Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bessa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bessa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 lipca 2013

Koniec lenistwa

foto: Richard, enjoy my life!
Od mojego ostatniego wpisu minęły już trzy tygodnie. Sporo to. Niektórzy pewnie już myślą, że blog umarł. Tymczasem spieszę donieść, że nic takiego nie miało miejsca. Miniony czas poświęciłem na relaks i edukację, a także na refleksje nad moimi giełdowymi poczynaniami.

wtorek, 5 lutego 2013

Dlaczego nie zainwestuję większych pieniędzy?

Od czasu do czasu piszę tutaj o lokatach lub możliwości rozszerzenia działalności jako formie ulokowania swojego kapitału. Tymczasem, zdaniem wielu znawców inwestowania, lepszym rozwiązaniem byłoby wrzucenie większej kasy w akcje lub inne ryzykowniejsze instrumenty. Nie zrobię jednak tego. Dlaczego?
Jak wiadomo, człowiek uczy się całe życie. Trzeba wykazać się pokorą dla rynku i ustaleniem swojego miejsca w szeregu. Ja wiem, w którym miejscu jestem.
Na obecną chwilą bardziej interesuje mnie ochrona kapitału i w miarę regularne pomnażanie go nadwyżkami, aniżeli próbą pokonania rynku i ugrania czegoś większego na akcjach. Nie chcę grać większymi pieniędzmi (generalnie bawię się jakimiś 10-15% swojego kapitału), ponieważ chcę się pewnych rzeczy nauczyć i w miarę zrozumieć to wszystko. Myślę, że dla każdego początkującego inwestora ważniejsze jest nie stracić kapitału niż próbować go pomnożyć.
Zenon Komar w swojej książce Sztuka spekulacji pisze, aby grać na giełdzie pieniędzmi, które mają dla nas znaczenie. Bo co z tego, że pomnożę przykładowy 1000 PLN do 2000 PLN, skoro to i tak nie uczyni mnie bogatym. I to jest prawda, nie uczyni. Ale umówmy się, że ryzykowanie powiedzmy 50-80% kapitału też mnie nie uczyni bogatym, bo nawet jeśli coś ugram, to równie dobrze mogę to stracić kilkoma złymi zagraniami stracić.
Grę na giełdzie traktuję jako swego rodzaju szkołę. Uczę się siebie, swoich zachowań, reakcji na sukcesy i porażki. Edukuję się w zakresie zarządzania kapitałem, staram się w miarę przyzwoicie wchodzić i wychodzić z danych transakcji. A wszystko to czynię ostrożnie, spokojnie, bez zbędnego pośpiechu.
Myślę, że na osiągnięcie sukcesu mam jeszcze dużo czasu. O ile dożyję, przede mną wiele hoss i tyleż samo bess, więc liczy się spokój i cierpliwość. To samo zresztą zalecam innym.
Kiedy zatem chciałbym włożyć większe pieniądze w giełdę? Wkrótce. Przede wszystkim chcę się upewnić, że nie popełniam "głupich" błędów. Przez głupie błędy mam na myśli takie, które powodują nadmierne ryzyko utraty części kapitału. Jeśli tych uda mi się uniknąć, będzie dobrze. Myślę, że ostatnie kilkanaście miesięcy wiele mnie nauczyło, ale nadal czuję się jak początkujący. I dobrze, bo nawet eksperci tracą. Z tym, że eksperci nie muszą się już edukować, bo oni przecież "wszystko wiedzą", tymczasem ja powoli do wszystkiego dochodzę. Małymi kroczkami poprzez praktyczną edukację. Tak jak w mojej ulubionej grze, w szachy, w których to nie jestem teoretykiem, a swój progres osiągam dzięki praktycznej grze i próbie wyeliminowania błędów, które popełniam. Teoria w tej dyscyplinie stanowi dla mnie 20%. Reszta to nabyte doświadczenie.
Inna sprawa, że praktyka jest o niebo ciekawsza od teorii. I to w każdej dziedzinie życia.
Nie aspiruję do miana mistrza ani w szachach, ani też w inwestycjach. W przypadku tych drugich chcę po prostu grać na tyle dobrze, żeby nie tracić, a niedługo sukcesywnie zyskiwać coś licząc na to, że w moim życiu nadejdą takie zagrania, które przysporzą mi dużo większych pieniędzy. Czy to nadejdzie? Myślę, że tak, tylko potrzeba cierpliwości.

piątek, 18 maja 2012

Optymista czy pesymista?

Jaka jest różnica pomiędzy optymistą a pesymistą? Ten pierwszy mówi, że gorzej być nie może, a ten drugi, że może, może...
I takie nastroje towarzyszą nam od paru miesięcy. Jedni mówią, że jesteśmy już na dołkach i wkrótce się odbijemy, gdy tymczasem inni twierdzą, że to dopiero początek. Co ciekawe, sporo racji mają pesymiści.
Ubiegłoroczne wrześniowe dołki na WIG20 zostały już pokonane, więc teraz czeka nas chyba zjazd jeszcze niżej. Nie chcę już patrzeć na wykresy i zastanawiać się, czy będzie to 1800, 1600 czy jeszcze niżej. Jaki to ma sens? Najważniejsze jest to, że jesteśmy w okresie gigantycznych spadków i trzeba się z tą myślą oswoić.
Zdaje się, że w kiepskich nastrojach będziemy jeszcze długi czas, bo najpierw będzie musiał opaść kurz po Grecji, a potem ewentualnie po innych krajach, jeśli zajdzie potrzeba. A to zwiastuje nam kolejne miesiące spadków.
Co ciekawe, obecne spadki które trwają od początku roku są mniej bolesne niż te, których doświadczaliśmy od czerwca ubiegłego roku, mimo iż teraz jesteśmy na zdecydowanie niższych poziomach. Okazuje się, że przyzwyczailiśmy się do takiej sytuacji i już coraz spokojniej przyjmujemy to, co dzieje się na giełdzie. Przynajmniej na mnie to już tak nie działa, jak to, co było rok temu (zwłaszcza w sierpniu).
Tak się zastanawiam, w jakiej fazie cyklu bessy jesteśmy? Strach, desperacja i panika już chyba minęły (albo jeszcze trwają?). Pozostaje więc kapitulacja, zwątpienie i depresja.
Ja osobiście widziałbym się w fazie kapitulacji, ale może jestem w błędzie. Zresztą każdy przeżywa to, co dzieje się na giełdzie na swój sposób i często trudno jednoznacznie określić stan, w jakim się znajdujemy. Tak czy siak, są to emocje bardzo negatywne, przygnębiające.
Cóż pozostaje? Chyba trzeba się oswoić z myślą, że wszelaki kapitał najlepiej w tej chwili skierować na lokaty bankowe, bo giełda fortuny nam przyniesie. Chyba, że grać na odbicia (np. dzisiaj jest idealny dzień, żeby coś zarobić).

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Nadchodzi przełom września/października?

Spojrzałem sobie na wykres WIG20 i wygląda na to, że dość niebezpiecznie zbliżamy się do dołków z przełomu września i października ubiegłego roku. Dużo nie brakuje. Pytanie co teraz robić?
Ci, którzy nie zdążyli pozbyć się akcji, teraz chyba już nie powinni sprzedawać ich, więc raczej pozostaną długoterminowcami. Tak jest przynajmniej w moim wypadku, chociaż duża część akcji w moim portfelu została właśnie z taką myślą kupiona. Głównie mam tutaj na myśli KGHM i TPSA. Trochę się zawiodłem na Asseco Poland i TVN, które to spółki nie miały prawa spadać. A jednak... Nie sprzedałem ich jednak i nie zamierzam tego robić, wierząc, że coś z nich wkrótce będzie. Zwłaszcza Asseco, które tylko przejmuje, przejmuje i przejmuje...
Jedynie Sygnity i Fortuna "gniją" w moim portfelu czekając na cud. Żałuję, że ich nie sprzedałem, kiedy była ku temu okazja. Chociaż jednak w przypadku Sygnity jest ciągle nadzieja, więc może zdecyduję się na sprzedaż tych akcji, jak trochę odbiją (o ile odbiją).
Tak czy siak, trzeba się przygotować psychicznie na kolejną falę spadków, bo one wydają się nieuniknione. Europa się tylko "korekci", a my spadamy do poziomu dołków z ubiegłego roku. Wygląda to źle, ale trzeba umieć z tym żyć.

środa, 7 marca 2012

Albert Krzepiciel Mocny

Już kiedyś pisałem podobny post w tym miejscu, ale myślę, że warto tej osobie poświęcić specjalną notkę. Bohaterem niniejszego tekstu będzie Albert Rokicki, zwany przeze mnie Albertem Krzepicielem Mocnym.
Jego bloga zacząłem czytać wiele miesięcy temu. W sumie z rzadka tam bywałem, ponieważ tematyka giełdy mnie niewiele wtedy jeszcze obchodziła. Myślałem sobie, "kolejny cudak, który wie wszystko o giełdzie i się mądruje". Cóż, takie myśli krążyły mi po głowie, dlatego też moje wizyty na tamtym blogu były rzadkie. Poza tym Albert Krzepiciel Mocny jeszcze nie przedstawił się z nazwiska tylko znany był wyłącznie jako longterm.
Z czasem jednak moje wizyty na jego blogu stały się coraz częstsze. Zacząłem wnikliwiej czytać jego teksty oraz argumenty, których używał. Co prawda z nie wszystkimi jego tekstami się zgadzam, w wielu miejscach jego hurra optymizm mnie czasem nawet irytował, ale nie przeszkadzało mi to zaglądać do niego coraz częściej.
W końcu zapisałem się do jego biuletynu. Też mnie raziły trochę jego błędy oraz zniekształcone zdjęcie, ale przebolałem to. Skupiałem się na merytoryce, a ta była przekonująca dla mnie.
Bardzo pozytywne jest to, że Albert Krzepiciel Mocny swoje optymistyczne wizje prezentował w momentach najbardziej kryzysowych. Podpierał się fundamentami i z każdego postu wynikało, że będzie lepiej, tylko na to potrzeba czasu (fakt, czasem może życia zabraknąć, żeby odrobić po spadkach, ale to już inna historia). Ciekawe było to, że on szedł cały czas pod prąd. Wszyscy mówili sprzedawać, gdy tymczasem Albert obwieszczał, że to doskonały czas na zakupy.
Sierpniowe spadki faktycznie były szybkie i drastyczne i kto wtedy, po tym dość znaczącym krachu, nabył akcje, mógł się w styczniu cieszyć z niemałych pieniędzy. Pytanie tylko, kto mu wierzył, skoro było tak źle? Kto kupował? Ja nie.
Ale przekonał mnie jego optymizm, jeśli chodzi o KGHM kupiłem, poniekąd zainspirowany jego blogiem, i nie narzekam. Może jego optymizm nie miał wpływu na moment mojego wejścia w te akcje, bo dokupowałem je na dołkach od 110 PLN, to jednak dzięki jego wierze w tą spółkę kolejne przelewy na zakup tych akcji przychodziły mi łatwo.
Żeby nie być gołosłownym w tym całym poście, krótki przykład jego optymizmu. Dzisiaj otrzymałem na maila jego świeżutki biuletyn z tytułem "Korekta czy powrót do bessy?". Zgadnijcie, o czym napisał bohater niniejszej notki.
Podsumowując, ja się cieszę, że Albert jest i tworzy to swoje zacne dzieło. Bo być optymistą w czasie hossy jest łatwo, ale być optymistą w bessie nie jest proste. Dodam jeszcze, że Albert Rokicki nie jest moim jakimś guru, bo ja takowych nie uznaję, ale podoba mi się sposób, w jaki on pisze, a lektura jego bloga, video czy biuletyn tylko dodaje smaczku kanapkom, które spożywam w przerwie w pracy. Jest niejako ketchupem na bułkę z serem lub zapiekankę.