Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestycje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestycje. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2015

Ruszenie na Lenteksie i (nie)spodziewana granica. Porównanie PZU z ETFW20L długoterminowo

Tak jak pisałem w piątek, spodziewałem się, że nagłe spadki na Lenteksie były chwilowe i kurs wrócił na wyższe poziomy. Niestety, barierą nie do pokonania dzisiaj był poziom 8,55 PLN.

To jest dość istotny punkt, z którym popyt nie może sobie poradzić od połowy lutego. Patrząc na aktualne zlecenia kupna, wiele nie potrzeba, by przekroczyć tą granicę (na tą chwilę jest to 3500 akcji), choć pewnie jutro od rana będą pojawiały się kolejne. Popyt jest jednak "na tak", więc liczę, że z tym poziomem sobie w końcu poradzi. No chyba, że w końcu zabraknie mocy. W to jednak nie wierzę.

czwartek, 16 stycznia 2014

Będę zarządzającym...

... funduszem dziecka.

Jakiś czas temu informowałem tutaj na blogu, że z żoną bawimy się w delikatne, spokojne oszczędzanie pieniędzy dla naszej pociechy na przyszłość. Akcja trwa już prawie dwa lata (jak ten czas leci...). Zrzucamy się generalnie po 10 PLN co tydzień. Tą bezstresową metodą udało się już uzbierać ponad 2.000 PLN. Kwota niewielka jeśli chodzi o wartość, ale głównym celem było zaszczepienie w małżonce (mam nadzieję, że tego nie czyta) nawyku regularnego oszczędzania. W większe kwoty się nie angażuję, ponieważ i tak - mam nadzieję - za ileś tam lat moja pociecha odziedziczy coś po mnie.

No dobrze, ale jaki w ogóle jest plan? Ano taki, że moja córka ma skończone 4 latka, więc do 18-tki, która jest moim horyzontem inwestycyjnym pozostało 13 lat. Portfel zatem chciałbym zamknąć w 2027 roku. Na potrzeby bloga nazwę go "Portfel 2027", choć nie wiem, czy tak długo będzie mi się chciało prowadzić tego bloga lub umieszczać informacje o zawartych transakcjach. Do tego czasu (licząc na chwilę obecną, bez uwzględnienia inflacji i potencjalnie wyższych wpłat), uzbiera około 16.000 PLN gotówki, czyli przyjemna kwota jak dla małolatki wchodzącej w dorosłe życie, nieprawdaż.

Dzisiaj założyłem konto w DB (przekonały mnie niskie prowizje 0,19% i brak minimalnej kwoty prowizji, jaką pobiera bank) i tam będę starał się dość agresywnie spekulować. Jeszcze nie zastanawiałem się nad strategią, ale pewnie środki podzielę na cztery spółki (trzymając się zasady, że wszystkich jajek nie trzyma się w jednym koszyku) i będę grał krótkoterminowo lub w szczególnych przypadkach średnioterminowo. Z tej racji, że mój własny portfel ma charakter raczej długoterminowy, cieszę się, że pieniędzmi dziecka będę mógł pograć w krótszym terminie i poczuć trochę adrenaliny.

Początkowo rozważałem kupienie jakichś nudnych spółek typu PZU, czy PKO i liczenie na powolny wzrost i dywidendy, ale ostatecznie stwierdziłem, że to nie jest najlepszy pomysł, ponieważ kiedy, jak nie na początku grać agresywniej? Teraz większa potencjalna strata mniej zaboli (zawsze można się odbudować zwiększając tygodniowe wpłaty), aniżeli w dalszej perspektywie.

Co jest ważne, portfel będzie również mniej więcej co miesiąc zasilany kwotą 100 PLN (2 osoby x 4 lub 5 tygodni w miesiącu x 10 PLN).

Przyznam, że z niecierpliwością czekam na dokumenty z banku i uruchomienie konta. Czuję się, jakbym miał dokonać pierwszej transakcji w życiu. Czas oczekiwania wykorzystam jednak na obranie odpowiedniej strategii. Pewne jest jednak, że nie będę się skupiał jedynie na akcjach. Jeśli przyjdzie bessa (a przyjdzie na pewno), wtedy pieniądze będą pracowały na lokatach lub obligacjach. Na fundusze inwestycyjne raczej się nie zdecyduję.

piątek, 10 stycznia 2014

Mój sposób na korektę

Przedłużająca się korekta jest dla wielu z nas przygnębiająca. Wielu niecierpliwych graczy sprzedaje akcje. Czyszczone są kolejne stop lossy, a poziom frustracji narasta.

Ja swój portfel zbudowałem mając na względzie horyzont długoterminowy, więc tylko spokojnie obserwuję na to, jak wartość mojego portfela spada (na szczęście jest jeszcze ponad 7-procentowy zysk). Nie można jednak popadać w jakąś depresję z tym związaną, że wszystko wokół leci. Trzeba się trzymać swojej strategii i nie panikować. Tak jak kiedyś wspominałem, najlepszą opcją na spadki jest wyłączenie notowań i skupienie się na czymś innym. Na czym?

Ja na przykład przygotowałem się na spadki w sposób zaprezentowany na zdjęciu poniżej:

foto: autor
Ktoś powie, że cztery książki to dużo. Owszem. Ale kto wie, ile potrwa ta korekta? Inwestorzy nastawieni byczo od pewnego czasu szukają na wykresach punktów odbicia, a kurs robi ich w jajo i spada coraz niżej. Stwierdziłem, że nie ma sensu robić za wróżkę, a jedynie cierpliwie poczekać. Po co się stresować? Lepiej wziąć sobie jedną, czy drugą książeczkę do ręki i poczytać wieczorami, co szczerze polecam.

Przy okazji, ale to już pewnie wiecie, nie polecam kupowania książek w stacjonarnych księgarniach, ponieważ przebitka jest niesamowita. Niejednokrotnie książki są droższe o 50% i więcej od tych, które proponują nam księgarnie internetowe. Na przykład pierwsza z lewej książka kosztowała w księgarni stacjonarnej 79 PLN, podczas gdy internetowa oferowała ją za nieco ponad 50 PLN.

Inna sprawa, czasem warto kupić kilka książek hurtem, ponieważ dzięki temu zaoszczędzimy na wysyłce.

piątek, 13 grudnia 2013

Inwestowanie w jednej lekcji i inne książki

Wczoraj zakończyłem lekturę kolejnej książki. Tym razem była to pozycja "Inwestowanie w jednej lekcji" Marka Skousena.


Jakie wrażenia po tej książce?

Pozycję oceniam bardzo wysoko. Co prawda autor opisuje inwestycje dokonywane w Stanach Zjednoczonych, co może czasami być trudne do przełożenia na rynek polski, na szczęście przypisy tłumacza (Jana Fijora) pozwalają przeniesienie niektórych informacji na rynek polski, co jest dość zrozumiałe dla czytelnika.

Książkę czyta się dość szybko i przyjemnie. Można ją spokojnie pochłonąć w 2-3 wieczory, choć ja potrzebowałem na to czterech.
Skousen w swojej książce pokazuje, jak skutecznie budować swoje portfele inwestycyjne (poniekąd można doszukiwać się podobieństwa w filozofii tworzenia portfela przez Benjamina Grahama, autora książki "Inteligentny inwestor"). Ogólnie autor stawia na portefle, które nie są specjalnie złożone. Mi osobiście w pamięci pozostaje fakt, że warto inwestować w solidne spółki dywidendowe, co akurat jest zgodne z obranym przeze mnie kierunkiem działania. Choć nie tylko to jest istotne, bo mowa jest też o inwestowaniu w obligacje, czy nieruchomości.

Książka jest wartościowa jednak nie tylko ze względu na to, że pokazuje, w co i jak warto inwestować, ale także dlatego, że pokazuje mechanizmy rządzące giełdami i zachowaniami ludzi. Nie brakuje też interesujących przykładów z życia wziętych. Wszystko to powoduje, że książka jest wiarygodna. Zdecydowanie będzie ona wartościowa dla początkującego inwestora. Jest to materiał, do którego można i należy wracać w przyszłości, co z pewnością sam będę czynił. Nie bez powodu mówi się też, że niniejsza książka jest jednym z najlepszych podręczników inwestowania na rynku.

Aktualnie jestem na etapie czytania książki "Twoje pieniądze, Twój mózg" Jasona Zweiga. Po pierwszych kilku stronach mogę powiedzieć, że pomimo faktu, że temat ciężki, czyta się ją dobrze.

czwartek, 25 lipca 2013

Koniec lenistwa

foto: Richard, enjoy my life!
Od mojego ostatniego wpisu minęły już trzy tygodnie. Sporo to. Niektórzy pewnie już myślą, że blog umarł. Tymczasem spieszę donieść, że nic takiego nie miało miejsca. Miniony czas poświęciłem na relaks i edukację, a także na refleksje nad moimi giełdowymi poczynaniami.

wtorek, 18 czerwca 2013

Jan Fijor i jego koncepcja inwestowania

Dzisiaj chciałbym zaprezentować ciekawą rozmowę Kamila Cebulskiego z Janem Fijorem.
Sposoby inwestowania Jana Fijora są dość oryginalne i nie każdemu mogą pasować. Dowiadujemy się, między innymi, że powinniśmy kupować akcje bez względu na to, jaki sentyment panuje. Po prostu regularnie dokupować i tyle. Oczywiście nie może być to dowolna spółka, a starannie wyselekcjonowania.

sobota, 6 kwietnia 2013

Ile zapłacić za sukces?

Foto: Cockburn Libraries
Podsumowując jakiś etap życia można się pokusić o różne wnioski. Często jest nim odpowiedź na bardzo proste pytanie: "Czy odniosłem sukces?".
Pytanie w swej konstrukcji bardzo proste, ale niezwykle zawiłe, jeśli chcemy odpowiedzieć sobie, czymże jest ten sukces? Jak go zmierzyć, ocenić, zdefiniować? Czy sukces jest tożsamy z uczuciem szczęścia? I tutaj zaczynają się schody. Im więcej takich pytań, tym trudniej odpowiedzieć na pytanie o nasz sukces.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Brak ochoty na giełdę

Foto: HowardLake
Brakuje mi ochoty na giełdę, na kontrolowanie wykresów, czytanie wiadomości, pasjonowanie się tym, co dzieje się na rynkach. Nie chce mi się nawet specjalnie patrzeć na to, co się w ogóle dzieje w świecie finansów. A jeśli już coś do mnie dociera to jedynie z radia. Siedzę sobie w swoim biurze gapiąc się w monitor i wszystkie informacje przechodzą tak jakby obok mnie. Czyżby zmęczenie? Brak ochoty na podejmowanie ryzyka? Załamanie?

wtorek, 2 kwietnia 2013

Od nędzy do pieniędzy... mega inspiracja

Foto: SalFalko
Dwa dni. Tyle zajęło mi przeczytanie książki Tada Witkowicza "Od nędzy do pieniędzy". Wczoraj zakończyłem lekturę i poczułem pewnego rodzaju pustkę. Rzadko mi takie uczucie towarzyszy po przeczytaniu jakiejkolwiek książki, ale po tej tak było. Dlaczego?

sobota, 30 marca 2013

Blog to tylko blog

foto: gurana
Parę dni bez wpisu, a liczba wizyt jakoś drastycznie nie spadła. Dzisiaj parę słów wyjaśnień, które swoim stałym czytelnikom jestem dłużny. A może nie tyle dłużny, co po prostu chcę wyjaśnić, bo czegoś takiego, jak obowiązku wobec czytelników w blogosferze nie ma. A nie ma dlatego, że ani czytelnicy nie są mi nic winni, ani tym bardziej ja czytelnikom.

wtorek, 19 marca 2013

Kilka dni bez wpisu. Refleksje nad przyszłością

Foto: Scarleth White
Ostatnich kilka dni minęło bez mojej większej aktywności na blogu, za co oczywiście przepraszam swoich stałych Czytelników. Było to jednak związane z kilkoma czynnikami, o których piszę w dalszej części postu. Faktem jest jednak, że zastanawiałem się nad przyszłością tego miejsca.

poniedziałek, 11 marca 2013

Pogodzenie się z porażką

W inwestycjach, tak jak w sporcie, kluczową rolę odgrywa umiejętność pogodzenia się z porażką i wyciągania wniosków. Nie jest to łatwe. Kto kiedykolwiek uprawiał jakiś sport, w którym rywalizował z innymi, powinien wiedzieć, o co chodzi.
Często albo sami nie potrafimy pogodzić się z porażką, albo nasz przeciwnik ma z tym problem. Najczęściej za nasze niepowodzenia łatwo jest nam obwiniać wszystkich wokół. Bez winy tylko my pozostajemy, no bo jakże możemy się mylić?
Pamiętam wiele lat temu sam miałem problem z akceptacją porażek. Przegrywając mecz często się wkurzałem o to, że przeciwnik mnie ograł, a nie zastanawiałem się i nie analizowałem tego, dlaczego tak się stało. Podobnie było w przypadku szachów. Kiedyś wkurzałem się na rywala, że gadał przy partii, że trzaskał mocno w zegar, że jakieś dziwne miny robił, że się wykuł teorii, że byłem zmęczony, a on nie i wymyślałem wiele innych absurdalnych tłumaczeń moich przegranych. Ale tak, niestety, jest. Wielu z nas nie umie się pogodzić z tym, że jest słabsza, nie ma racji, myli się.
Potrzeba wielu lat, aby zmienić tą okropną cechę w sobie (o ile taką posiadamy, bo pewnie wielu z Czytelników pewnie powie, że takimi nie są). Tak czy inaczej, najważniejszy moment to uświadomić sobie fakt, że nie można obarczać swoją porażką innych, a trzeba się zastanowić nad prawdziwymi przyczynami tego stanu rzeczy. Wbrew pozorom, jest to bardzo trudne, ponieważ nie potrafimy być krytyczni wobec siebie.
Zmianę w sobie zacząłem od tego, że uświadomiłem sobie, że jestem słaby (np. w szachy). Ten fakt bardzo mi pomógł, ponieważ każde zwycięstwo, które odnosiłem poprawiało mi nastrój i czyniło mnie bardziej szczęśliwym. Uświadomiłem sobie fakt, że wiem, gdzie jest moje miejsce w szyku i że pewnych poziomów, mimo chęci, przeskoczyć się nie da, bo kosztuje to zbyt wiele wyrzeczeń (tysiące godzin treningów). Sodóweczka, która doskwiera wielu młodym ludziom, tym razem została wyeliminowana i zrozumiałem, że nie jestem "miszczem".
Dlaczego o tym piszę? Ano po to, by porównać to do giełdy. I tutaj uświadamiam sobie, że jestem kiepskim traderem. A jeśli zacznę osiągać sukcesy, to będę na pewno zadowolony, co nie zmienia faktu, że nadal będę kiepski, bo dobrych traderów można policzyć na palcach kilku rąk. Chciałoby się powiedzieć: wszyscy jesteśmy leszczami. I chyba coś w tym jest.
Kolejny krok, który miał mi pomóc to decyzja o tym, by publikować swoje zagrania tutaj (pewnie w większości nietrafione). Pomaga to mi jednak w tym, że nie boję się porażek, nie czuję bólu podczas straty pieniędzy, a chcę wyciągać wnioski ze swoich błędów.

Dobra, tania kawa

Coffee, H4, HF Markets Ltd, MetaTrader 4, Real
Ilustracja: HotForex
Moja przygoda z HotForex trwa. Dobre zagrania przeplatane są ze złymi, jak to bywa w tym "sporcie". Tym razem zdecydowałem się na krótką sprzedaż kontraktu na kawę.
Przyglądając się wykresowi (tutaj akurat 4-godzinny), można zauważyć, że kurs zniżkuje. Jeszcze lepiej widać to na wykresie dziennym.
Sądzę, że wybrałem dość dobry moment do otwarcia pozycji, ponieważ, jak widać na drugim wykresie, tym razem 15-minutowym, kupującym zabrakło już mocy do zakupów i lokalny szczyt był już niższy od poprzedniego. Uznałem to za dobrą przesłankę do tego, aby podjąć decyzję o otwarciu pozycji.
Coffee, M15, HF Markets Ltd, MetaTrader 4, Real
Ilustracja: HotForex

Dość wysoko zawiesiłem również SL, więc nie powinno mnie wyrzucić na jakiejś luce lub przy większym ruchu.
Termin wygaśnięcia kontraktu to 19 kwietnia, zatem jest szansa, że cena kawy dość wyraźnie spadnie do tego czasu.
Ogólnie w przeszłości grałem częściej na tym towarze i nie ukrywam, że to właśnie kawa dawała mi nieźle zarobić. Czy i tym razem będzie podobnie?

piątek, 15 lutego 2013

Trochę statystyk, przemyśleń i analiz

Jak to przy piątku, żeby się nie denerwować, choć nie jest to łatwe, bo dzisiaj w ciągu godziny w moim biurze aż trzy osoby zostały zaspamowane telefonami z banków, postanowiłem się pokusić o parę statystyk dotyczących mojego blogu.
Powiem tak. Jest coraz lepiej. Wasze odwiedziny sprawiają mi dużo radości i motywują do dalszej zabawy w prowadzenie blogu (bo trudno to nazwać inaczej niż zabawą).
Jak zapewne wiecie, na moim blogu dominują tematy dotyczące oszczędzania, inwestowania, biznesu na wsi oraz prowadzenia firmy. Od czasu do czasu pojawia się jakiś wywiad lub cytuję kogoś, kto jest związany z jakimiś instytucjami finansowymi i chce się swoim komentarzem podzielić z czytelnikami Blogu Kupowanie. Czasami zdarzają się teksty, w których przedstawiam swoje żale na panującą w naszym kraju beznadzieję, bądź też krytykuję bezwzględnie Allegro, jak w jednym z moich wcześniejszych wpisów. Ot, piszę to, co mnie w danej chwili interesuje, trapi, smuci czy raduje. I poniekąd cieszę się ze swobody działania, bo nikt mi niczego nie narzuca.
Jeśli chodzi o liczby, to w okresie od 15 stycznia do 14 lutego mój blog został odwiedzony przez 2362 unikalnych użytkowników (4506 odwiedzin). Jest to naprawdę piękny wynik, za który dziękuję wszystkim odwiedzającym. Pracuję nad tym, by moje teksty były ciekawsze i bardziej popularne w sieci, więc głęboko wierzę, że te liczby wkrótce będą wyższe.
Najczęściej trafiacie do mnie z czytników RSS, następnie z wyszukiwarki google, bezpośrednio wpisujecie adres, z twittera, ze strony oszczędzanie.mennicawroclawska.pl oraz blogu Money after hours. W dalszej kolejności jest blogger, Blog Polak can i Polak can dwa, które to podbiły polską blogosferę, jeśli chodzi o tematykę oszczędzania w bankach czy inwestowania pieniędzy w obligacje. Sporo wizyt notuję z katalogu blogifinansowe.blogspot.com, facebooka, katalogu polskie-blogi-finansowe.blogspot.com czy blogu Harmonogram milionera.
Z jakich krajów wpadacie? Dominuje nasz kraj, wiadomo. Potem w kolejce jest Hiszpania, Wielka Brytania, Niemcy, Szwajcaria, Szwecja, USA, Francja, Finlandia i Irlandia.
Co Was najbardziej interesuje? Nie zgadniecie. Oczywiście, mój portfel. A to ciekawscy Czytelnicy, chciałoby się rzec. Na drugim miejscu jest mój wirtualny portfel. Dużym zainteresowaniem cieszył się tekst sprzed ponad pół roku Jaki biznes na wsi? Świadczy to najlepiej o tym, że wielu ludzi, którzy mieszkają na wsi, szukają rozwiązań na to, by polepszyć swoje życie. Był też tekst o stooq, który zrobił psikusa swoim użytkownikom, a także tekst o mojej lokacie w Idea Banku, która to dobiegła końca. Mnóstwo wejść zanotował tekścik o TPS, a dokładnie o tym, co ulica mówi na temat tej spółki. Nic dziwnego w sumie, patrząc na to, co się działo na akcjach tegoż, jak by nie patrzeć, monopolisty.
Co mnie osobiście niezmiernie cieszy, to średnio na blogu spędzacie 2:46 min. Super. Dzięki serdeczne za to!
Czy jest jeszcze coś, o czym warto wspomnieć? W zasadzie statystyk przytaczać można wiele, ale najważniejsze, że jest postęp. W ostatnim czasie pojawia się więcej komentarzy. Raduję się z tego powodu niezmiernie, ponieważ jest to przyjemne uczucie, gdy jakiś temat wywołuje potrzebę dyskusji wśród użytkowników. Zwłaszcza, jeśli komentarze są merytoryczne i pozbawione zbędnej agresji i, co ważne, nie są reklamami, które mnie strasznie irytują.

wtorek, 5 lutego 2013

Dlaczego nie zainwestuję większych pieniędzy?

Od czasu do czasu piszę tutaj o lokatach lub możliwości rozszerzenia działalności jako formie ulokowania swojego kapitału. Tymczasem, zdaniem wielu znawców inwestowania, lepszym rozwiązaniem byłoby wrzucenie większej kasy w akcje lub inne ryzykowniejsze instrumenty. Nie zrobię jednak tego. Dlaczego?
Jak wiadomo, człowiek uczy się całe życie. Trzeba wykazać się pokorą dla rynku i ustaleniem swojego miejsca w szeregu. Ja wiem, w którym miejscu jestem.
Na obecną chwilą bardziej interesuje mnie ochrona kapitału i w miarę regularne pomnażanie go nadwyżkami, aniżeli próbą pokonania rynku i ugrania czegoś większego na akcjach. Nie chcę grać większymi pieniędzmi (generalnie bawię się jakimiś 10-15% swojego kapitału), ponieważ chcę się pewnych rzeczy nauczyć i w miarę zrozumieć to wszystko. Myślę, że dla każdego początkującego inwestora ważniejsze jest nie stracić kapitału niż próbować go pomnożyć.
Zenon Komar w swojej książce Sztuka spekulacji pisze, aby grać na giełdzie pieniędzmi, które mają dla nas znaczenie. Bo co z tego, że pomnożę przykładowy 1000 PLN do 2000 PLN, skoro to i tak nie uczyni mnie bogatym. I to jest prawda, nie uczyni. Ale umówmy się, że ryzykowanie powiedzmy 50-80% kapitału też mnie nie uczyni bogatym, bo nawet jeśli coś ugram, to równie dobrze mogę to stracić kilkoma złymi zagraniami stracić.
Grę na giełdzie traktuję jako swego rodzaju szkołę. Uczę się siebie, swoich zachowań, reakcji na sukcesy i porażki. Edukuję się w zakresie zarządzania kapitałem, staram się w miarę przyzwoicie wchodzić i wychodzić z danych transakcji. A wszystko to czynię ostrożnie, spokojnie, bez zbędnego pośpiechu.
Myślę, że na osiągnięcie sukcesu mam jeszcze dużo czasu. O ile dożyję, przede mną wiele hoss i tyleż samo bess, więc liczy się spokój i cierpliwość. To samo zresztą zalecam innym.
Kiedy zatem chciałbym włożyć większe pieniądze w giełdę? Wkrótce. Przede wszystkim chcę się upewnić, że nie popełniam "głupich" błędów. Przez głupie błędy mam na myśli takie, które powodują nadmierne ryzyko utraty części kapitału. Jeśli tych uda mi się uniknąć, będzie dobrze. Myślę, że ostatnie kilkanaście miesięcy wiele mnie nauczyło, ale nadal czuję się jak początkujący. I dobrze, bo nawet eksperci tracą. Z tym, że eksperci nie muszą się już edukować, bo oni przecież "wszystko wiedzą", tymczasem ja powoli do wszystkiego dochodzę. Małymi kroczkami poprzez praktyczną edukację. Tak jak w mojej ulubionej grze, w szachy, w których to nie jestem teoretykiem, a swój progres osiągam dzięki praktycznej grze i próbie wyeliminowania błędów, które popełniam. Teoria w tej dyscyplinie stanowi dla mnie 20%. Reszta to nabyte doświadczenie.
Inna sprawa, że praktyka jest o niebo ciekawsza od teorii. I to w każdej dziedzinie życia.
Nie aspiruję do miana mistrza ani w szachach, ani też w inwestycjach. W przypadku tych drugich chcę po prostu grać na tyle dobrze, żeby nie tracić, a niedługo sukcesywnie zyskiwać coś licząc na to, że w moim życiu nadejdą takie zagrania, które przysporzą mi dużo większych pieniędzy. Czy to nadejdzie? Myślę, że tak, tylko potrzeba cierpliwości.

piątek, 1 lutego 2013

Chwile zwątpienia

Foto: Kalexanderson
Mój blog prowadzę od 2010 roku, więc przez ten czas zdążyłem sporo zobaczyć i wiele się nauczyć. Zauważyłem, że w tym czasie niemało blogów upadło, zostało opuszczonych, zapomnianych. Dlaczego tak się stało?
Warto zauważyć, że prowadzenie blogu, tak jak inwestowanie wymagają dyscypliny i dość silnego charakteru, żeby przetrwać trudne chwile (w przypadku blogów chodzi o brak weny, natomiast w inwestycjach o porażki).
Wielu blogerów potrafiło pięknie pisać o inwestowaniu. Tworzyli śliczne wykresy i jeszcze piękniejsze analizy. Zbierała się grupka stałych czytelników, po czym blog umierał. Dlaczego?
Powiedzmy sobie szczerze, powodem tych decyzji było to, że dane wykresy i obrazki nie przynosiły efektu. Dany bloger najczęściej tracił pieniądze, a co za tym idzie, motywację do pisania.
Trafiłem ostatnio na blog, w którym autor opisał swoje dwie wygrane pozycje, po czym zaprzestał pisania. Dlaczego? Pytanie retoryczne.
Prawdą jest, że każdy może pisać wyuczone mądrości o inwestowaniu dopóki nie wkłada własnych pieniędzy. Ryzykując własne środki często ponosimy porażki. I to jest właśnie najważniejsze: jak reagujemy po porażkach?
Czy ktoś, kto założył blog i będąc wygrywającym inwestorem zrezygnuje z prowadzenia blogu? Znudzi mu się pisanie o sukcesach? Nie sądzę. Może kilka blogów by się znalazło, ale większość pada, bo po prostu nam nie idzie i tracimy kasę. A będąc w skrajnie kiepskim na stroju nie chce nam się dalej pisać. No bo co tu pisać, skoro nasze wspaniałe mądrości, które serwowaliśmy czytelnikom zwyczajnie zawiodły?
Sam po sobie wiem, że miałem chwile zwątpienia co do prowadzenia blogu i inwestowania. Akurat swoją przygodę zacząłem (będąc zupełnie zielony) prawie na samej górce. Straciłem trochę kasy, nie używałem stop lossów i ogólnie nie wiedziałem co do czego. Ale chciałem poczuć ten smaczek ryzyka. Sparzyłem się, przeżyłem ostatnią bessę z 2011 roku, ale wyszedłem z tego silniejszy, mądrzejszy i bardziej pokorny wobec rynku. Bo to przecież nie rynek się pomylił, tylko ja popełniłem błędy.
I był to okres, kiedy sam chciałem rzucić to wszystko w cholerę. Ale jakoś wyszukiwałem tematów, żeby tylko nie zaprzestać pisania, bo gdybym to zrobił, byłaby to moja osobista porażka. Przegrałbym sam z sobą, a tego bym nie chciał.
Uważam, że dobrze się stało, że zacząłem moją finansową edukację od takiego srogiego nauczyciela jakim jest bessa.
Wracając do blogów, dzisiaj trafiłem na ten. Autor zupełnie zrezygnował z aktywnego inwestowania, skupiając się na kontach oszczędnościowych i wrzucaniu pieniędzy na IKE uświadamiając sobie fakt, że ciągłe gapienie się w wykresy nie przynosi takich stóp zwrotu, jakie by chciał (o ile były one dodatnie, bo nie miałem okazji wczytać się we wcześniejsze wpisy). Szkoda, że autor zrezygnował z pisania, bo z tego co widziałem, blog był bardzo popularny.
Dzisiaj z lekkim przymrużeniem oka patrzę na entuzjastycznie rozpoczynających blogowanie studentów, którzy nie mając jeszcze żadnych praktycznych osiągnięć próbują nauczać innych. Bo nauczyli się różnych wskaźników, strategii, itp. Okej, chwała im za to, ale tak naprawdę najważniejsze są wyniki, bo tylko one są w stanie udowodnić trafność prezentowanych analiz.
Sam jestem kiepskim technikiem. Analiza fundamentalna też nie jest mocną stroną. Można powiedzieć, że jestem "leszczem". Nie zmienia to faktu, że mam jednak coś, co może mi dać jakąś przewagę nad rynkiem. Jest to dyscyplina i pokora wobec rynku, której wielu osobom brakuje, a także odporność na porażki (nie ukrywam, że po części te cechy u mnie wzmocniły się dzięki prowadzeniu własnej działalności i grze w szachy, a wcześniej w pokera).
Jak to będzie w przyszłości, to się okaże, dlatego od tego roku zacząłem prezentować swoje zagrania. Fakt faktem, że prawdziwej spekulacji można się nauczyć po około 3-5 latach, więc mam jeszcze czas.
Co mogę zatem poradzić innym? Nie poddawać się i nie załamywać. A co będzie później, to się okaże.
Jestem akurat w trakcie lektury "Sztuki spekulacji" Zenona Komara. Przyznam, że tego typu książki są fantastycznym materiałem na to, by pokonać chwile zwątpienia, które mogą nam towarzyszyć.

wtorek, 29 stycznia 2013

Budowa portfela na lata. Czy warto?

Zastanawiam się od pewnego czasu nad pewnego rodzaju dywersyfikacją portfela. Nie chodzi mi jednak o podział na bezpieczniejsze i ryzykowniejsze instrumenty, a raczej na podzieleniu go na długoterminowe inwestycje (czyli na przykład z horyzontem 10-letnim) oraz krótkoterminowe spekulacje. Oczywiście znajdzie się też miejsce dla lokat oraz walut, których jestem zwolennikiem, bo nigdy nic nie wiadomo.
Zastanawiam się, czy od następnego miesiąca nie zacząć po prostu część swoich nadwyżek inwestować w jakieś papiery, które wypłacają regularnie dywidendy i są w dobrej kondycji, a także rokują dobre nadzieje na przyszłość. To są oczywiście tylko moje rozważania, bo ostatecznej decyzji nie podjąłem.
Myślałem o możliwości w miarę regularnego dokupowania akcji np. KGHM czy PZU (zwłaszcza ta druga spółka ma dużo kasy i nie bardzo wie, co ma z nią robić, więc regularne przyjemne dywidendy są niemal pewne). Można jeszcze się pokusić o wytypowanie jakichś spółek, ale generalnie z 3-4 spółki to maksimum, które interesowałyby mnie w długim terminie.
Co przemawia za tym, aby zainteresować się taką strategią? Po pierwsze fakt, że jakąś część pieniędzy zainwestuję w coś, w co nie będę musiał za często zaglądać, a przy tym denerwować się, i co raczej ma duże szanse rozwoju. Naturalnie nie chcę być ignorantem i będę interesował się kursem, ale chodzi mi o to, że byłaby to inwestycja na wiele lat, więc nawet obsuwy rzędu 20-25% by nie spowodowały mojej chęci sprzedaży tych akcji (choć wiem, że patrzenie na dane, w których mój portfel topnieje o ileś tam procent jest bolesne). Poza tym, byłyby to pieniądze, których nie bałbym się zamrozić na dłuższy termin, ponieważ nie stanowiłyby one większej pozycji w moim portfelu. Dodam jednocześnie, że otwarcia IKE nie rozważam.
Są też słabsze punkty tego pomysłu. Nie wiem, czy inwestowanie długoterminowe w naszym kraju ma sens. Patrząc na dane historyczne, wiele spółek daje zarobić (jak nie na kursie, to dywidendy to wynagradzają). Problem jest jednak taki, że to co się wydarzyło, to przeszłość. A przyszłość, niestety, nie rysuje się w kolorowych barwach. A jeśli spotka nas to, co Japonię, która to od początku lat 90-tych jest w bessie (zainteresowanych odsyłam do tego wykresu)? Trzydzieści lat bessy może być wyniszczające. Nie twierdzę, że u nas może być podobnie, ale patrząc na pozytywy, trzeba też widzieć słabe strony tego pomysłu.
Ogólnie największą zmorą wszystkich inwestujących jest fakt, że nie ma nic pewnego. W przeciwnym wypadku nie nazywałoby się to inwestycją. Np. kupno złota również nie gwarantuje mi zysku. Co z tego, że kupię złote money, skoro za kilka lat może się okazać, że nie będę mógł wyjść z tej inwestycji ze względu na stratę? Może się zdarzyć, że pozostanę z tymi monetami do końca życia i ich nie spieniężę?
Dlatego też boję się inwestycji długoterminowych, ponieważ ryzyko jest takie, że moje wieloletnie czekanie może nie zostać wynagrodzone.
Wielu inwestorów wzoruje się na Buffecie, ale powiedzmy sobie szczerze, Polska to nie jest USA. I nigdy nie będzie. A nasz kapitał nigdy nie dorówna ich pieniądzom.
Może rozsądniejszym pomysłem byłoby zwyczajne otwarcie jakiegoś kolejnego biznesu (nawet zwykłego spożywczaka w ciekawej lokalizacji). Stopa zwrotu będzie pewnie niższa (przynajmniej na początku) niż nawet na lokatach, o ile nie ujemna, ale daje to poczucie tego, że coś się tworzy, co może wypalić. A potem można otworzyć drugi sklep, trzeci, dziesiąty.
Co jest jednak ciekawe w tym wszystkim, to inwestowanie jest piękne. Ryzykujemy dużo, ale ma to w sobie coś niesamowitego. Podejmujemy samodzielne decyzje, szukamy rozwiązań, które mogłyby nas uczynić bogatymi.

środa, 23 stycznia 2013

Biznes na wsi. Może stolarnia i sklep internetowy?

Foto: Adam Franco
Dawno nie było wpisu na temat biznesu na wsi, więc postanowiłem nieco odświeżyć ten temat. W swoich postach staram się unikać stwierdzeń, że czegoś się nie da, że coś się nie opłaca, itp., bo tak jest najłatwiej powiedzieć. A w moim odczuciu, ludzie, którzy poszukują jakichś informacji, chcieliby otrzymać wiadomość motywującą, a nie demotywującą.
Dlatego też dzisiaj będzie wpis niejako z życia wzięty. Mam znajomego, który mieszka na wsi. Jego zamiłowaniem jest dłubanie w drewnie. Potrafi robić wszelkiego rodzaju meble, począwszy od stojaków pod kolumny, skończywszy na meblościankach. Dzięki swoim umiejętnościom zyskał wielu klientów (bez pośrednictwa Allegro). Aż strach pomyśleć, co by były, gdyby chciał swoją pracę sprzedawać również poprzez ten serwis.
Uważam, że warto zainteresować się tym tematem, ponieważ robienie prostszych projektów nie jest chyba zawiłe. A większość osób, które mieszkają na wsi raczej ma "fach w ręku", bo wiele rzeczy trzeba zrobić samemu. Pozostaje jedynie spieniężyć to, co już umiemy lub chcemy się nauczyć.
Zdecydowaną przewagą osoby mieszkającej na wsi jest możliwość magazynowania tego, co się zrobi (czego mogą pozazdrościć "miastowi" mieszkający np. w blokach).
Uważam, że inwestycja w ten biznes nie jest aż tak ogromna. Wystarczy zrobić kilka demonstracyjnych rzeczy, sfotografować i wystawić na sprzedaż. Potem w aukcjach ustalić termin wykonania np. na 7 dni i można działać. Pieniądze często są przelewane tuż po zakończeniu aukcji, więc mogą być one od razu przeznaczone na materiały.
Nie ukrywam, że sam wszedłbym w taki biznes, gdybym znał się na stolarce oraz mieszkał na wsi.
Sądzę, że ta forma zarabiania daje duże możliwości, bo pomimo konkurencji, mamy możliwość tworzenia rzeczy nowych, których inni producenci nie mają.

Wyjeżdżamy na Zachód

Foto: autor
Dzisiaj naszła mnie pewna refleksja. Przyjrzałem się trochę statystykom, by spojrzeć, skąd przybywacie do mnie (zachęcam do zeskrolowania strony i spojrzenia w prawej kolumnie na dole, gdzie są flagi państw, z których notowane są odwiedziny). Jak łatwo można zauważyć, zdecydowanie najwięcej wizyt jest z krajów zachodnich.
Czy to może kogokolwiek dziwić? Teoretycznie nie powinno, wszak w Polsce, zaczynając od zera, bardzo trudno dojść do większych pieniędzy. Często, mając duże umiejętności poparte odpowiednimi papierami, jesteśmy niedoceniani przez pracodawców. Powoduje to frustracje i chęć znalezienia lepiej płatnej pracy. A skoro w Polsce, mimo iż jest to bardzo duży kraj, możliwości większych zarobków są ograniczone, decydujemy się na wyjazd, najczęściej na Zachód.
Co ciekawe, po wyjeździe, gdzie nasze konta zaczynają już pęcznieć, rozglądamy się za możliwością pomnażania naszych oszczędności. I tak oto, interesujemy się inwestycjami i np. trafiamy na blogi (mój, czy dziesiątki innych). I to jest naturalna kolej rzeczy.
Wizyty z Europy "niezachodniej" i spoza kontynentu (nie licząc USA) są znikome, co oznacza, że ktoś trafia albo przez przypadek, albo zwyczajnie będąc gdzieś na wakacjach wykorzystuje chwilę, by zobaczyć, co tam nowego w kraju.
Podejrzewam, a wręcz jestem przekonany, że na innych blogach procentowy udział krajów zachodnich do "niezachodnich" jest podobny jak u mnie, więc moje wnioski są raczej prawidłowe. W niniejszym poście nie ma zasadniczo niczego odkrywczego poza faktem, że osoby będące zagranicą chcą inwestować w Polsce.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Bank w portfelu

ilustracja: 401(K) 2013
Jak zapowiadałem, tak uczyniłem. Dzisiaj w moim portfelu inwestycyjnym znalazł się bank BSK. Akcje nabyłem po 88,30 PLN.
Jakie założenia dotyczące tej transakcji? W przypadku tego zakupu interesuje mnie zysk rzędu 10 procent. Przeanalizowałem dokładniej sytuację i uznałem, że jednak 20%, jak napisałem w tej notce, może nie być do osiągnięcia w stosunkowo krótkim terminie. A akcje zamierzam potrzymać co najwyżej kilka miesięcy, po czym zamierzam się ich pozbyć (albo je sprzedam, jeśli pozostaną w wąskiej konsolidacji, albo zostanę wyrzucony na SL).
SL jest dość nisko zawieszony, ale na razie nie mówię na jakim poziomie. Na tej spółce jest stosunkowo mało transakcji, więc nie chciałbym, żeby jakieś pojedyncze ruchy cen mnie wyrzuciły przedwcześnie.
Dlaczego zdecydowałem się na zakup akcji tej spółki? Gdyby spojrzeć na wykres, można zauważyć, że jesteśmy po małej korekcinie, która spowodowała osunięcie kursu o jakieś 5% w stosunku do grudniowego maksimum. Jako że spółka jest w trendzie wzrostowym, uważam, że kurs może powędrować jeszcze wyżej, a poziom 88,00 PLN jest mniej więcej dołkiem.
Oczywiście, na giełdzie nie ma nic pewnego i możliwe, że jestem w błędzie. Może się wszak zdarzyć tak, że będzie większa korekta na rynku i kurs BSK również się osunie o kolejnych kilka procent. Naturalnie, jest to ryzyko tego zagrania, ale na tym to wszystko polega, żeby ryzykować (z głową oczywiście, co czynię).
W jednej z poprzednich notek wspominałem, że miałem na oku też drugi bank. Był to UCG. Dość duże obroty w ostatnich dniach zachęcały do zainteresowania się tą spółką. Był jednak pewien hamulec, który spowodował, że jednak zainwestowałem w BSK. Otóż od połowy grudnia UCG prawie cały czas rośnie. Chciałem uniknąć kupienia akcji na górce, dlatego jeszcze wstrzymałem się. Nie oznacza to jednak, że chcę o UCG zapomnieć. Interesuję się tą spółką nadal i po prostu poczekam na korektę i zdecyduję, co dalej.