Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieś. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 marca 2013

Kanapkowa wojna

Foto: roboppy
Od pewnego czasu w pobliskich sklepach obserwuję prawdziwą kanapkową wojnę. Sklepy konkurują z sobą wymyślając coraz ciekawsze specjały dla swoich klientów. Jaki jest efekt tej przezabawnej rywalizacji o podniebienie klienta?

poniedziałek, 4 marca 2013

Nowy pomysł na biznes na wsi

Foto: ecospc
Dzisiaj do głowy przyszedł mi kolejny pomysł związany z biznesem na wsi. Oczywiście, jak to zwykle bywa, im większa wieś, tym lepiej. Naturalnie nie trzeba zakładać tego interesu w swojej wsi (załóżmy składającej się z 300 mieszkańców), ale np. w tej, w której znajduje się Urząd Gminy, przychodnia, kościół, jakieś zakłady pracy, sklepy.
O czym w ogóle mowa? O pizzerii (np. z kebabem, hamburgerami, kurczakami plus piwiarnią - wedle uznania).
Wielokrotnie przejeżdżałem przez mniejsze miejscowości (w granicach 2000-3000 mieszkańców) i widziałem, że takowe punkty istniały, więc dlaczego nie miałoby się to utrzymać w Twojej wsi?
Jak zawsze w takich wypadkach, największym problemem będzie lokal, którego wynajem może kosztować o 1500 wzwyż. No chyba, że trafi się okazja i będzie taniej lub sam posiadasz takowe miejsce.
Dlaczego to może być dobre rozwiązanie? Ano dlatego, że ludzie (zwłaszcza młodzi) lubią zjeść coś fastfoodowego (sam lubię), a często nie mogą pojechać do miasta, a dostawa z innego miasta nie wchodzi w grę. Ogólnie rzecz biorąc temat na pewno się spotka z zainteresowaniem, zwłaszcza na początku. A jak będzie później, to trudno ocenić. Z tego, co jednak widzę, w pobliskich wsiach biznes chyba ma się dobrze, skoro te pizzerie nadal istnieją.
Ważna jest umiejętność kreowania potrzeb wśród ludzi. A twierdzę, że ludzie na wsiach chętnie ulegną pokusie i zapachom dobiegającym z pizzerii.
Inna sprawa, czyż jest coś przyjemniejszego niż zagryźć kebaba (lub pizzę) popijając jasne pełne? Smacznego.

czwartek, 14 lutego 2013

Kolejny pomysł na biznes na wsi

foto: shelfappeal
Jakiś czas temu w moim mieście pojawiły się mlekomaty. Są to automaty podobne do tych, w których można kupić kawę czy herbatę. Tutaj dla odmiany możemy kupić mleko.
Przyjrzałem się trochę temu tematowi i stwierdzam, że jakiś pomysł na biznes to jest, ale on wcale nie musi gwarantować sukcesu. Inna sprawa, że jeden stojący niedaleko, już został zlikwidowany.
Trudno mi powiedzieć, czy to dobry pomysł na biznes dla mieszkańców wsi. Nie wiem tak naprawdę, od czego zależy popyt. Fakt, że popyt na mleko jest zawsze, ale od czego zależy popyt na to mleko, to nie wiem. Być może problemem było to, że owy mlekomat stał w pobliżu marketów? Z drugiej zaś strony, dzięki marketom, był duży ruch, więc ludzie nie mogli nie zauważyć ich.
Być może problemem był fakt, że wielu ludzi zwyczajnie nie umiało obsługiwać tych maszyn i stąd często, mimo zainteresowania, przechodzili obok tej maszyny.
Ja osobiście bym w ten interes nie wszedł, ale może dlatego, że widziałem, iż brakowało większego zainteresowania. Być może jednak wystarczyłoby postawić ową "budę" gdzieś indziej i efekt byłby lepszy.
Ciekaw jestem Waszych opinii w tym temacie? Czy widzieliście tego typu punkty w Waszych miastach? Zatrzymywaliście się przed nimi? Kupowaliście coś?

wtorek, 12 lutego 2013

Dziennikarzy ponosi fantazja, czyli sposób na "idealny" biznes na wsi

Dzisiaj trafiłem na pewien artykuł na jednym z wiodących portali, w którym dowiedziałem się, że jeśli znudziła mi się praca w korporacji to najlepiej rzucić ją w cholerę i wyjechać na wieś. Tam czeka mnie szczęście, radość optymizm. Jednym słowem życie jak w Madrycie.
Dziennikarz fantasta (zgaduję, że nałykał się czegoś lub nawąchał) zacytował inną dziennikarkę, która zdecydowała się na wyjazd z mężem na wieś. Sprzedali mieszkanie i wyjechali na Mazury. Tam kupili sobie jakieś gospodarstwo, kozy, kury i zajęli się agroturystyką.
Wszystko pięknie, tylko ta historia wydaje mi się mocno naciągana. Akurat mieszkanka Warszawy zamarzyła zmienić swoje życie i stać się rolniczką. Przy okazji zdecydowała się pogorszyć standard swojego życia (nie mając przy tym najpewniej pojęcia o hodowli wspomnianych kur czy kóz), bo miała dość zakłamania i tym podobnych historii.
- Gdy wyjechałam na wieś, nie wiedziałam co będę robiła - stwierdziła wspomniana dziennikarka. To zdanie załamało mnie zupełnie. 
Okej, ja rozumiem, że można mieć tego dość i to nie tylko będąc mieszkańcem Warszawy. Nie czarujmy się jednak, że każdy ot tak może sobie wyjechać na wieś i zajmować się agroturystyką, bo są to bajki. Tego typu usług jest coraz więcej, a wiadomo, że jeśli konkurencja jest duża, to i zyski mniejsze, więc nawet, jeśli to jest prawda, to nie łudźmy się, że to jest takie proste. Nie jest. Niestety, o trudnościach z tym związanych w artykule nie przeczytaliśmy.
A nasza dziennikareczka? Cóż, pewnie żyje długo i szczęśliwie. Razem ze swoimi kurami i kozami.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Jaki biznes na wsi? A może zakład fryzjerski?

Dzisiaj kolejny tekst z cyklu: jaki biznes otworzyć na wsi? Tym razem kolejny pomysł, który godny jest przeanalizowania.
Jeśli mieszkamy na jakiejś większej wsi, warto rozważyć możliwość założenia zakładu fryzjerskiego. Może to być w miarę dochodowy biznes. Co prawda, trudno liczyć na jakieś kokosy z tego tytułu, ale przeżyć się da.
Co ważne, jest szansa, że oprócz mieszkańców naszej wsi, będą również zjeżdżali klienci z sąsiednich wioseczek.
Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że otworzenie zakładu ma sens, jeśli nasza wieś liczy powiedzmy z 500 mieszkańców. Przy mniejszej liczbie ludności to się może nie opłacać.
Do otwarcia zakładu potrzebne są oczywiście umiejętności, ale - w moim odczuciu - nie są potrzebne tak wysokie kwalifikacje, jak w analogicznych punktach w miastach. Wystarczy to robić po prostu dobrze, a pozytywna opinia o naszym zakładzie szybko rozniesie się wśród mieszkańców.
Poza tym, jeśli w danej wsi nie ma takowego zakładu, a założymy go jako pierwsi, raczej niewielkie są szanse na to, by wyrosła nam konkurencja. Może więc to być biznes na lata.

środa, 23 stycznia 2013

Biznes na wsi. Może stolarnia i sklep internetowy?

Foto: Adam Franco
Dawno nie było wpisu na temat biznesu na wsi, więc postanowiłem nieco odświeżyć ten temat. W swoich postach staram się unikać stwierdzeń, że czegoś się nie da, że coś się nie opłaca, itp., bo tak jest najłatwiej powiedzieć. A w moim odczuciu, ludzie, którzy poszukują jakichś informacji, chcieliby otrzymać wiadomość motywującą, a nie demotywującą.
Dlatego też dzisiaj będzie wpis niejako z życia wzięty. Mam znajomego, który mieszka na wsi. Jego zamiłowaniem jest dłubanie w drewnie. Potrafi robić wszelkiego rodzaju meble, począwszy od stojaków pod kolumny, skończywszy na meblościankach. Dzięki swoim umiejętnościom zyskał wielu klientów (bez pośrednictwa Allegro). Aż strach pomyśleć, co by były, gdyby chciał swoją pracę sprzedawać również poprzez ten serwis.
Uważam, że warto zainteresować się tym tematem, ponieważ robienie prostszych projektów nie jest chyba zawiłe. A większość osób, które mieszkają na wsi raczej ma "fach w ręku", bo wiele rzeczy trzeba zrobić samemu. Pozostaje jedynie spieniężyć to, co już umiemy lub chcemy się nauczyć.
Zdecydowaną przewagą osoby mieszkającej na wsi jest możliwość magazynowania tego, co się zrobi (czego mogą pozazdrościć "miastowi" mieszkający np. w blokach).
Uważam, że inwestycja w ten biznes nie jest aż tak ogromna. Wystarczy zrobić kilka demonstracyjnych rzeczy, sfotografować i wystawić na sprzedaż. Potem w aukcjach ustalić termin wykonania np. na 7 dni i można działać. Pieniądze często są przelewane tuż po zakończeniu aukcji, więc mogą być one od razu przeznaczone na materiały.
Nie ukrywam, że sam wszedłbym w taki biznes, gdybym znał się na stolarce oraz mieszkał na wsi.
Sądzę, że ta forma zarabiania daje duże możliwości, bo pomimo konkurencji, mamy możliwość tworzenia rzeczy nowych, których inni producenci nie mają.

czwartek, 15 listopada 2012

Biznes na wsi. A może agroturystyka?

drterdal
Coraz więcej osób trafia na mój blog w celu zdobycia jakichś informacji na temat możliwości otwarcia własnego biznesu na wsi. Pomysłów jest sporo. Niektóre są mniej lub bardziej realne, ale warto o tym pisać i myśleć.
Na blogu pisałem między innymi o sadownictwie i pszczelarstwie, jako możliwościach zarobienia pieniędzy. Jest też możliwość otwarcia sklepu, a także handel w miastach produktami własnego chowu. Dzisiaj przyszedł mi do głowy pomysł związany z agroturystyką.

czwartek, 8 listopada 2012

Sklep na wsi. To nie takie proste!

Phill Thirkell
Wielu ludziom wydaje się, że otworzenie sklepu na wsi jest najprostszym sposobem na biznes. Otóż nie jest. I trzeba to sobie jasno powiedzieć.
Przede wszystkim początkujący biznesmen musi wiedzieć, na jakiej wsi mieszka? Ile ona ma mieszkańców, jak bardzo zasobnych w kasę? Jak daleko dana wieś jest oddalona od sklepów? To są początkowe pytania. Kolejne, jakie się nasuwają, to ile mam pieniędzy na otwarcie takiego biznesu? Ile miesięcy jestem w stanie wytrzymać notując straty?
Sklep na wsi to wiele zagrożeń. A im bardziej dana wieś oddalona od cywilizacji, tym gorzej. Przede wszystkim podstawowy problem to ryzyko włamań do takich sklepów. Niestety, prawdą jest, że one mają miejsce bardzo często. Przynajmniej w znanych mi miejscach włamania do sklepów były niejako "normalką". Oczywiście, można ubezpieczyć sklep, ale to nie rozwiązuje problemu. Bo są straty. Bo za pieniędzmi się czeka. Bo nie odzyskamy tyle, ile byśmy chcieli.
Drugi problem to "zakupy na zeszyt". Nie da się ukryć, że większość rolników żyje od renty do renty. I tutaj pojawia się dość poważny kłopot, ponieważ jeśli nie damy komuś na zeszyt czegoś, to się rozejdzie zła reklama po wsi o naszym sklepie. A jeśli damy, to niemal pewne jest, że nie odzyskamy wszystkich pieniędzy.
Kolejna sprawa: menelstwo. Nie da się ukryć, że wiejskie sklepy żyją ze sprzedaży alkoholi najniższych lotów. A co za tym idzie, wokół sklepów będzie się kręciło zawsze pełno żuli. Nie zawsze będzie miło i wesoło. Zwłaszcza, jak w zeszycie dług danego menela będzie duży, a pić mu się będzie chciało...
Zagrożeń można mnożyć. Dodajmy do tego choćby fakt, że decydując się na sklep będziemy go musieli jakoś wyposażyć w towar. Jest więcej niż pewne, że wiele z naszych towarów nie zostanie sprzedanych. Cóż począć? Trzeba to wkalkulować w straty, zwłaszcza, że może być to żywność. Dlatego, aby tego typu straty czymś pokryć, będziemy musieli podnieść marżę.
I tak oto widzimy jaki to problem jest z otwarciem sklepu na wsi. Nie zmienia to jednak faktu, że pewne rzeczy można zminimalizować (np. nie dawać na zeszyt, bez względu na wszystko, mieszkać blisko sklepu, co trochę zminimalizuje liczbę włamań, a także próbować zabronić spożywania tanich win w obrębie sklepu). Oglądając jednak zabawny serial Ranczo, trudno uwierzyć w to, że takie coś może się powieść.

wtorek, 6 listopada 2012

Mieszkańcy wsi mają alternatywę

Jest wielu mieszkańców wsi, którzy zarabiają naprawdę fajne pieniądze. Życie poza miastem nie musi się wiązać wyłącznie z posiadaniem kur, posianym zbożem czy trzodą chlewną.
Alternatywą jest np. sadownictwo. Jest to kolejny temat, który mnie dość mocno interesuje. Oczywiście czysto teoretyczne, bo nie planuję (przynajmniej w najbliższych latach) przeprowadzki na wieś, ale jednak interesuje. Niestety, to nie jest łatwy kawałek chleba i w zasadzie nie od razu możemy na tym zarabiać.
Jeśli jednak mamy możliwości (czytaj: teren) i cierpliwość (kilka lat, zanim nasze drzewa zaczną owocować), to może to być ciekawy pomysł na dodatkowy lub stały zarobek na wsi, na której - jak się okazuje - da się zarobić. Jest to naturalnie kolejny biznes, który nie jest wolny od ryzyka. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że decydując się na taką działalność możemy pomóc nie tylko sobie, ale i wielu innym ludziom, którzy będą zaangażowani w to. A będą na pewno, ponieważ nieodzowni w tym są rwacze. Zatem w tym biznesie tak naprawdę mogłoby zarobić wiele osób.
Jak jednak wiadomo, dużo zależy w tym interesie od zimy i potencjalnej suszy. Jeśli one wystąpią, efekty mogą być mizerne lub żadne. Dodatkowo potrzebne są również odpowiednie nakłady finansowe, bo bez nich ani rusz.
Należy też zwrócić, że praca w charakterze rwacza, o której wspomniałem wcześniej, jest doskonałą okazją dla osób, które chcą dorobić, a nie mają za bardzo możliwości. Teoretycznie można zarobić od 50 do 250 PLN dziennie. Wiele zależy od miejsca, gdzie mieszkamy, stawki oraz szybkości pracy, a także jakości (czy np. będziemy rzucać owocami w celu zebrania większej ilości, czy też będziemy wybierać ładniejsze owoce, ale mniej). Być może w tym roku już za późno na to (choć widziałem w wielu miejscach, że jabłka jeszcze wiszą na wielu drzewach), ale warto to rozważyć w przyszłym roku. Tylko tutaj uwaga. Nasi studenci lub inne osoby, które chcą sobie dorobić mogą mieć niemałą konkurencję ze strony Ukraińców, którzy potrafią pracować za mniejsze pieniądze i są bardziej zdeterminowani do pracy.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Dochodowy biznes na wsi

Jakiś czas temu zacząłem się zajmować tematem rozpoczęcia biznesu na wsi. Nie tyle robię to dla siebie, bo nie mieszkam na wsi, a raczej dla czytelników, którzy wchodzą na mój blog w celu znalezienia interesujących ich informacji.
Ekspertem w dziedzinie wiejskiego biznesu nie jestem (i pewnie nie będę), ale natrafiłem dzisiaj na dość ciekawy artykuł, na temat możliwości zarobku na... pasiece.
Jak wynika z biznes planu, można nawet zarobić ponad 10.000 PLN. Jak to z tego typu wyliczeniami, może być różnie. No, ale jeśli zysk byłby nawet o połowę niższy, to też nie można byłoby narzekać.
Generalnie w internecie trudno jest znaleźć materiały, które rzeczowo przedstawiłyby szanse i zagrożenia potencjalnych wiadomości. Są zwykle propozycje typu "otwórz lumpeks" lub "otwórz sklep monopolowy". A to nie jest takie proste, ponieważ np. wiele zależy od liczby ludności danej wsi, jej lokalizacji, możliwości potencjalnego inwestora i wielu innych czynników.
Wracając do naszej pasieki, w tekście mamy dość szczegółowo przeprowadzoną analizę, która pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie, czy warto w to wejść?
Interes, jak każdy, jest bardzo ryzykowny. Poza tym, możemy potrzebować nawet do 100.000 PLN (w artykule mowa jest o 82 tysiącach PLN), co może być dla wielu przeszkodą nie do pokonania. Może być i dużo mniej, jeśli np. jesteśmy właścicielami łąki.
Tak czy inaczej, mając podstawowe wyliczenia na papierze, jesteśmy w o tyle komfortowej sytuacji, że wiemy, ile potrzebujemy, na co, a także, ile możemy z tego wyciągnąć (teoretycznie).
Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że każdy pomysł dotyczący biznesu na wsi trzeba tak naprawdę przeanalizować. Nie można z góry zakładać, że coś się nie powiedzie.

środa, 18 lipca 2012

Niedobór rolników?

Nie tak dawno zastanawiałem się na blogu nad tematem biznesu na wsi. Dzisiaj znalazłem jednak artykuł w PB, w którym jeden ze słynniejszych inwestorów, Jim Rogers, stwierdził, że brakuje rolników, a zwiększa się popyt na żywność.
Czy zatem rzeczywiście osoby mieszkające na wsi powinny na siłę szukać innego biznesu? Zdaję sobie sprawę, że rolnikom nie jest łatwo, ale rosnące ceny żywności powinny być dla nich sygnałem, że teraz właśnie chyba nadchodzi czas dla nich. Warto zwrócić uwagę, że to miasta uzależnione są od wsi, a z każdym rokiem to uzależnienie będzie coraz większe. Skoro rolników ubywa, a popyt nie maleje to w końcu musi rolnictwo zacząć się opłacać.
Jeśli prowadzimy uprawę jakiejś rośliny i ona nam nie przynosi odpowiednich dochodów, może warto przestawić się na coś innego lub hodowlę zwierząt? Nie warto rezygnować z tego i przenosić się do miasta, gdzie przecież wcale nie jest tak kolorowo. Zwłaszcza, jeśli mieszka się w mniejszych miasteczkach.

wtorek, 26 czerwca 2012

Jaki biznes na wsi?

Ludzie trafiają na mojego bloga wpisując w wyszukiwarce różne hasła. Również takie, jaki biznes otworzyć na wsi. Nie wiem, czy kiedykolwiek na ten temat pisałem na blogu, ale skoro ktoś tutaj trafił w poszukiwaniu takich informacji, to może warto ten temat poruszyć.
Nie wiem, czy jestem kompetentną osobą, by udzielać jakichkolwiek informacji w tym temacie, ale wiem, co ja spróbowałbym zrobić.
Na pewno rozwinąłbym handel (sklep internetowy). Mieszkanie na wsi ma dużo pozytywów. Przede wszystkim łatwiej jest wygospodarować miejsce na przechowywanie towaru. I w zasadzie nic nas to nie kosztuje. Inaczej jest, jak mieszkamy w bloku, czy też wynajmujemy lokal. Wówczas sprawa jest trochę skomplikowana lub zwyczajnie kosztowna.
Być może, gdybym miał większą wiedzę na temat rolnictwa, skupiłbym się na hodowli jakichś zwierząt (kury?). Cena jaj podskoczyła dość wyraźnie, a jest to towar, na który popyt będzie zawsze. Często np. na moim osiedlu widzę, że przyjeżdżają ludzie z wiosek i sprzedają jajka. A ludzie chętnie kupują, bo wiadomo, że "ze wsi to lepsze". Dzięki takim praktykom osoby, które zajmują się "jajecznym biznesem" nawiązują kontakty i zyskują stałych klientów. A jeśli np. dzisiaj ktoś mi sprzeda jaja, to niewykluczone, że następnym razem kupię od takiej osoby mleko czy nawet swojską kiełbasę. Wszystko tak naprawdę zależy od wyjścia do ludzi. Bo mi się na wieś nie będzie chciało jechać, by kupić 10 jaj czy mleko, ale jeśli do mnie przyjdą, to ja bardzo chętnie kupię. A jeśli za pierwszym razem będę zadowolony, to będę ich stałym odbiorcą.
Biznesmeni ze wsi muszą jednak trochę zainwestować i pojeździć do pobliskich miast. I nie powinni się udawać na bazar, by tam handlować, bo tam jest konkurencja. Lepiej odwiedzić kilka bloków i spróbować samemu nawiązać kontakt z potencjalnym klientem. A dobre wiadomości (złe zresztą też) bardzo szybko się rozchodzą, więc jeśli ja będę zadowolony to i polecę producenta innym. I tak to się powinno zaczynać.
Zdaję sobie sprawę, że dojazd do miasta to jest koszt, ale on ma szansę się zwrócić bardzo szybko. Wystarczy tylko być osobą sumienną, sprzedawać towar dobrej jakości i być miłym, bo ja na to też zwracam uwagę.
Reasumując, wydaje mi się, że na wsi da się zarobić, ale trzeba próbować i nie bać się ryzyka. Jak w każdym interesie.