Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zarobki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zarobki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 kwietnia 2013

Spadki na giełdzie są dobre

foto: Lif...
Wiem, wiem, dla wielu z Was niniejsze stwierdzenie jest bezsensowne, ale dla mnie ma ono pewien sens. Jaki?
Jak widać, sytuacja na giełdzie jest taka sobie. Europa i Ameryka idą do góry, a nas jakaś niewidzialna ręka hamuje przed wzrostami. Zadaję sobie zatem pytanie: jaki sens jest kopać się z koniem?

wtorek, 5 marca 2013

Pracownik naukowy podejmie się pisania precli

Wyobraźcie sobie pewną sytuację. Uczycie się, potem studiujecie, zdobywacie tytuły naukowe, kończycie edukację i zaczynacie zarabiać własne pieniądze. Pieniądze, które są adekwatne do Waszych umiejętności, wiedzy, ambicji. Co robicie?
oczywiście, najlepszą okazją jest rozpoczęcie ambitnej pracy polegającej na pisaniu precli. I wypatrujecie ofert. Co prawda, portfolio macie ubogie, ale co tam, to nie jest ważne. Liczy się to, że macie papier i fach w ręku. No i szukacie ogłoszeń. Rejestrujecie się np. na "zlecenia przez net" i licytujecie się. Pierwsza, druga, setna aukcja kończy się Waszym niepowodzeniem.
- Jak to? - zadajecie sobie pytanie. - Taki geniusz jak ja, po studiach, nie może wygrać aukcji?
Zastanawiacie się i próbujecie dalej. Znowu nie wychodzi. "Chyba za dużo żądamy", myślimy. Schodzimy z ceny. Znowu się nie udaje. No cóż, trzeba jakoś pobić konkurencję. Próbujecie dalej. Mimo narastającej frustracji, nie poddajecie się.
Sytuacja powtarza się przez wiele tygodni i miesięcy, aż w końcu nasz pracownik naukowy podejmuje męską decyzję. Będzie pisał precle za 34 grosze za 1000 znaków ze spacjami. Brawo! Ostatnio gdzieś znalazłem taką ofertę, która spotkała się ze sporym zainteresowaniem (również tytułowego pracownika naukowego).
Ja się zastanawiam nad jednym. Po co ludzie się edukują, żeby potem pisać precle, które to są jedne z najbardziej beznadziejnych tekstów, jakie zaśmiecają nasz internet, a dodatkowo piszący te badziewne teksty godzą się na takie upokarzające wynagrodzenie. Czy jest już naprawdę tak źle w naszym kraju? Przecież ten wspomniany pracownik naukowy powinien zapaść się pod ziemię, gdyby miał odpowiedzieć na pytanie np. komuś z rodziny, co robi i za ile.
Ja rozumiem, że żadna praca nie hańbi, ale nie przesadzajmy. Nie dość, że teksty bez wartości, to jeszcze wynagrodzenie kiepskie. Czy po to ludzie studiują, żeby zarabiać powiedzmy 4 PLN na godzinę przy ciężkiej pracy? Bo pisanie głupawych precli jest ciężką pracą, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że trzeba ich stworzyć setki, tysiące, żeby cokolwiek sensownego zarobić. Ludzie, ceńcie się trochę, bo przyjdzie czas, że umrzecie z głodu, jak będziecie dawali się wykorzystywać w ten sposób.

poniedziałek, 4 marca 2013

Ile się zarabia w branży reklamowej?

Dzisiaj natrafiłem na ciekawe zestawienie zarobków na różnych stanowiskach w firmach z branży reklamowej. Dane pochodzą z zeszłego roku, ale nie sądzę, by w tym temacie wiele się zmieniło.
Ja osobiście z wielkim dystansem podchodzę do tego typu danych, dlatego zalecam nie brać ich pod uwagę, ponieważ one pochodzą z kosmosu. No, ale pośmiać się można.
Przy okazji, jeśli ktoś z Czytelników pracuje w tej branży i zarabia tyle, zachęcam do komentarzy. Byłbym rad poznać takie osoby.
Artykuł znajduje się tutaj.

sobota, 26 stycznia 2013

Idzie lepsze czy jeszcze toniemy?

Dostrzegam wszędzie wokół smutek, zniechęcenie, panujący marazm. Bezrobocie rośnie, ceny wzrastają, pensje nie rosną adekwatnie do inflacji. Panuje kryzys na świecie, w Polsce. Wszyscy wokół zamieszani w afery, wielu ludzi kradnie, oszukuje. Jest coraz większa agresja. Co to wszystko oznacza?
Są tak naprawdę dwie możliwości. Albo idziemy coraz niżej i niżej, aż dotrzemy do dna (którego jeszcze nie nie widać, wszak mamy co jeść i gdzie mieszkać), albo zwyczajnie już szorujemy po dnie i czekamy na jakiś impuls, który pozwoli nam się podnieść, odbić od tego dnia.
Póki co, sygnałów polepszenia sytuacji nie widać, mówi się, że będzie jeszcze gorzej. Paradoksalnie, daje to właśnie szansę na lepsze jutro. Bo skoro wszyscy mówią, że jest źle, to...
Nie wiem, nie mnie to oceniać, jak będzie, ale można też prognozować, że właśnie może być lepiej. Właśnie dlatego, że większość z nas w to nie wierzy. Potrzebujemy jakichś ważnych sygnałów. Jest szansa na niższą inflację. To dobry sygnał, ale nie dostateczny. Potrzebne jest coś jeszcze. I tym czymś byłoby zmniejszenie bezrobocia, bo to ono powoduje największą frustrację. Jeśli się ono zmniejszy, to i zarobki pójdą w górę, bo pracodawcy będą bardziej szanowali swoich pracowników.
Bezrobocie może się zmniejszyć na dwa sposoby: rząd ułatwi życie przedsiębiorcom (jak choćby zwalniając ich w jakiś sposób z niektórych obciążeń zusowsko-podatkowych). Druga możliwość to emigracja. Wielu z tych, którzy wyjechali nie ma i już nie wrócą na stałe do Polski. Część pewnie wróci. Faktem jest jednak, że jeszcze wielu musi wyjechać. Nie twierdzę, że to jest dobre, bo nie jest, ale takie są realia. Skoro nie daje się nam żyć normalnie w Polsce, to trzeba szukać swojego miejsca na Ziemi gdzie indziej.
Niestety, trzeba też spojrzeć na pewne sprawy z pesymistycznym nastawieniem. Otóż na obecny rząd nie ma co liczyć, żeby cokolwiek się zmieniło. Pętla już wielokrotnie została zaciskana na gardle obywateli, więc raczej nie liczmy na to, że zostanie poluzowana. Poprzednie rządy też się skompromitowały. Co więc nam pozostaje? Nowych twarzy nie będzie, bo jedna twarz niczego nie zmieni. A wygryzienie "tusksterów" (pozwolę sobie na takie określenie osób, których pośladki przywarły do rządowych stanowisk) jest raczej niemożliwe. Nawet jak obecny premier i jego klika odejdzie, to pewnie powrócą "kaczysterzy" i w zasadzie będzie to samo (albo i gorzej, bo tego wykluczyć nie można).
Tak naprawdę to jest jeden problem, którego nie da się rozwiązać. Czy jest ktoś z moich Czytelników, kto jest w stanie zasiać optymizm w narodzie?

środa, 23 stycznia 2013

Wyjeżdżamy na Zachód

Foto: autor
Dzisiaj naszła mnie pewna refleksja. Przyjrzałem się trochę statystykom, by spojrzeć, skąd przybywacie do mnie (zachęcam do zeskrolowania strony i spojrzenia w prawej kolumnie na dole, gdzie są flagi państw, z których notowane są odwiedziny). Jak łatwo można zauważyć, zdecydowanie najwięcej wizyt jest z krajów zachodnich.
Czy to może kogokolwiek dziwić? Teoretycznie nie powinno, wszak w Polsce, zaczynając od zera, bardzo trudno dojść do większych pieniędzy. Często, mając duże umiejętności poparte odpowiednimi papierami, jesteśmy niedoceniani przez pracodawców. Powoduje to frustracje i chęć znalezienia lepiej płatnej pracy. A skoro w Polsce, mimo iż jest to bardzo duży kraj, możliwości większych zarobków są ograniczone, decydujemy się na wyjazd, najczęściej na Zachód.
Co ciekawe, po wyjeździe, gdzie nasze konta zaczynają już pęcznieć, rozglądamy się za możliwością pomnażania naszych oszczędności. I tak oto, interesujemy się inwestycjami i np. trafiamy na blogi (mój, czy dziesiątki innych). I to jest naturalna kolej rzeczy.
Wizyty z Europy "niezachodniej" i spoza kontynentu (nie licząc USA) są znikome, co oznacza, że ktoś trafia albo przez przypadek, albo zwyczajnie będąc gdzieś na wakacjach wykorzystuje chwilę, by zobaczyć, co tam nowego w kraju.
Podejrzewam, a wręcz jestem przekonany, że na innych blogach procentowy udział krajów zachodnich do "niezachodnich" jest podobny jak u mnie, więc moje wnioski są raczej prawidłowe. W niniejszym poście nie ma zasadniczo niczego odkrywczego poza faktem, że osoby będące zagranicą chcą inwestować w Polsce.

niedziela, 20 stycznia 2013

"Mam trzy tysiące. Mogę je stracić"

foto: Tax Credits
Ostatnio miałem okazję pogadać z kimś, kto z finansami za bardzo nie jest związany (trzymał jakieś tam pieniądze na lokatach, ale nie był z tego powodu zbyt szczęśliwy). Zapytał mnie: "Mam trzy tysiące i nie wiem co zrobić. Na lokacie zyski są niewielkie, a chciałbym spróbować zarobić". Temat mi się spodobał, więc postanowiłem trochę z nim podyskutować na ten temat.
- Ile jesteś skłonny stracić? Bo pewnie wiesz, że jeśli chcesz zarobić więcej niż na lokacie, to musisz się liczyć z ryzykiem - powiedziałem.
- Wiem. Mogę zaryzykować, że stracę całość - odpowiedział.
I tutaj się zatrzymajmy. Przede wszystkim takie podejście jest błędem. Bo jeśli chcemy zaryzykować całość, to lepiej iść do kasyna i tam albo się uda, albo się nie uda (ze wskazaniem na to drugie). Pieniądze trzeba szanować i należy myśleć w ten sposób, aby maksymalnie zminimalizować ryzyko strat. Dlatego zaproponowałem mojemu rozmówcy:
- Podejdźmy do tematu inaczej. Gdybyś zaczął grać na giełdzie, to rozważ opcję straty do 20% kapitału. Brzmi to lepiej?
- Lepiej - odpowiedział. - A ile mogę zarobić?
I w tym momencie przeszliśmy do trudniejszej części rozmowy. Powiedziałem mu, że przy dobrych wiatrach może i zarobi nawet 40% i więcej, ale niech nie liczy na cuda, bo równie dobrze może się pożegnać z kapitałem na poziomie 20% lub więcej, jeśli nastąpi jakiś krach. Powiedziałem mu, że wszystko zależy od horyzontu czasowego, a także od tego, w którym momencie zainwestuje, w jakie spółki, itp. Ogólnie dużo czynników wpływa na potencjalne osiągnięcie sukcesu.
Po chwili przeszliśmy do innego tematu związanego z inwestycjami w akcje.
- Jakie akcje kupić? Najchętniej kupiłbym KGHM, PGE, PGNiG czy coś w tym stylu, bo wydają się najbardziej wiarygodne i bardzo bogate - powiedział mój rozmówca.
- No tak, ale gdyby tak było, to wszyscy by kupowali te akcje i każdy byłby bogaty - odpowiedziałem mu.
Do tematu mamy wrócić za jakiś czas. Warto jednak zauważyć, że z podobnymi pytaniami możemy się spotkać bardzo często.
Być może wielu czytelników zarzuci mi, że nie powiedziałem mu nic o funduszu awaryjnym i innych takich. A także o tym, żeby zbudować większy kapitał. Owszem, nie powiedziałem mu o tym, ponieważ była to luźna rozmowa, a gdybym zaczął o tym wszystkim mówić, moglibyśmy nie skończyć.
Najważniejsze w tym wszystkim było to, że oświeciłem go, jakie ryzyko jest podczas inwestowania w akcje, a także trochę nauczyłem szacunku do pieniędzy (zasugerowałem grę z maksymalną stratą na poziomie 20%, a nie poświęceniem całego kapitału).
Co jest dla mnie istotne, to fakt, że mój znajomy zadał mi pytanie o to, co począć z pieniędzmi. Jest to o tyle ważne, że są jednak ludzie, którzy chcą się edukować i chcą podejmować dobre decyzje, a nie próbują działać "na surowo" ryzykując duże straty. To ważne.
A co będzie dalej, zobaczymy wkrótce, jak będę już po kolejnej rozmowie ze znajomym.

wtorek, 6 listopada 2012

Mieszkańcy wsi mają alternatywę

Jest wielu mieszkańców wsi, którzy zarabiają naprawdę fajne pieniądze. Życie poza miastem nie musi się wiązać wyłącznie z posiadaniem kur, posianym zbożem czy trzodą chlewną.
Alternatywą jest np. sadownictwo. Jest to kolejny temat, który mnie dość mocno interesuje. Oczywiście czysto teoretyczne, bo nie planuję (przynajmniej w najbliższych latach) przeprowadzki na wieś, ale jednak interesuje. Niestety, to nie jest łatwy kawałek chleba i w zasadzie nie od razu możemy na tym zarabiać.
Jeśli jednak mamy możliwości (czytaj: teren) i cierpliwość (kilka lat, zanim nasze drzewa zaczną owocować), to może to być ciekawy pomysł na dodatkowy lub stały zarobek na wsi, na której - jak się okazuje - da się zarobić. Jest to naturalnie kolejny biznes, który nie jest wolny od ryzyka. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że decydując się na taką działalność możemy pomóc nie tylko sobie, ale i wielu innym ludziom, którzy będą zaangażowani w to. A będą na pewno, ponieważ nieodzowni w tym są rwacze. Zatem w tym biznesie tak naprawdę mogłoby zarobić wiele osób.
Jak jednak wiadomo, dużo zależy w tym interesie od zimy i potencjalnej suszy. Jeśli one wystąpią, efekty mogą być mizerne lub żadne. Dodatkowo potrzebne są również odpowiednie nakłady finansowe, bo bez nich ani rusz.
Należy też zwrócić, że praca w charakterze rwacza, o której wspomniałem wcześniej, jest doskonałą okazją dla osób, które chcą dorobić, a nie mają za bardzo możliwości. Teoretycznie można zarobić od 50 do 250 PLN dziennie. Wiele zależy od miejsca, gdzie mieszkamy, stawki oraz szybkości pracy, a także jakości (czy np. będziemy rzucać owocami w celu zebrania większej ilości, czy też będziemy wybierać ładniejsze owoce, ale mniej). Być może w tym roku już za późno na to (choć widziałem w wielu miejscach, że jabłka jeszcze wiszą na wielu drzewach), ale warto to rozważyć w przyszłym roku. Tylko tutaj uwaga. Nasi studenci lub inne osoby, które chcą sobie dorobić mogą mieć niemałą konkurencję ze strony Ukraińców, którzy potrafią pracować za mniejsze pieniądze i są bardziej zdeterminowani do pracy.

środa, 26 września 2012

Rozumiem emigrantów

Dzisiaj w radio TOK FM był poruszony dość ciekawy temat. Polacy przebywający na obczyźnie twierdzą, że mogą wrócić do Polski, jeśli zarobią 6 tysięcy PLN.
Trudno się nie zgodzić z Polakami, którzy mieszkają np. w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Niemczech czy Holandii, że nie widzą sensu w powrocie do Polski za niższą kasę.

wtorek, 22 maja 2012

Jak zostać milionerem?

Tytułowe pytanie jest tak głupie, że aż żałuję, że je zadałem. I podejrzewam, że większość wytrawnych blogerów z doświadczeniem z politowaniem popuka się w czoło zanim tutaj wejdzie. No, ale załóżmy, że znajdzie się taki odważny i przeczyta ten post, żeby zobaczyć co kolejny człowiek wymyślił, by stać się bogatym.
A ja, przewrotnie, nie zamierzam odpowiadać na to pytanie, ponieważ zwyczajnie nie wiem. Są różne sposoby, każdy musi dążyć do tego we własny sposób. Niektórym się uda, większości się nie uda. Dlaczego zatem napisałem taki tytuł?
Zdecydowałem się na niego, ponieważ trochę śmiać mi się chce, jak przeglądam niektóre blogi (sporo z nich to są świeżynki) i młodzi blogerzy dają rady innym, jak dojść do dużej bańki, mimo iż sami jeszcze do niej nie doszli. Ja rozumiem, że chwytliwe tytuły się fajnie sprzedają, ale bez przesady. Jeśli powiedzmy jakiś student daje mi drogowskaz na mojej drodze do miliona to oznacza to, że ja do tego miliona nie dojdę. Bo zdobywanie pieniędzy nie jest rzeczą prostą i wymaga sporych nakładów sił.
Przykładowo giełda, przez swoją cykliczność i nieprzewidywalność nie daje nam możliwości, by tą bańkę zarobić. A jeśli nawet uda nam się wyciągnąć te 20-30% w roku to ja się pytam: od jakiej kwoty? Od 5-10 tysięcy złotych, jakimi dany studencik operuje? I co z tego, że w tym roku udało mu się zarobić 20-30%, jak za jakiś czas może pojawić się jakiś krach i nagle to co zarobi to straci.
Dlatego też wszyscy, którzy sugerują innym, jak mają dojść do miliona lub finansowej niezależności niech sami najpierw do tego dojdą, a potem dzielą się swoimi radami lub sprzedają swoje pomysły.
Ja rozumiem taką sytuację, że jest gość, który np. przez 15 lat doszedł do finansowej niezależności i teraz np. opisuje swoją drogę, daje rady, przestrzega przed pułapkami, itp. Ale jeśli jakiś młodzian mi opisuje, jak mam zostać milionerem licząc np. na moje kliki w reklamę za 10 groszy to trochę to jest śmieszne.
Inna sprawa, że ci, co zarabiają, stają się milionerami czy już się nimi stali, nie mają czasy na bzdury typu prowadzenie blogów. Oni po prostu "trzepią kasiorę". I chyba o to chodzi. Zamiast mówić o zarabianiu pieniędzy, lepiej je zarabiać.

poniedziałek, 10 października 2011

Strata na foreksie, ale...

Image: Grant Cochrane / FreeDigitalPhotos.net
Jak można się domyślać, ciągłe wygrywanie na foreksie jest niemal niemożliwe. A może nawet w ogóle niemożliwe. Chodzi jednak o to, by w końcowym rozrachunku być na plusie, czyli np. pod koniec miesiąca, kwartału czy nawet roku.
Tymczasem początek bieżącego miesiąca nie jest taki, jak bym sobie zakładał. Dlaczego?

piątek, 23 września 2011

Nadmiar informacji szkodzi?

foto: autor
Czytuję sobie rozmaite blogi, fora dyskusyjne, portale internetowe - wszystko to, co związane jest z finansami. Lektura często interesująca, ale mnie zastanawia co innego.
Czy ja naprawdę potrzebuję tych wszystkich informacji, żeby zarabiać? Czy one są mi niezbędne? Czy to nie jest stratą czasu?

środa, 14 września 2011

Wyższa płaca minimalna. I co dalej?

Moja Polska
Rząd zaproponował podwyższenie płacy minimalnej w 2012 roku do poziomu 1500 PLN. Jakie refleksje się nasuwają w związku z tą decyzją?
Oczywiście w internecie zawrzało. I słusznie, ponieważ taka decyzja rządu (w sumie na razie propozycja, ale za miesiąc już się dowiemy, jak będzie w rzeczywistości) wymaga komentarza.

wtorek, 13 września 2011

Pazerność na foreksie

jtyerse
Od pewnego czasu gram na foreksie. Początki, jak wspomniałem w jednym z poprzednich postów, nie były najłatwiejsze i zanotowałem pewne straty. Z czego one wynikały?
Przede wszystkim spowodowane to było brakiem doświadczenia, brakiem wiedzy, brakiem odpowiedniego wyczucia chwili. To jednak nie wszystko.

piątek, 2 września 2011

Na plusie na foreksie

Ostatnimi czasy nie bawię się w jakieś wielkie podsumowania, ponieważ nie mam na to czasu. Wygenerowałem sobie jednak raport z moich transakcji na platformie Plus500, jakie dokonałem w ubiegłym miesiącu.
Okazało się, że miesiąc zakończyłem z wynikiem +224 PLN. Czy to dobry rezultat?

środa, 13 lipca 2011

Ilę zarobię po studiach ekonomicznych?

Na moją stronę z wyszukiwarki trafiają różni ludzi. Są na przykład tacy, którzy szukają odpowiedzi na pytanie "ile zarobię po studiach ekonomicznych".
Jeśli takie pytanie zadaje mi student ekonomii lub (o zgrozo!) absolwent studiów, to nasuwa mi się jedno określenie: człowiek wysoce niepoważny.

piątek, 1 lipca 2011

Ilu blogerów-milionerów?

Czytuję sobie rozmaite blogi finansowe od dłuższego czasu. Każdy z nas ma takie same aspiracje. Zarobić, zmienić swoje życie na lepsze, osiągnąć niezależność.
Wielu z nas, wliczam w to siebie, nie osiągnie zapewne tego celu. Dlaczego?

środa, 15 czerwca 2011

Zaglądamy do portfeli

Gunnar Wrobel
To chyba nasza narodowa cecha. Interesuje nas to, ile zarabiają inni. Lubimy porównywać się do innych, a największą radość mamy wówczas, kiedy inni mają mniej od nas.
Pewnie nie jestem odosobniony w takim myśleniu, ale tak chyba jest. Sam nie lubię mówić o swoich finansach, ale uwielbiam sprawdzać, co inni mówią o swoich wynagrodzeniach.

czwartek, 9 czerwca 2011

Fascynacja ryzykiem

Lady Madonna
Jak każdy facet, lubię ryzyko. Lubię te emocje, które towarzyszą podejmowanym przeze mnie decyzjom. Nie mówię tutaj wyłącznie o inwestowaniu na giełdzie i patrzeniu w zmieniające się liczby, ale ogólnie o ryzyku.
Tak było, gdy grywałem sobie (dla przyjemności, oczywiście) w pokera, tak jest również teraz, inwestując pieniądze na rynkach finansowych.

czwartek, 2 czerwca 2011

Jak im nie wstyd?!

sxc.hu
Jestem przerażony, załamany. Tragedia... Nasze społeczeństwo to banda niechlujów, analfabetów i... nawet nie wiem, jakiego słowa jeszcze użyć.
O czym znowu będę narzekał w swoim poście? Tym razem będzie znowu o zarabianiu, bo ten temat ostatnio mi po głowie chodzi. Z tym, że nie będzie to moje zarabianie, a osób piszących teksty pod zamówienie.

Jak dodatkowo zarobić?

AJU_photography
Polacy to dziwny naród. Z jednej strony jesteśmy prawdziwymi leniami i najchętniej zmaksymalizowalibyśmy swój czas odpoczynku, z drugiej zaś strony jesteśmy pracusiami, lubimy pracować (zwłaszcza dodatkowo), a w konsekwencji lubimy zarabiać pieniądze.
Jest to naprawdę trudne do zrozumienia, ale spróbuję to w pewien sposób uprościć i wytłumaczyć na pewnym przykładzie. Dzisiejszy wpis nie jest pełną odpowiedzią na tytułowe pytanie, ale raczej pokazaniem tego, jak ludzie podchodzą do kwestii dodatkowego zarabiania.