Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spekulacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spekulacje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lutego 2013

"Ty też zostaniesz bogaty" i inne bajki

Przyznam, że załamują mnie reklamy wszelkiego rodzaju firm foreksowych czy też osób, które oferują szkolenia z zakresu inwestycji. Wszystko to dla naszego dobra. Wszystko to nas ma uczynić bogatymi.
Problem jest jeden, skoro wszystkie firmy i wszystkie szkolenia są takie doskonałe, to dlaczego aż 95% osób traci na foreksie i nic się w tym kierunku nie zmienia, chociaż świadomość spekulantów ponoć rośnie? A co zatem chodzi z tymi szkoleniami i przeróżnej maści brokerami? Obiecują złote góry, a wychodzi jak zawsze.
Powiedzmy sobie szczerze, dobra opinia o tego typu usługach nie roznosi się przez reklamy, piękne i kolorowe banery czy niezwykle atrakcyjne strony internetowe. Nie tędy droga.
Dobra opinia przenosi się w inny sposób. Ci, którzy zarabiają po jakichś szkoleniach mówią o tym innym, a ci inni jeszcze innym. Dobry produkt sprzeda się bez sztucznej reklamy. Dobre szkolenia są elitarne (i nie mówię tutaj tylko o cenie, ale także powszechności tychże). Im mniej, tym bardziej elitarne.
Przyznam uczciwie, że sam nie brałem udziału w żadnym. Jestem samoukiem, do wszystkiego dochodzę sam. Czytam książki, próbuję, analizuję pewne rzeczy, praktykuję nierzadko siniacząc się. Nie do tego zmierzam jednak.
Jak trafić na właściwego nauczyciela? O brokerach się nie wypowiadam, bo wszystko zależy od indywidualnych preferencji. A może warto sprecyzować pytanie: jak znaleźć właściwego trenera, dzięki któremu będę zarabiał? Myślę, że wielu rzeczy można się nauczyć od osoby szkolącej, ale tak naprawdę wszystko co najważniejsze siedzi w naszych głowach i tylko od nas zależy, czy zaczniemy zarabiać, czy nie.
Tak jak kiedyś wspominałem, tak teraz będę przy tym obstawał. Wiedza książkowa to jedno, ale dyscyplina to drugie. Trzeba się wyzbyć maksymalnie swoich emocji i grać niemal mechanicznie. Wiem, jest to trudno, ale się udaje (przynajmniej mi jakoś to wychodzi). Dla przykładu, obecnie jestem na 6-procentowym zysku na IPL i jeszcze kilkanaście miesięcy temu korciłoby mnie, żeby sprzedać, wszak jest zysk. Dzisiaj spokojnie czekam na osiągnięcie założonego celu. Głowa jest spokojna, nie emocjonuję się. Uda się osiągnąć, będzie dobrze, nie uda się, trudno. Z głodu nie umrę. Ważne, że gram zgodnie z własnym ja.
Jeśli będziemy zdyscyplinowani, dopiero wówczas można pokusić się o eksperymentowanie niektórych strategii. Np. obecnie w moim realnym portfelu mam akcje będące w trendzie wzrostowym (to te widoczne tutaj) oraz jedną spółkę, która jest w konsolidacji i odbija się od bandy (to jest dość eksperymentalne zagranie, ale jestem przekonany, że się powiedzie i będę mógł ze szczegółami opisać to, co zrobiłem i co mną kierowało). Na razie o niej nie piszę ze względu na kiepskawą płynność i możliwe duże ruchy. Blog jednak czyta parę osób i nie chciałbym wyczyścić SL.
Wróćmy jednak do bajki o bogactwie. Nie łudźmy się, nie będziemy bogaci. Żeby stać się naprawdę bogatym, trzeba mieć bardzo duży kapitał. I nie mówię tutaj o np. 100 000 PLN, bo nawet stopa zwrotu rzędu 20-30% da nam powiedzmy 30 000 PLN. Umówmy się, że to nie jest bogactwo. Oczywiście, może się zdarzyć cud i zarobimy 100% i więcej. Pytanie tylko, ilu z nas, spekulantów, pozwala na to, by akcje rosły o 100%? I drugie pytanie, kto 100% swojego kapitału przeznaczył na jedną spółkę, która akurat zwyżkuje o 100%?

Walutomat dobry do spekulacji

Być może większość czytelników zauważyła (a już na pewno większość klientów Walutomatu), że ta platforma idealnie nadaje się do spekulacji, czego zresztą nikt specjalnie nie kryje nawet na tamtejszym forum.
Ludzie kupują i sprzedają waluty w dużej części nie dlatego, że potrzebują, tylko dlatego, że po analizie wykresów próbują zarobić.
Jako że prowizja wynosi 0,2%, a zainteresowanie jest bardzo duże, taka spekulacja jest atrakcyjna dla wszystkich klientów Walutomatu.
Spekulowanie na walucie w Walutomacie ma też swoje plusy dla tych, którzy rzeczywiście chcą kupić lub sprzedać walutę, bo tego naprawdę potrzebują. Dzięki temu, że jest wielu kupujących i sprzedających, a co za tym idzie, jest duża płynność, kurs jest bardzo atrakcyjny. Można powiedzieć, że jest nawet bardziej interesujący niż w większości kantorów internetowych.
Czy warto założyć konto w Walutomacie? Decyzję pozostawiam Czytelnikom.

środa, 13 lutego 2013

Będzie odbicie od bandy? Moje kolejne zagranie

Dzisiaj zdecydowałem się na zakup akcji jednej spółki. Jest to typowo spekulacyjne zagranie mające na celu sprawdzenie pewnej strategii polegającej na odbiciu się od bandy.
Jestem właśnie w trakcie lektury wciągającej książki Curtisa Faitha "Spekulacja intuicyjna", w której opisuje on ten sposób jako jedną z możliwości spekulowania. Na podstawie jego przykładu poszukałem na naszej giełdzie odpowiedniej spółki i, wydaje mi się, trafiłem na takową, dlatego zdecydowałem się na zakup.
Jedyny problem to to, że jest ona mało płynna. Dlatego też nawet nie będę podawał jej nazwy, żeby nie nadziać się na wyczyszczenie SL.
Zobaczymy za kilka lub kilkanaście dni (bo taki horyzont czasowy sobie ustawiłem), czy może to mi przynieść jakiś zysk. Jeśli tak, to zyskam jakieś 15%, jeśli nie, to stracę 5%.
Dodam, że nie analizowałem spółki w żaden sposób. Po prostu spojrzałem na wykres, czy wszystko się mniej więcej zgadza z opisywanym przykładem i wszedłem w transakcję.
Zdaję sobie sprawę, że może się okazać, iż wtopię. Może się okazać, że to będzie jeden na dziesięć przykładów, kiedy metoda nie zadziałała. Ale i tak mnie to ciekawi. Nie chcę bowiem analizować danych historycznych, bo skoro ktoś już na takowych danych analizował tą strategię, to znaczy, że jest ona sprawdzona.
Nie robię sobie po tej transakcji wielkich nadziei. Nawet większych pieniędzy w to nie włożyłem. Jest to po prostu zagranie zgodne z jakimś tam systemem.
Co mnie jeszcze ciekawi, to sprawdzenie tego, jak ja się będę czuł w takich strategiach. Bo wiadomo, że styl gry powinien być dostosowany do preferencji grające.
Jak zamknę tą transakcję to postaram się tutaj pokazać, o co mi chodziło i jaki był rezultat tego zagrania.

wtorek, 29 stycznia 2013

Budowa portfela na lata. Czy warto?

Zastanawiam się od pewnego czasu nad pewnego rodzaju dywersyfikacją portfela. Nie chodzi mi jednak o podział na bezpieczniejsze i ryzykowniejsze instrumenty, a raczej na podzieleniu go na długoterminowe inwestycje (czyli na przykład z horyzontem 10-letnim) oraz krótkoterminowe spekulacje. Oczywiście znajdzie się też miejsce dla lokat oraz walut, których jestem zwolennikiem, bo nigdy nic nie wiadomo.
Zastanawiam się, czy od następnego miesiąca nie zacząć po prostu część swoich nadwyżek inwestować w jakieś papiery, które wypłacają regularnie dywidendy i są w dobrej kondycji, a także rokują dobre nadzieje na przyszłość. To są oczywiście tylko moje rozważania, bo ostatecznej decyzji nie podjąłem.
Myślałem o możliwości w miarę regularnego dokupowania akcji np. KGHM czy PZU (zwłaszcza ta druga spółka ma dużo kasy i nie bardzo wie, co ma z nią robić, więc regularne przyjemne dywidendy są niemal pewne). Można jeszcze się pokusić o wytypowanie jakichś spółek, ale generalnie z 3-4 spółki to maksimum, które interesowałyby mnie w długim terminie.
Co przemawia za tym, aby zainteresować się taką strategią? Po pierwsze fakt, że jakąś część pieniędzy zainwestuję w coś, w co nie będę musiał za często zaglądać, a przy tym denerwować się, i co raczej ma duże szanse rozwoju. Naturalnie nie chcę być ignorantem i będę interesował się kursem, ale chodzi mi o to, że byłaby to inwestycja na wiele lat, więc nawet obsuwy rzędu 20-25% by nie spowodowały mojej chęci sprzedaży tych akcji (choć wiem, że patrzenie na dane, w których mój portfel topnieje o ileś tam procent jest bolesne). Poza tym, byłyby to pieniądze, których nie bałbym się zamrozić na dłuższy termin, ponieważ nie stanowiłyby one większej pozycji w moim portfelu. Dodam jednocześnie, że otwarcia IKE nie rozważam.
Są też słabsze punkty tego pomysłu. Nie wiem, czy inwestowanie długoterminowe w naszym kraju ma sens. Patrząc na dane historyczne, wiele spółek daje zarobić (jak nie na kursie, to dywidendy to wynagradzają). Problem jest jednak taki, że to co się wydarzyło, to przeszłość. A przyszłość, niestety, nie rysuje się w kolorowych barwach. A jeśli spotka nas to, co Japonię, która to od początku lat 90-tych jest w bessie (zainteresowanych odsyłam do tego wykresu)? Trzydzieści lat bessy może być wyniszczające. Nie twierdzę, że u nas może być podobnie, ale patrząc na pozytywy, trzeba też widzieć słabe strony tego pomysłu.
Ogólnie największą zmorą wszystkich inwestujących jest fakt, że nie ma nic pewnego. W przeciwnym wypadku nie nazywałoby się to inwestycją. Np. kupno złota również nie gwarantuje mi zysku. Co z tego, że kupię złote money, skoro za kilka lat może się okazać, że nie będę mógł wyjść z tej inwestycji ze względu na stratę? Może się zdarzyć, że pozostanę z tymi monetami do końca życia i ich nie spieniężę?
Dlatego też boję się inwestycji długoterminowych, ponieważ ryzyko jest takie, że moje wieloletnie czekanie może nie zostać wynagrodzone.
Wielu inwestorów wzoruje się na Buffecie, ale powiedzmy sobie szczerze, Polska to nie jest USA. I nigdy nie będzie. A nasz kapitał nigdy nie dorówna ich pieniądzom.
Może rozsądniejszym pomysłem byłoby zwyczajne otwarcie jakiegoś kolejnego biznesu (nawet zwykłego spożywczaka w ciekawej lokalizacji). Stopa zwrotu będzie pewnie niższa (przynajmniej na początku) niż nawet na lokatach, o ile nie ujemna, ale daje to poczucie tego, że coś się tworzy, co może wypalić. A potem można otworzyć drugi sklep, trzeci, dziesiąty.
Co jest jednak ciekawe w tym wszystkim, to inwestowanie jest piękne. Ryzykujemy dużo, ale ma to w sobie coś niesamowitego. Podejmujemy samodzielne decyzje, szukamy rozwiązań, które mogłyby nas uczynić bogatymi.