Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PZU. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PZU. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2015

Miało iść w drugą stronę

Parę dni temu rozważałem na blogu kierunek, w którym może udać się indeks WIG20. Przyznam, że liczyłem (a w zasadzie bardziej nie wykluczałem, niż liczyłem), że kurs pójdzie niżej i przetestuje dołki z połowy stycznia. Tymczasem wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Wszelkie rozważania na temat kierunku indeksu to wróżenie z fusów. Lepiej skupić się na konkretnych spółkach.

Dobrze, że nie gram na kontraktach. W sumie chciałbym w ten sposób częściej się mylić. Dzisiaj na zakończenie dnia mój portfel zyskuje już 7,59%. Pozostaje czekać na korektę na niektórych walorach, ponieważ jest to nieuniknione. Taka Amica jest już tak przegrzana (RSI blisko 90), że musi nastąpić jakiś spadek.

Na najbliższe dni najbardziej interesującym mnie tematem będzie PZU, który odbił się od bandy i zmierza na północ. Czy na dobre. Czy około 30-złotowa dywidenda jest w stanie zachęcić inwestorów do zakupów? Sądzę, że tak. W każdym razie ja jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa, jeśli chodzi o zakupy akcji tej spółki.

środa, 18 marca 2015

Cierpliwość nagrodzona

Parę dni temu pisałem, że Lentex ma szansę w końcu wystrzelić. Wyczyszczono trochę stop lossów i kurs trochę zamulił na poziomie 8,55-8,56 PLN, aż w końcu nadeszło to, co powinno. Kurs poszybował dzisiaj o 6% w górę na dużych obrotach. Na papierze jestem już blisko 7% do przodu.

Pod koniec sesji cena spadła, ale było to spowodowane najpewniej tym, iż ci najbardziej niecierpliwi po prostu zrealizowali zyski. Ja twierdzę, że spółkę stać na więcej i na razie nie sprzedaję akcji. Myślę, że spokojnie 20% jest do zarobienia i mniejszym zyskiem raczej się nie zadowolę, chociaż trzeba być pokornym i obserwować, co będzie miał do powiedzenia rynek w tym temacie.

niedziela, 15 marca 2015

Drobne ruchy w portfelu

W końcówce ubiegłego tygodnia dokonałem dwóch drobnych zmian w portfelu. Sprzedałem część IAI (zysk 20%) oraz kupiłem PZU po 466,85 PLN.

W przypadku IAI sprawa jest jasna. Kupiłem ją spekulacyjnie z nadzieją na zarobek około 20%. Część akcji sprzedałem, część jeszcze czeka. Długoterminowo papier ciekawy, ale niestety zbyt drogi. Pozostaje więc spekulacja za niewielki kapitał.

Pozwoliłem sobie na zakup kolejnych akcji PZU. Może to wyglądać na próbę łapania dołka, ale tak nie jest. Choć z drugiej strony kurs jest na poziomie dołka z września i grudnia 2014. Może więc na początku tygodnia nastąpić czyszczenie stop lossów (a nawet jestem pewien, że tak będzie) i kurs wróci do swojego normalnego trendu. Poza tym, i tak planowałem kupić PZU, a skoro spadło, to tym lepiej. Średnia cena zakupu PZU wynosi teraz 456,73 PLN. Myślę, że to nie koniec moim zakupów, jeśli chodzi o tą spółkę.

Ciekawie było w tygodniu na Lenteksie. Spółka odrobiła straty i w środę wróciła do poziomu 8,55-8,56 PLN, którego ciągle nie może sforsować. Popyt jednak nie ustępuje, więc liczę, że w końcu uda się pokonać ten poziom.

Bardzo ładnie spisuje się Amica, która ostatnio mocno poszybowała w górę. Na chwilę obecną mam papierowy zysk na poziomie ponad 32%. Nie zamierzam jednak pozbywać się akcji tej spółki. Najlepsze i tak chyba przed nią.

Przed nami kolejny tydzień. Patrząc na wykres szerokiego rynku śmiem twierdzić, że zakończymy go na minusie. Natomiast na WIG20 nie zdziwiłbym się, gdybyśmy przetestowali styczniowe dołki. Podobnie przegrzanie dostrzegalne jest już na niektórych moich spółkach i korekta zbliża się nieubłaganie. Czas jednak pokaże, jak będzie, bo jest to zwykłe weekendowe wróżenie z fusów, do którego nie można poważnie podchodzić.

środa, 11 marca 2015

Ruszenie na Lenteksie i (nie)spodziewana granica. Porównanie PZU z ETFW20L długoterminowo

Tak jak pisałem w piątek, spodziewałem się, że nagłe spadki na Lenteksie były chwilowe i kurs wrócił na wyższe poziomy. Niestety, barierą nie do pokonania dzisiaj był poziom 8,55 PLN.

To jest dość istotny punkt, z którym popyt nie może sobie poradzić od połowy lutego. Patrząc na aktualne zlecenia kupna, wiele nie potrzeba, by przekroczyć tą granicę (na tą chwilę jest to 3500 akcji), choć pewnie jutro od rana będą pojawiały się kolejne. Popyt jest jednak "na tak", więc liczę, że z tym poziomem sobie w końcu poradzi. No chyba, że w końcu zabraknie mocy. W to jednak nie wierzę.

piątek, 28 listopada 2014

Kilka nowości...

Jestem dość zaskoczony faktem, że mimo rzadkiej aktualizacji, blog nadal jest często odwiedzany. Trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest. Mogę jedynie zgadywać, że niektóre posty są dość mocno wypozycjonowane i dlatego tak wielu z Was trafia do mnie z wyszukiwarek. Co ciekawe jednak, są też wizyty z zaprzyjaźnionych blogów. Dzięki Wam wszystkim za wizyty!

A co u mnie? Cały czas po staremu. Ciężko pracuję nad rozwojem swojej firmy, a wolny czas poświęcam na rodzinę, przyjemności i giełdę.

Na giełdzie w zasadzie nie poczyniłem większych zmian od dłuższego czasu. Dokupiłem trochę akcji Ambry (ciągle wierzę w rozwój rynku wina, choć flagowy napój firmy, Cydr Lubelski, nie przypadł mi do gustu). Ponadto wzbogaciłem się o trochę certyfikatów ETFW20L oraz nabyłem trochę akcji PZU. Zmniejszyłem też zaangażowanie w spółce Ergis. Tak jak pisałem jednak, nie są to duże zmiany kosmetyczne, choć kapitał jest już znacznie wyższy niż wcześniej. Cały czas mam przekonanie do spółek, które mam w portfelu i nie zamierzam się specjalnie emocjonować chwilowymi wahaniami. Spółki generują zyski (mniejsze lub większe, ale zawsze są do przodu) i to się liczy. W wielu przypadkach również przychody rosną, zadłużenie spada, przepływy są dodatnie, więc jestem przekonany, że dobre spółki wytypowałem na długi termin.

Najsłabiej w moim portfelu spisuje się Radpol, chociaż i tam w raportach nie dostrzegłem niczego, co zmusiłoby mnie do wywalenia papieru. Mimo iż kurs dość mocno spadł. Pozostałe spółki, które posiadam - Amica, Lena Lighting - jakoś się trzymają.

Przyznam uczciwie, że w porównaniu do początków mojego inwestowania, dzisiaj jestem już dziwnie spokojny i z dużym dystansem przyjmuję to, co się dzieje na giełdzie i poza nią. Poniekąd ograniczona aktywność na blogu i brak "konieczności" tłumaczenia się Czytelnikom z dokonanych inwestycji powoduje, że odczuwam zdecydowanie mniejszy stres niż wcześniej.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że taki spokój ducha jest niesamowicie ważny w naszym życiu. Przynajmniej jest nadzieja, że inwestowanie nie doprowadzi mnie do zawału w stosunkowo młodym wieku (choć jestem już po trzydziestce).

Największe nadzieje, poparte ciężką pracą, pokładam jednak w jednej firmie: swojej. To tutaj jest największe pole do popisu i to w niej upatruję szans na odniesienie sukcesu. Choć sukcesem jest zapewne już samo utrzymanie na rynku. Wszak firma istnieje już 5 lat. I tego życzę wszystkim, którzy myślą o otwarciu swojej działalności. Żeby wytrzymali 5 lat na rynku, borykając się z ZUS-ami, US-ami, nierzetelnymi kontrahentami, pracownikami i ogólną sytuacją na rynku. Jak już się przetrwa te kilka lat, to potem jest już z górki.

wtorek, 29 stycznia 2013

Budowa portfela na lata. Czy warto?

Zastanawiam się od pewnego czasu nad pewnego rodzaju dywersyfikacją portfela. Nie chodzi mi jednak o podział na bezpieczniejsze i ryzykowniejsze instrumenty, a raczej na podzieleniu go na długoterminowe inwestycje (czyli na przykład z horyzontem 10-letnim) oraz krótkoterminowe spekulacje. Oczywiście znajdzie się też miejsce dla lokat oraz walut, których jestem zwolennikiem, bo nigdy nic nie wiadomo.
Zastanawiam się, czy od następnego miesiąca nie zacząć po prostu część swoich nadwyżek inwestować w jakieś papiery, które wypłacają regularnie dywidendy i są w dobrej kondycji, a także rokują dobre nadzieje na przyszłość. To są oczywiście tylko moje rozważania, bo ostatecznej decyzji nie podjąłem.
Myślałem o możliwości w miarę regularnego dokupowania akcji np. KGHM czy PZU (zwłaszcza ta druga spółka ma dużo kasy i nie bardzo wie, co ma z nią robić, więc regularne przyjemne dywidendy są niemal pewne). Można jeszcze się pokusić o wytypowanie jakichś spółek, ale generalnie z 3-4 spółki to maksimum, które interesowałyby mnie w długim terminie.
Co przemawia za tym, aby zainteresować się taką strategią? Po pierwsze fakt, że jakąś część pieniędzy zainwestuję w coś, w co nie będę musiał za często zaglądać, a przy tym denerwować się, i co raczej ma duże szanse rozwoju. Naturalnie nie chcę być ignorantem i będę interesował się kursem, ale chodzi mi o to, że byłaby to inwestycja na wiele lat, więc nawet obsuwy rzędu 20-25% by nie spowodowały mojej chęci sprzedaży tych akcji (choć wiem, że patrzenie na dane, w których mój portfel topnieje o ileś tam procent jest bolesne). Poza tym, byłyby to pieniądze, których nie bałbym się zamrozić na dłuższy termin, ponieważ nie stanowiłyby one większej pozycji w moim portfelu. Dodam jednocześnie, że otwarcia IKE nie rozważam.
Są też słabsze punkty tego pomysłu. Nie wiem, czy inwestowanie długoterminowe w naszym kraju ma sens. Patrząc na dane historyczne, wiele spółek daje zarobić (jak nie na kursie, to dywidendy to wynagradzają). Problem jest jednak taki, że to co się wydarzyło, to przeszłość. A przyszłość, niestety, nie rysuje się w kolorowych barwach. A jeśli spotka nas to, co Japonię, która to od początku lat 90-tych jest w bessie (zainteresowanych odsyłam do tego wykresu)? Trzydzieści lat bessy może być wyniszczające. Nie twierdzę, że u nas może być podobnie, ale patrząc na pozytywy, trzeba też widzieć słabe strony tego pomysłu.
Ogólnie największą zmorą wszystkich inwestujących jest fakt, że nie ma nic pewnego. W przeciwnym wypadku nie nazywałoby się to inwestycją. Np. kupno złota również nie gwarantuje mi zysku. Co z tego, że kupię złote money, skoro za kilka lat może się okazać, że nie będę mógł wyjść z tej inwestycji ze względu na stratę? Może się zdarzyć, że pozostanę z tymi monetami do końca życia i ich nie spieniężę?
Dlatego też boję się inwestycji długoterminowych, ponieważ ryzyko jest takie, że moje wieloletnie czekanie może nie zostać wynagrodzone.
Wielu inwestorów wzoruje się na Buffecie, ale powiedzmy sobie szczerze, Polska to nie jest USA. I nigdy nie będzie. A nasz kapitał nigdy nie dorówna ich pieniądzom.
Może rozsądniejszym pomysłem byłoby zwyczajne otwarcie jakiegoś kolejnego biznesu (nawet zwykłego spożywczaka w ciekawej lokalizacji). Stopa zwrotu będzie pewnie niższa (przynajmniej na początku) niż nawet na lokatach, o ile nie ujemna, ale daje to poczucie tego, że coś się tworzy, co może wypalić. A potem można otworzyć drugi sklep, trzeci, dziesiąty.
Co jest jednak ciekawe w tym wszystkim, to inwestowanie jest piękne. Ryzykujemy dużo, ale ma to w sobie coś niesamowitego. Podejmujemy samodzielne decyzje, szukamy rozwiązań, które mogłyby nas uczynić bogatymi.