dotarł do mnie mail, w którym autor przesłał mi między innymi poniższy cytat:
Szanowni Państwo,
ING Bank Śląski SA na podstawie i w trybie § 80 Regulaminu świadczenia przez ING Bank Śląski S.A usług w ramach prowadzenia rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych oraz rachunków oszczędnościowych dla osób fizycznych (zwany Regulaminem) uprzejmie zawiadamia, że z dniem 29 grudnia 2012 r. zmianie ulega Tabela Opłat i Prowizji ING Banku Śląskiego S.A. dla osób fizycznych w zakresie podwyższenia ze 100 PLN do 200 PLN minimalnej kwoty transakcji bezgotówkowych uprawniającej do zwolnienia z miesięcznej opłaty za kartę VISA, VISA zbliżeniowa, Maestro, Maestro zbliżeniowa, Debit MasterCard zbliżeniowa (Rozdział III a, pkt 1.2, przypis 1).
Państwa uprawnienia w związku z zmianą Tabeli Opłat i Prowizji opisane są w przywołanym § 80 Regulaminu. Pełny tekst Tabeli Opłat i Prowizji dostępny będzie na stronie internetowej Banku - www.ingbank.pl oraz w Placówkach Banku.
Najlepszy fragment z maila mojego Czytelnika to "rezygnuję z karty ING i niech się pałują". I to chyba wystarczy za cały komentarz w tej sprawie.
A ja zadam pytanie retoryczne, trochę nie po polsku, ale forma mi się podoba: "Było to zakładać konto w tym banku?".

piątek, 26 października 2012

Alior Sync - cashback wypłacany później

Alior Sync poinformował, że 5-procentowy cashback będzie wypłacał do 10 dni roboczych, czyli na pieniądze za październik można liczyć w połowie listopada.
Domyślam się, że to pierwszy (a w zasadzie drugi) krok ku temu, by zrezygnować całkowicie z tej formy nagradzania klientów. Spodziewam się, że już wkrótce będzie obniżka premii, a potem jej całkowita likwidacja.
Dlaczego? A ja zapytam przewrotnie. Dlaczego nie? Bank już tych, których miał złowić, uczynił to. Minęło już parę miesięcy od debiutu, więc co niektórzy zostali przyzwyczajeni do niego, więc jaki interes bank ma w tym, by dalej nagradzać swoich klientów?
Zastanówmy się nad jeszcze jedną rzeczą. Dlaczego Sync przesunął termin płatności casbacku? Co Wam przychodzi do głowy? Nagle bank potrzebuje więcej czasu, by przeanalizować wszystkie nasze zakupy?
Chciałbym się mylić w tym, co napisałem, ale naiwny nie jestem. Nie ma sensu się łudzić. Nic nie trwa wiecznie. Nawet pani w moim przydomowym sklepie powiedziała, że już nie będzie darmowych reklamówek, które zwykle wisiały i były dostępne dla klientów. Bo, jak stwierdziła, "klienci za dużo sobie pozwalają". A chodzi pewnie o to, że za mało wydają na zakupy, dlatego będą ukarani. Spieszmy się kochać promocje i dobre okazje, bo tak szybko odchodzą, chciałoby się powiedzieć.

czwartek, 25 października 2012

Jak poradzić sobie z haczykami?

Dzisiejszy wpis dedykowany jest osobom, których irytuje sposób, w jaki banki stosują na nas haczyki i nie wiedzą za bardzo jak sobie z tym poradzić. Nie będzie to nic odkrywczego, ale może komuś się przyda to rozwiązanie.
Jak zatem poradzić sobie z haczykami (a właściwie z niewielką czcionką, w jakiej informacje przeciwko nam są zawarte)? Bardzo prosto. Jeśli korzystamy z przeglądarki Firefox (na innych nie testowałem, ale zakładam, że jest podobnie), wystarczy wybrać opcję "lewy ctrl i + (plus)" i tekst pisany czcionką 1 lub 2 pt nam się powiększa. Pozwoli to nam na swobodne przeczytanie o niemiłych niespodziankach, które mogą nas spotkać po podpisaniu umowy. Po co bowiem wytężać wzrok?
Jak chcemy powrócić do oryginalnego widoku wybieramy po prostu "lewy ctrl i 0 (zero)".
Mam nadzieję, że od tej pory żaden bank nie będzie nas skubał z naszych ciężko zarobionych złotówek. A haczyki, to niech najlepiej zostawią wędkarzom.

poniedziałek, 15 października 2012

Cisza na blogu

Od paru dni trwa cisza na blogu, ale i powodów do pisania tekstów jakoś brakuje. W pracy mnóstwo roboty, akcje jakoś nie wyrażają chęci do wzrostów, waluty stoją w miejscu. O czym tu pisać?
Skupmy się jednak na akcjach, bo w sumie ten temat jest najbliższy mojemu sercu. TPE cały czas tuła się w okolicach SL i pewnie niedługo wyleci z portfela (niedawno trafiłem na ciekawe określenie tej spółki: "muł"). Zresztą cały ubiegły tydzień był dla tej spółki, delikatnie mówiąc, nędzny. O ile dobrze pamiętam, każdy dzień notowań był na minusie. Jedynie dzisiaj zanotowaliśmy leciutki plus, ale kto wie, czy to nie jest tylko chwilowe odbicie, a w kolejnych dniach dalej będziemy nurkować. Cóż, wylecę na SL, to powiem, że popełniłem błąd. Jeśli pójdziemy do góry o jakieś 10-15%, to powiem "jaki to ja za...bisty jestem" i że tak właśnie miało być i dokładnie taki scenariusz przewidywałem. A potem od razu wydam ebooka, w którym będę udzielał rad młodym inwestorom, jak zarabiać pieniądze. Wkrótce po tym pewnie napiszę książkę, którą będzie można kupić w dobrych księgarniach. Tylko ostrzegam, będzie droga, bo i moje wskazówki będą cenne.
Dobra, zejdźmy jednak na ziemię, bo jak się rozpłynę w tych głupotach, to post będzie niebezpiecznie długi. Spójrzmy na drugą spółkę, z LEN, która to dzisiaj jest na kilkuprocentowym plusie. No, ale na tych akcjach zmienność kursu jest tak duża, że póki nie będzie co najmniej 10-procentowego wzrostu, nie zamierzam sobie nią zaprzątać głowy. Zresztą akcje tej spółki i tak stanowią tylko 10% mojego portfela akcyjnego, więc jakoś emocjonalnie się do nich nie przywiązuję.

piątek, 12 października 2012

Konkurs na Racjonalnym Oszczędzaniu

Jeden z najciekawszych blogów poświęconych tematyce szeroko rozumianego oszczędzania (Racjonalne Oszczędzanie) organizuje konkurs poświęcony tematyce oszczędzania. W puli nagród są trzy interesujące książki. Szczegóły konkursu można znaleźć klikając na ten link.
Blog (nieskromnie powiem, że jeden z moich ulubionych) Racjonalne Oszczędzanie, który jest również partnerem mojego blogu, należy do najpoczytniejszych stron wśród tych związanych z interesującą nas tematyką. Dzięki częstej aktualizacji, różnorodnej tematyce i dużej wiedzy autora, a także rozmowom z czytelnikami w komentarzach zyskał setki odwiedzających. Autor w ciekawy i praktyczny sposób opisuje swoje doświadczenia związane z oszczędzaniem pieniędzy, dzięki czemu osoby, które trafiają na ten blog mogą znaleźć coś dla siebie.
To jednak nie jedyna działalność autora. Prowadzi on jeszcze kilka innych ciekawych i przydatnych blogów. Szczegóły można znaleźć pod wyżej wymienionym linkiem.

środa, 10 października 2012

Cena wygody

Ile jesteśmy w stanie zapłacić za to, by żyło nam się wygodniej? Dużą cenę. Olbrzymią wręcz, mimo iż wydaje się nam, że to jeszcze nam za to płacą. Myślimy, że jesteśmy sprytniejsi od nich. Niestety, tak nie jest. Obnażamy się, zrzekamy się resztek anonimowości, prywatności, niezależności. Z własnej woli. I jeszcze się z tego cieszymy. Bo jest "łatwiej", "szybciej" i "wygodniej".
O czym ja w ogóle piszę?

Zabraknie nam wkrótce banków

Czytuję sobie rozmaite blogi finansowe, które podejmują tematykę oszczędzania. Blogerzy wyszukują najlepsze oferty, często kierowane dla nowych klientów. Nachodzi mnie pewne refleksja w związku z tym.
Rekordziści pootwierali konta w kilkunastu bankach, by załapać się na korzystne oprocentowanie krótkoterminowych lokat (z reguły na 1, 2 lub 3 miesiące), po czym banki takich klientów już mniej rozpieszczają i obniżają oprocentowanie kolejnych lokat o 1% i/lub więcej.

wtorek, 9 października 2012

Jak się zmusić do oszczędzania?

Oszczędzanie nie jest rzeczą łatwą. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do tego, by z łatwością rozstawać się z pieniędzmi, takiej osobie jest bardzo trudno zmienić swoje nawyki. "Przecież niedługo będzie kolejna wypłata. Jakoś to będzie.", myślimy.
Ludzie przyzwyczajeni są do pewnego poziomu życia i trudno im zrezygnować z tego, co jest dobre. Myślimy teraźniejszością, a nie zastanawiamy się nad przyszłością. Jeśli stać mnie np. na kupno telewizora, to kupuję go teraz, zamiast np. w tym miesiącu odłożyć część na ten cel, a w przyszłym drugą. Jesteśmy niecierpliwi, brakuje nam konsekwencji. W sumie poniekąd można to zrozumieć. Poza jedną rzeczą. Wielu ludzi, którym oszczędzanie jest obce, po prostu nie chce tego zmienić. Nie zastanawia się, że redukując własne wydatki, czy szukając dodatkowego zarobku, można zapewnić sobie bezpieczeństwo.

piątek, 5 października 2012

Zadzwonił człowiek z Idea Banku...

Dzisiaj otrzymałem telefon od pracownika Idea Banku. Usłyszałem między innymi to: "Wiemy, że ma pan u nas lokaty oprocentowane na 6,7%. Chcielibyśmy panu zaproponować podwyższenie oprocentowania aż do 7,5% oraz wydłużenie terminu lokat". Bla, bla, bla.
Posłuchałem, co chłopina miał do powiedzenia. Oferta wyglądała mniej więcej tak: Oprocentowanie moich bieżących lokat (2- i 4-miesięcznych na 6,7% i 6,6%) może zostać zmienione na 7,5%, jeśli zdecyduję się na lokatę na 12 miesięcy lub na 7% w przypadku lokaty 6- lub 9-miesięcznej.

wtorek, 2 października 2012

Pieniądze popłyną na giełdę?

Tak sobie myślę, że jeszcze kilka tygodni, może ze 2-3 miesiące i na naszej giełdzie znacznie powiększą się obroty. Skąd takie przypuszczenie?
Cały czas mówi się, że RPP obniży oprocentowanie. A wiąże się z tym, że oberwie się przez to i lokatom, na których to leżą grube miliony polskich ciułaczy, którzy często czekają tylko na wejście na giełdę w odpowiednim momencie.

środa, 26 września 2012

Rozumiem emigrantów

Dzisiaj w radio TOK FM był poruszony dość ciekawy temat. Polacy przebywający na obczyźnie twierdzą, że mogą wrócić do Polski, jeśli zarobią 6 tysięcy PLN.
Trudno się nie zgodzić z Polakami, którzy mieszkają np. w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Niemczech czy Holandii, że nie widzą sensu w powrocie do Polski za niższą kasę.

poniedziałek, 24 września 2012

Lokata i akcje LEN

Piątek i dzisiejszy dzień upłynęły u mnie pod znakiem kolejnych decyzji inwestycyjno-oszczędnościowych. Założyłem lokatę i kupiłem trochę akcji.
Dzisiaj pojawiła się Lokata PRO w Idea Banku, która jest oprocentowana na 6,7%. Postanowiłem część swoich pieniędzy przenieść z konta na lokatę. Dwa miesiące to nie jest długi okres, więc dla mnie optymalne rozwiązanie.

piątek, 21 września 2012

Jest sobie spółka...

... która budzi moje zainteresowanie. Ale nie tylko moje, lecz innych inwestorów również. Co można o niej powiedzieć dobrego? Dużo.
Spójrzmy najpierw na wykres.
Jest tam w zasadzie wszystko to, czego chciwy spekulant może oczekiwać. Trend wzrostowy, pokonana 30-tygodniowa SMA od dołu, wzrost obrotów. Czy trzeba więcej argumentów, by się zainteresować tą spółką? Można chcieć, a więc je zaprezentuję.
Fundamentalnie spółka stoi dobrze. Przychody i zysk netto w pierwszym półroczu były wyższe niż w analogicznym w roku ubiegłym. To raz. Dwa to to, że zobowiązania spółki są niższe niż w ubiegłym roku (zarówno krótkoterminowe, jak i długoterminowe). Wzrósł kapitał własny, co też nie jest bez znaczenia. Z ciekawych wskaźników to C/WK wynosi 0,71, natomiast C/Z 6,60.Czyli wszystko prezentuje się uroczo. Aż za bardzo, w moim odczuciu.
Do szczytów historycznych z poziomu 2007 roku dużo brakuje (wówczas cena była wyższa niż 10 PLN). Tak naprawdę od początku 2009 roku spółka jest w długoterminowym trendzie wzrostowym i niewiele jej brakuje do pokonania zeszłorocznych szczytów, więc potencjał jest naprawdę duży. Zwłaszcza, że chyba wyrwała się z kilkumiesięcznej konsolidacji.
Z tego, co wyczytałem, spółka walczy o klientów nie tylko w Polsce, ale i w Europie. I to z sukcesem. czy warto się zainteresować tą spółką? To pozostawiam Czytelnikom.
Jeśli chodzi o spółkę, to jest to Lena Lighting, jak można wyczytać po powiększeniu wykresu lub w etykietach.

czwartek, 20 września 2012

Zaczynamy korektę, więc czas na oszczędzanie

Dzisiaj zapowiada się nam początek korekty na giełdzie. Piękny, chłodny, ale słoneczny poranek przywitał nas prawie 1-procentowym spadkiem na WIG20, więc myślę, że nie ma sensu za mocno zaprzątać sobie tym głowy i po prostu przeczekać ten okres.
Tymczasem, jak pisałem w czerwcu, na potrzeby bloga rozpocząłem projekt polegający na odkładaniu 10-złotówek, które są od czasu do czasu wydawane w sklepie. Ci, którzy bliżej się temu przyglądają lub próbowali odkładać banknoty 10-złotowe, wiedzą, że nie tak łatwo dostawać dziesiątki jako resztę. Częściej panie w sklepie wydają nam banknoty 20-złotowe lub monety o nominale 5 PLN. Zresztą już kiedyś pisałem, że ogólnie jest problem z drobnymi. Nie ukrywam, że poniekąd ja też się przyczyniłem do tego, że w pobliskich sklepach może wystąpić niedobór drobnych.
Projekt, jak można zobaczyć na zdjęciach, ma się bardzo dobrze. Do dzisiaj zebrałem łącznie 229 sztuk banknotów, którym głównym bohaterem jest Mieszko I. Dzisiaj ze sklepów odebrałem kolejne dwie dziesiątki, więc jest ich już w sumie 231 sztuk. Projekt zamknę, jak dobrnę do 500 papierów, co powinno nastąpić, mam nadzieję, jeszcze w tym roku. Wówczas pieniądze powędrują na lokatę, albo je przejem. Żarcik. Za 5 tysiaków to musiałbym naprawdę niezłe jedzenie kupić, żeby wydać całość.
Powiem szczerze, że zabawa w takie oszczędzanie (czy raczej odkładanie) jest całkiem przyjemna i, co ciekawe, chyba wkręciłem w to moją rodzinę, bo gdy tylko mają jakieś dziesiątki, to proponują, bym im rozmienił na inne.
Mam nadzieję, że i innych zachęcę do oszczędzania. Sposób nie jest ważny. Istotne jest, by mniej wydawać. A czy będziecie oszczędzać banknoty czy monety 1-złotowe, to nie ma znaczenia. Przede wszystkim trzeba się zmobilizować do działania, bo to jest podstawą sukcesu. Sam, jak zacząłem zbierać te dziesiątki, też miałem chwile zwątpienia. Nie wiedziałem, po co to robię. Tymczasem, gdy z każdym dniem kupka banknotów stawała się coraz większa, a wokół dało się zauważyć wsparcie, jeszcze bardziej zachęciłem się do działania.
Ogólnie jest pewien minus tego całego oszczędzania. Bardzo szybko znikają mi banknoty 100-złotowe, ale coś za coś. Podejrzewam, że gdybym nie zbierał tych dziesiątek, sporo z nich zostałoby straconych na jakieś niekoniecznie przydatne rzeczy. A tak? Leżą i ładnie wyglądają.

środa, 19 września 2012

"Ja tego nie tykam"

Czytuję sobie czasami komentarze pod newsami, wpisami blogerów czy artykułami i podobają mi się opinie w stylu "ja tego nie tykam". Najczęściej są one uzupełniane tekstami, że "hossa została wywołana dodrukiem pustego pieniądza". No i co z tego, się pytam? Przecież na giełdzie nie jest ważne, kto ma rację, tylko ile zarobię.
Co mnie tak naprawdę interesuje, z jakiego powodu jest hossa? Ważne, że akcje idą do góry i można zarabiać. A po co ja mam sobie zaprzątać głowę tym, co ją wywołało?
Giełda ma być miejscem, w którym mamy zarabiać. Reszta już praktycznie od nas nie zależy. Bo nie mamy wpływu ani na ilość dodrukowanej kasy, ani na inflację, ani o decyzje rządu i banków centralnych. To wszystko dzieje się tak naprawdę ponad nami, drobnymi inwestorami. Dlatego też nie zaprzątałbym sobie nadmiernie tym głowy.
Mój cel jest jeden. Zarabiać pieniądze. A czy to będzie w czasie, gdy niedźwiedzie dominują, czy w czasie hossy, to już jest sprawa drugorzędna.
Jeśli ktoś lubi giełdę i fascynuje się nią to raczej nie powinien marudzić i czekać nie wiadomo na co. Robimy selekcję spółek, wchodzimy w taką, która jest w naszych oczach atrakcyjna, ustawiamy stop lossa i niech się dzieje wola nieba. A jeśli ktoś chce kupić i czekać na same wzrosty, to się przypadkiem może nie doczekać.
Praktycznie od maja mamy sygnały świadczące o tym, że coś się zmienia. Od paru dni sygnały są jeszcze czytelniejsze. A więc na co czekać? Ano można poczekać, przecież gra na giełdzie nie jest obowiązkiem. Tylko to czekanie może się potem obrócić przeciwko nam, bo znowu możemy się zapakować w akcje na górce i potem płakać, że za długo czekaliśmy, a w ogóle to wiedzieliśmy, że będą spadki, tylko nie wiadomo kiedy. Ważne jest znalezienie momentu, w którym chcemy wejść.
Fakt, dzisiaj może być już trochę późno na zakupy (krótkoterminowo), bo czeka nas nieubłagana korekta. Ale po niej? Jak najbardziej, warto wsiąść, póki autobus nie pędzi jeszcze za szybko. Tylko trzeba zapiąć pasy (stop lossy). A jak ktoś chce grać długoterminowo, to niech czeka na kolejne 2-3 potwierdzenia hossy.

wtorek, 18 września 2012

Zaktualizowałem portfel

Przez długi czas nie zajmowałem się aktualizacją swojego portfela, ponieważ zwyczajnie mi się nie chciało. Postanowiłem jednak trochę policzyć i zaprezentować to tutaj.
Portfel jest dostępny w zakładce na górze strony.
Może kilka słów komentarza do tego, co tam zobaczycie. Jak można zauważyć, jest to raczej bezpieczny portfel. Mimo iż akcje stanowią ponad 17% to są one ulokowane w raczej defensywną spółkę, której wzrosty i spadki raczej nie są tak dynamiczne, jak innych spółek.
Sporo kasy leży na lokacie i na koncie oszczędnościowym. Pieniądze na koncie są gotowe na jakąkolwiek inwestycję (w biznes, w akcje lub inne). Po prostu czekam na odpowiednią okazję i nie chcę ich zamrażać na lokatach bądź w akcjach. Zdaję sobie sprawę z tego, że one mogą mniej zarabiać, ale takie jest ryzyko płynności.
Nie ukrywam, że bardziej niż w giełdę wolałbym włożyć te pieniądze w jakąś działalność. Korci mnie otworzenie czegoś dodatkowego. Zobaczymy, jak to pójdzie. Na razie badam rynek.
Niemało pieniędzy jest też w walutach (USD, NOK, EUR), które zacząłem zbierać już jakiś czas temu, a potem tylko systematycznie dokupowałem. Tutaj jednak nie zamierzam bawić się w spekulację, ani też próbę zarabiania na siłę. Od tego jest forex. Po prostu część pieniędzy pochodzi z moich zarobków zagranicą, część walut dokupiłem i sobie leżą. One zwyczajnie mogą się przydać na jakiś wyjazd, może na jakąś super okazję inwestycyjną lub po prostu na wypadek, gdyby banki nagle przestały wypłacać pieniądze. Nigdy nic nie wiadomo.
Czy interesują mnie inne instrumenty, poza tymi, w które inwestuję lub lokuję pieniądze? Nie. Nie zamierzam kupować ani obligacji, ani też inwestować w fundusze, ani też inne, których nie rozumiem. I innym też odradzam bawienie się w coś, czego nie rozumiemy. Być może zacznę grać trochę na kontraktach terminowych, ale to jeszcze nie teraz. Na razie się edukuję, bo to wydaje się najistotniejsze.

poniedziałek, 17 września 2012

Za późno. Ręka w nocniku już zanurzona!

Obudzenie się z ręką w nocniku to uczucie, które na pewno nie należy do przyjemnych. I takowego uczucia najpewniej doznał mBank.
Sporo klientów odeszło (głównie przez wprowadzenie opłat za kartę, beznadziejne lokaty czy też niemal codzienne zmiany w Tabeli Opłat i Prowizji), wielu chciało odejść na dniach. Mądrzy ludzie w tym banku pewnie zauważyli, że im klientela z depozytami ucieka i dumali. Tak mocno dumali, że oferowali rozmaite lokaty, które wołały o pomstę do nieba. Dzisiaj tymczasem wyszli z czymś nowym (lokata na 6,5% w skali roku na rok). I co?
Sądzę, że to nastąpiło trochę za późno, żeby nie powiedzieć bardzo za późno. Bo ci, którzy mieli odejść, już to zrobili. Ci, których zrazili, już raczej nie wrócą do tego banku. Ja posiadam tam konto, ale na pewno nie dla ich lokat, a jedynie dla eMaklera (zresztą też rozważam pożegnanie).
Błąd, moim zdaniem, jest taki, że ich przebudzenie nastąpiło za późno, kiedy ręka została już wyraźnie zanurzona w nocniku. Być może teraz bank potrzebuje na gwałt depozytów lub zwyczajnie zauważył ubytek kapitału (bo przecież nie klientów, którzy są dla tego banku wyraźnym ciężarem) i stąd ta akcja?
Faktem jest jednak, że zrażonych klientów już nie odzyskają, a tych, którzy są sfrustrowani jest jeszcze duża rzesza. I nawet 6,5% nie zmieni tego.

sobota, 15 września 2012

LPP - korekta czy zmiana trendu?

Jakiś czas temu byłem zafascynowany tą spółką. Świetne wyniki, ambitne plany na przyszłość i pokonywanie kolejnych poziomów na warszawskim parkiecie.
Przyznam uczciwie, że byłem mocno zainteresowany kupnem akcji tej spółki, ale bicie kolejnych rekordów trochę mnie powstrzymywało. Zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja powinna mnie raczej motywować, ale jednak tak nie było. Ogólnie była lipa na giełdzie, a LPP, wbrew rynkowi, pokonywało kolejne szczyty. Bałem się wejść w to. Być może popełniłem błąd, ale przy tak niepewnym rynku było to jednak uzasadnione.
Ostatnio jednak sytuacja się trochę zmienia. Od lipcowego szczytu, kolejne są niżej. Poprzedni szczyt był w okolicach 3400 PLN, a ostatni (jeśli w nadchodzącym tygodniu coś się nie zmieni), będzie na poziomie 3300.
Nasuwają mi się dwa wnioski. Albo jesteśmy w trakcie jakiejś korekty, albo trend po prostu zmienił się? Spółka jest w dobrej kondycji i mam nadzieję, że to tylko zasłużona korekta.
Ostatnio pojawiła się nawet jakaś rekomendacja dla tej spółki, w której cenę docelową ustalono na 3750 PLN. Nie da się ukryć, że spółka jest interesująca i na pewno będę ją obserwował.

piątek, 14 września 2012

Ale obrót!

Wczorajsza decyzja FED pozwalała wierzyć, że dzisiejszy dzień upłynie pod wpływem gigantycznych wzrostów na giełdach. I nie rozczarowaliśmy się. WIG20 wzrósł o 2,71% i pokonał granicę 2400 punktów, a obroty wyraźnie przekroczyły miliard (1,4 mld PLN).
Pomijam fakt, czy decyzja FED jest dobra dla gospodarki (w moim odczuciu nie jest). Ważne jednak, że to, co się wydarzyło jest dobre dla rynków, które zareagowały mega optymizmem i, co najważniejsze, dało to zarobić wielu spekulantom.
Co nas czeka w poniedziałek? Przyglądając się wykresowi, można stwierdzić, że korekta jest wysoce prawdopodobna, zwłaszcza, że bez większego postoju idziemy od poziomu 2220.
Z drugiej strony, optymizm dzisiaj był tak duży, że nawet w ciągu dnia, po przekroczeniu poziomu 2400 obyło się bez większych realizacji zysków, a kurs już nie spadł poniżej tej granicy. Oznacza to, że większość liczy na kontynuację wzrostów w poniedziałek. Czy takowe będą?
Mogę się mylić, jak każdy przecież, ale podejrzewam, że poniedziałkowy poranek możemy rozpocząć od małych spadków. Spekulanci powinni na chłodno przemyśleć to, co się wydarzyło i mogą chcieć zrealizować zyski, a przy okazji zobaczyć, co będzie dalej. W dalszej części dnia powinno być lepiej. Co ważne, nie ma zbyt wielu danych zaplanowanych na poniedziałek, więc za bardzo nie ma co wyhamować wzrostów.
Warto zauważyć też, że dzisiaj S&P500 wzrasta o niecałe 0,5%, więc optymizm, co prawda umiarkowany, ale jednak pozostaje.
Czy moje przewidywania się sprawdzą? Sam jestem ciekaw. Zobaczymy.