Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biznes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biznes. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 listopada 2014

Kilka nowości...

Jestem dość zaskoczony faktem, że mimo rzadkiej aktualizacji, blog nadal jest często odwiedzany. Trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest. Mogę jedynie zgadywać, że niektóre posty są dość mocno wypozycjonowane i dlatego tak wielu z Was trafia do mnie z wyszukiwarek. Co ciekawe jednak, są też wizyty z zaprzyjaźnionych blogów. Dzięki Wam wszystkim za wizyty!

A co u mnie? Cały czas po staremu. Ciężko pracuję nad rozwojem swojej firmy, a wolny czas poświęcam na rodzinę, przyjemności i giełdę.

Na giełdzie w zasadzie nie poczyniłem większych zmian od dłuższego czasu. Dokupiłem trochę akcji Ambry (ciągle wierzę w rozwój rynku wina, choć flagowy napój firmy, Cydr Lubelski, nie przypadł mi do gustu). Ponadto wzbogaciłem się o trochę certyfikatów ETFW20L oraz nabyłem trochę akcji PZU. Zmniejszyłem też zaangażowanie w spółce Ergis. Tak jak pisałem jednak, nie są to duże zmiany kosmetyczne, choć kapitał jest już znacznie wyższy niż wcześniej. Cały czas mam przekonanie do spółek, które mam w portfelu i nie zamierzam się specjalnie emocjonować chwilowymi wahaniami. Spółki generują zyski (mniejsze lub większe, ale zawsze są do przodu) i to się liczy. W wielu przypadkach również przychody rosną, zadłużenie spada, przepływy są dodatnie, więc jestem przekonany, że dobre spółki wytypowałem na długi termin.

Najsłabiej w moim portfelu spisuje się Radpol, chociaż i tam w raportach nie dostrzegłem niczego, co zmusiłoby mnie do wywalenia papieru. Mimo iż kurs dość mocno spadł. Pozostałe spółki, które posiadam - Amica, Lena Lighting - jakoś się trzymają.

Przyznam uczciwie, że w porównaniu do początków mojego inwestowania, dzisiaj jestem już dziwnie spokojny i z dużym dystansem przyjmuję to, co się dzieje na giełdzie i poza nią. Poniekąd ograniczona aktywność na blogu i brak "konieczności" tłumaczenia się Czytelnikom z dokonanych inwestycji powoduje, że odczuwam zdecydowanie mniejszy stres niż wcześniej.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że taki spokój ducha jest niesamowicie ważny w naszym życiu. Przynajmniej jest nadzieja, że inwestowanie nie doprowadzi mnie do zawału w stosunkowo młodym wieku (choć jestem już po trzydziestce).

Największe nadzieje, poparte ciężką pracą, pokładam jednak w jednej firmie: swojej. To tutaj jest największe pole do popisu i to w niej upatruję szans na odniesienie sukcesu. Choć sukcesem jest zapewne już samo utrzymanie na rynku. Wszak firma istnieje już 5 lat. I tego życzę wszystkim, którzy myślą o otwarciu swojej działalności. Żeby wytrzymali 5 lat na rynku, borykając się z ZUS-ami, US-ami, nierzetelnymi kontrahentami, pracownikami i ogólną sytuacją na rynku. Jak już się przetrwa te kilka lat, to potem jest już z górki.

wtorek, 31 grudnia 2013

Grudniowe podsumowanie

Grudzień przyniósł nam, zamiast oczekiwanego przez wszystkich rajdu św. Mikołaja, mniej oczekiwaną, acz zasłużoną korektę. Wiele czynników się złożyło na to, ale w końcu ona nadeszła. I dobrze, bo im szybciej się ona skończy, tym większe szanse na dalsze wzrosty.

A co tam u mnie w portfelu się działo w mijającym miesiącu? Nudy nie było. Tyle mogę powiedzieć.


Na chwilę obecną stan portfela jest taki, jak powyżej. Ostatecznie się pozbyłem akcji KGH (choć z lekkim smutkiem). Poza gorszymi prognozami na przyszły rok pojawiły się jeszcze inne niezbyt pozytywne informacje wokół spółki, dlatego uznałem, że nie ma sensu trzymać dalej tej akcji.
Ogólnie mój zysk wynosi 11,74%, co oznacza spadek w porównaniu do poprzedniego miesiąca o 4,66%. Doliczając to niewielką stratę na KGH można powiedzieć, że w grudniu straciłem jakieś 5%. Ujdzie.

Z ciekawostek to jeszcze wpłynęła dywidenda z Dębicy.

Struktura portfela jest następująca:



Najbardziej żal mi spółki Ambra, której kurs osunął się o blisko 90 groszy. Sporo., choć i tak liczę, że to jest korekta, a nie odwrócenie trendu. Problem był taki, że na spółce były niewielkie obroty i w zasadzie nawet niewielkie transakcje powodowały duże wahania. Można powiedzieć, że brakowało inwestora, który "trzymałby" kurs. Ale z drugiej strony może to i dobrze? Ja zdecydowałem się na dokupienie akcji tej spółki.

Spadek zanotowało większość moich spółek, choć były i takie, które zyskały. Przykładem może być Dębica czy Synthos.

Nie chciałbym się bawić w jakieś szczegółowe roczne podsumowania, bo to się mija z celem. Każdy rok jest inny, wszystko zmienia się dynamicznie. Zarówno w moim biznesie, jak i na giełdzie. Gdybym chciał podsumować ten rok, musiałbym go porównać do poprzedniego. A po co? Cieszę się jedynie, że poza kilkoma spółkami udało mi się nieźle trafić. Cały czas się uczę, czytam, analizuję, pracuję nad sobą, obserwuję własne (i cudze) emocje i to jest coś naprawdę fantastycznego. Inwestowanie to jest tak naprawdę lekcja poznawania własnego siebie, własnych słabości.

Ten rok przyniósł wiele emocji. Mogłem sprawdzić swoją reakcję na różne sytuacje: spadek cen akcji (a co za tym idzie straty), nagłe duże wzrosty cen (zyski), krytykę na blogu, wpływ komentarzy na forach na moje decyzje inwestycyjne (na szczęście nikły), wpływ innych blogerów na moje decyzje (ciut większy). Jeśli chodzi o innych blogerów, to raczej nie było takiej sytuacji, że ktoś powiedział, że kupiłby akcje X, a ja ślepo podążam tą ścieżką. Nie. Nie działam w ten sposób. Ktoś mówi np. o eksporterach, to ja nie wybieram spółki, którą on poleca, tylko sam szukam takiej spółki, która ma największe szanse na rozwój. Przykładem może być choćby Ambra, której nikt mi nie polecał. W zasadzie niewiele się o niej mówiło. Na razie jestem "do tyłu" na tej spółce, ale kto wie, jaka będzie przyszłość? Dla mnie ważne jest to, że spółka notuje dobre wyniki, zmienia się u nas kultura picia alkoholu, a co za tym idzie, coraz więcej kupujemy win. Poza tym wyższa akcyza na mocne trunki, która wejdzie od nowego roku również wpłynie na to, że ludzie przerzucą się na wino. Nie będzie to jakaś drastyczna zmiana, ale zawsze. I to właśnie Ambra, mam nadzieję, będzie moja perełką.

Sam oczywiście nikogo nie zachęcam do zakupu akcji tej spółki, ponieważ im ciszej wokół niej jest, tym lepiej.

Kolejną moją perełką była Dębica. A kto wie, co przyniosą kolejne miesiące? No i trzecim skarbem jest Colian. Spółka, w którą niewielu wierzy. Ja też byłem raczej umiarkowanie pozytywnie nastawiony kupując jej akcje. Ale trafiły się dwa strzały i kurs powędrował wysoko. Colian zaliczył też oczywiście korektę, a ja nadal posiadam te akcje cierpliwie wyczekując tego, co będzie dalej.

Planów na 2014 rok sobie nie wyznaczam, ponieważ nie lubię tego robić. Nie lubię działać schematycznie. Nie lubię działać według wcześniej założonych schematów, ponieważ jest to nudne (co innego inwestycje - tutaj kupiłem akcje i żadnych nerwowych ruchów nie wykonuję). Nie stawiam sobie założeń typu "w tym roku odłożę ileś tam pieniędzy", bo często takie założenia wyzwalają w człowieku zbędną presję "że musi". A ja nic nie muszę. Jeśli ktoś żyje bez zbędnych nadmiernych wydatków (a tak jest w moim wypadku) i pozostają jakieś nadwyżki budżetowe, to dla mnie jest to wystarczająca motywacja do tego, by odkładać pieniądze. A czy ja odłożę 100 PLN, 1000 PLN, czy 10000 PLN miesięcznie, to nie ma znaczenia. Ważne, że odkładam. Tak jest też z wszelkiego rodzaju funduszami bezpieczeństwa, awaryjnymi i czort wie jakimi jeszcze. To jest dobre dla osób (i to zdecydowanie polecam), którym się pieniądze nie trzymają i muszą je wrzucać na 10 kont (najlepiej oszczędnościowych, żeby nie robić wypłat pod groźbą opłaty). Ja nad finansami panuję (poniekąd zmusza mnie do tego prowadzona działalność), więc nie muszę tworzyć żadnych funduszy. Po prostu wystarczy, że część środków mam na koncie osobistym, część na oszczędnościowym, część w walutach, część w akcjach. I w zasadzie taka dywersyfikacja jest dla mnie najbardziej optymalna.

Wracając jednak do 2014 roku, wielu analityków narzeka, że spółki nie prezentują prognoz i ciężko się potem odnieść podejmując decyzje inwestycyjne. I dobrze, że ich nie publikują. Wystarczy, że wynik spółki będzie zgodny z prognozami lub gorszy i pojawia się pretekst do tego, by zanotować korektę lub, co gorsza, odwrócenie trendu. Tak samo jest ze mną i moją firmą. Żadnych prognoz, zarówno jeśli chodzi o plany inwestycyjne, jak i własny biznes. Jeśli chodzi o moją działalność, działam najlepiej, jak potrafię, mając świadomość, że zawsze może wydarzyć się coś, co spowoduje, że będę musiał zamknąć firmę. Z jednej strony jest to trochę obciążające i nie daje poczucia bezpieczeństwa, ale z drugiej strony wszelkie złe rzeczy, które mogą się zadziać, raczej nie spowodują mojego załamania nerwowego. Z inwestycjami jest podobnie. Kupuję akcje, ale z góry zakładam, że może się zdarzyć, że będę zmuszony do sprzedaży ze stratą. A jeśli będzie inaczej, to tym lepiej dla mnie.

Kończąc ten post chciałbym wszystkim Czytelnikom życzyć sukcesów w życiu osobistym, zawodowym oraz trafnych decyzji inwestycyjnych w 2014 roku.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Spółki na historycznych szczytach

Ostatnio podjąłem tutaj temat uczucia dyskomfortu, jaki pojawia się podczas odpałów kursów na niektórych spółkach, jak np. Colianie. Dzisiaj kolejny temat: uczucie, jakie pojawia się, gdy spółki notują historyczne szczyty. A jest o czym mówić, ponieważ w swoim portfelu posiadam aż trzy takie spółki: DBC, PZU oraz AMC.

Tak jak pisałem w poprzednim poście, piszę na temat własnych odczuć. Dlatego też, jeśli ktokolwiek czuje inaczej lub się ze mną nie zgadza, ma do tego pełne prawo.

Jest wysoko, może zacząć spadać


Jeśli o mnie chodzi, to po głowie chodzi mi myśl, że skoro poszło już tak wysoko, to w każdej chwili może się wszystko zmienić i nagle zacznie spadać. Czy jednak jest to poprawne myślenie? Myślę, że nie do końca. Jest to jedynie strach przed nowym, nieznanym. Dlaczego?

Popatrzymy bowiem na to z innej perspektywy. Skoro rośnie, to znaczy, że kondycja firmy jest dobra, konikunktura jest niezła i właściwie wszystko wokół wpływa na to, by dalej rosło. A przykładem niech będzie LPP (choć to jest nienajlepszy przykład, ponieważ tam dodatkowo w grę wchodzi gigantyczna cena, w porównaniu do innych spółek, co też może być barierą psychologiczną dla większości z inwestorów). Ale możmy wiele innych spółek na historycznych maksimach znaleźć, które to - po pokonaniu wszelkich technicznych oporów - fruną sobie na północ, aż miło.

Jest wysoko, dlaczego ma nagle spadać?


Druga sprawa, skoro zaszło tak wysoko, to dlaczego ma nagle spadać? Dlatego, że zaszło już wysoko? Przecież to nie jest żaden argument. Nie bez powodu mądre głowy mówią, że cena zawsze może być jeszcze wyższa lub niższa (zależnie od trendu). Dopóki jest popyt, cena będzie rosła. A dlaczego inwestorzy kupują akcje danej spółki? Bo twierdzą, że jest dobra i chcą na nie niej zarobić. A skoro jest dobra i rośnie, to powinna dalej rosnąć, chyba, że zdarzy się coś, co przeszkodzi dalszym wzrostom (np. słabe wyniki, kataklizmy, itp.).

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Posiadając jakieś akcje zastanawiamy się częściej nie "czy spadnie", tylko "kiedy spadnie". Bo to, że spadnie, to pewne. W głowie pojawia się myśl, że "za bardzo urosło". 

Teoretycznie zatem historyczne szczyty powinny być dobrą wiadomością i powinny raczej dawać poczucie komfortu, a nie dyskomfortu. Polak, a już zwłaszcza inwestor jest jednak człowiekiem, który jest sceptyczny w stosunku do wielu rzeczy. Również jako osoba prowadząca działalność gospodarczą, wolę próbować przewidywać problemy, aniżeli popadać w hurra optymizm po jakichś drobnych sukcesach. Dlatego też nie cieszę się za bardzo tym, co osiągam (nie na tyle, by oznajmiać wszem i wobec, jaki to jestem zajebisty), a raczej staram się trzeźwo patrzeć na to, co może być w przyszłości (i to na wielu płaszczyznach) i podnoszę sobie poprzeczkę. I to chyba jest też dowód na to, że większość inwestorów i biznesmenów chyba nie jest w pełni szczęśliwa (lub nie okazuje tego). Ciągły stres, dążenie do doskonałości, podwyższanie sobie poprzeczki, szukanie nowych celów i wyzwań skutecznie gaszą optymizm, którym moglibyśmy dzielić się z innymi po osiągnięciu pewnego poziomu.

Jak się cieszyć?


Nie chciałbym jednak tutaj mówić, że jestem ponurakiem i nie umiem się cieszyć z sukcesów. Umiem, ale o wiele większą przyjemność sprawia mi np. wygranie partii szachowej, które są dla mnie wielką pasją, zwycięstwo drużyny, której kibicuję, czy możliwość nauczenia mojego dziecka czegokolwiek, aniżeli radość z zarobienia paru złotych na giełdzie czy w pracy. Praca to praca, a życie poza pracą to zupełnie co innego. I myślę, że warto próbować oddzielić swoje życie zawodowe od prywatnego, na ile jest to możliwe, choć wiem, że jest to praktycznie nie do zrealizowania.

piątek, 15 listopada 2013

Szefem być

Dzisiaj zapraszam czytelników do lektury mojego ostatniego postu związanego z szefowaniem w firmie. Do napisania tekstu zainspirował mnie wczorajszy program Magdy Gessler Kuchenne rewolucje.
Przyznam szczerze, że tego typu "szefowanie" jest chyba jednym z najgorszych. Zgaduję, że część z nas spotkało się na początku swojej kariery zawodowej z tego typu egzemplarzami bossów. A jeśli nie, to pozostaje się tylko cieszyć, bo nic fajnego podlegać takiemu człowiekowi.
Zapraszam do lektury artykułu Szef.

czwartek, 25 lipca 2013

Koniec lenistwa

foto: Richard, enjoy my life!
Od mojego ostatniego wpisu minęły już trzy tygodnie. Sporo to. Niektórzy pewnie już myślą, że blog umarł. Tymczasem spieszę donieść, że nic takiego nie miało miejsca. Miniony czas poświęciłem na relaks i edukację, a także na refleksje nad moimi giełdowymi poczynaniami.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Gorączka nie wpływa dobrze na ochotę na czytanie

foto: U.S. Embassy New Delhi
Ostatnie dni nie wpływają na chęć do czytania. Nie chce mi się nawet za często zaglądać na portale typu 90minut.pl, o czytaniu książek na temat biznesu i inwestycji nie wspominając. Wszystkiemu winne są gorączki.
Ostatnia książka, którą przeczytałem to "Sukces na giełdzie" Marcina Marcinowskiego. Przyznam, że w zasadzie to mogłaby być pierwsza książka, od której należałoby zacząć. Autor nie odkrył, co prawda, nic nowego (w zasadzie jego rozmówcy), ale jako inspiracja do działania, jego dzieło jest dobre i mogę śmiało tą pozycję polecić.

poniedziałek, 20 maja 2013

Jakie książki przeczytałem?

Dzisiaj chciałbym się podzielić z Wami listą książek, które miałem okazję dotychczas przeczytać. Jest ona dostępna w zakładce "Przeczytałem". Nie jest ona kompletna, bo wiele książek czytałem w formie ebooków lub w wersji angielskiej. Niemniej jednak te, które wymieniłem na pewno warto przeczytać.

piątek, 17 maja 2013

Jak wykończyć firmę?

Jaki jest najprostszy sposób, by wykończyć firmę (mowa oczywiście o urzędach skarbowych, bo te instytucje się w tym specjalizują)? Robić niekończące się kontrole, a pod ich pretekstem wstrzymać się z wypłatą należnego podatku VAT.

środa, 24 kwietnia 2013

Idea Bank nie chce moich pieniędzy

foto: HowardLake
Źle się dzieje w depozytowym światku. Banki nie chcą naszych pieniędzy. A jeśli już łaskawie chcą je przyjąć, to oferują ochłapy. Tak jest w zasadzie ze wszystkimi bankami.
Pamiętam, jeszcze kilka miesięcy tematu pracownicy Idea Banku wręcz żebrali, żebym ulokował u nich jakąś kwotę (najlepiej dużą i na długo). Dzwonili nawet kilka razy. A co jest teraz? Za kilka dni kończy mi się lokata idealna plus (czyli polisolokata) i poza wysłanym z automatu mailem zachęcającym do odnowienia lokaty (na lipnych warunkach), nie było żadnej inicjatywy ze strony banku.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Tad Witkowicz specjalnie dla Blogu Kupowanie: "Mógłbym być trzy razy bogatszy"

Foto: archiwum
Tada Witkowicza
W dzisiejszym poście chciałbym zachęcić czytelników do lektury ekskluzywnego wywiadu z miliarderem Tadem Witkowiczem, przedsiębiorcą polskiego pochodzenia, który wsławił się tym, iż dwie jego spółki zadebiutowały na amerykańskim parkiecie NASDAQ.
Na temat bohatera mojego dzisiejszego tekstu pisałem kilkakrotnie. Nie ukrywam, że po lekturze jego książki "Od nędzy do pieniędzy" chciałem bardziej poznać tego niezwykłego człowieka. I udało się. Co prawda, nie udało się porozmawiać bezpośrednio, ale sam fakt, że Tad Witkowicz poświęcił trochę czasu, by podzielić się własnymi przemyśleniami z Czytelnikami mojego blogu jest dla mnie szalenie budujący i radujący.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Ważne trwałe relacje

Foto: thetaxheaven
Pisałem o tym wczoraj, że wiele firm działających na Allegro za cel stawia sobie sprzedaż produktu za wszelką cenę i zapomnienie o kliencie. Jest to strasznie krótkowzroczne postępowanie i trudno takim firmom wróżyć sukces.
Wielokrotnie powtarzałem i nadal twierdzę, że najważniejsza jest dbałość o klienta.

sobota, 6 kwietnia 2013

Ile zapłacić za sukces?

Foto: Cockburn Libraries
Podsumowując jakiś etap życia można się pokusić o różne wnioski. Często jest nim odpowiedź na bardzo proste pytanie: "Czy odniosłem sukces?".
Pytanie w swej konstrukcji bardzo proste, ale niezwykle zawiłe, jeśli chcemy odpowiedzieć sobie, czymże jest ten sukces? Jak go zmierzyć, ocenić, zdefiniować? Czy sukces jest tożsamy z uczuciem szczęścia? I tutaj zaczynają się schody. Im więcej takich pytań, tym trudniej odpowiedzieć na pytanie o nasz sukces.

piątek, 5 kwietnia 2013

Pomysł na biznes

Foto: Victor1558
Na mój blog trafia bardzo wiele osób w poszukiwaniu inspiracji na biznes. Jak mogę przypuszczać, są to osoby z doświadczeniem zawodowym, ale również i bez niego. W niniejszej notce chciałbym coś zaproponować osobom, które trochę w życiu popracowały.

środa, 3 kwietnia 2013

Kiedyś będę pracował w dużej firmie

Foto: Martin Cathrae
Jesteśmy młodzi, mamy po 19-20 lat. Żyjemy olbrzymimi nadziejami. Wrażenie na nas robią duże firmy. Nie duże, olbrzymie firmy, wiodące w swoich branżach na świecie. Nasza wyobraźnia mówi nam "kiedyś będę w jednej z nich pracował".
Idziemy na studia, kończymy je, mamy upragniony papierek i rozpoczynamy poszukiwania naszego chlebodawcy. Nie interesują nas małe firmy, bo czymże jest mała firma dla nas, młodych, wykształconych? Niczym. My, jako ambitni, ludzie z tytułem chcemy robić kariery. Uderzamy do największych.

sobota, 30 marca 2013

Blog to tylko blog

foto: gurana
Parę dni bez wpisu, a liczba wizyt jakoś drastycznie nie spadła. Dzisiaj parę słów wyjaśnień, które swoim stałym czytelnikom jestem dłużny. A może nie tyle dłużny, co po prostu chcę wyjaśnić, bo czegoś takiego, jak obowiązku wobec czytelników w blogosferze nie ma. A nie ma dlatego, że ani czytelnicy nie są mi nic winni, ani tym bardziej ja czytelnikom.

piątek, 22 marca 2013

środa, 20 marca 2013

Kłopot bogactwa

Foto: Victor1558
Prowadząc działalność gospodarczą często narzekamy na brak klientów lub też na fakt, że mamy ich za mało. To główna bolączka naszych biznesmenów. A co, gdy okaże się, że cierpimy na kłopot bogactwa i okazuje się, że klientów mamy zbyt wielu (w porównaniu do mocy przerobowych)?

wtorek, 19 marca 2013

Kanapkowa wojna

Foto: roboppy
Od pewnego czasu w pobliskich sklepach obserwuję prawdziwą kanapkową wojnę. Sklepy konkurują z sobą wymyślając coraz ciekawsze specjały dla swoich klientów. Jaki jest efekt tej przezabawnej rywalizacji o podniebienie klienta?

poniedziałek, 4 marca 2013

Nowy pomysł na biznes na wsi

Foto: ecospc
Dzisiaj do głowy przyszedł mi kolejny pomysł związany z biznesem na wsi. Oczywiście, jak to zwykle bywa, im większa wieś, tym lepiej. Naturalnie nie trzeba zakładać tego interesu w swojej wsi (załóżmy składającej się z 300 mieszkańców), ale np. w tej, w której znajduje się Urząd Gminy, przychodnia, kościół, jakieś zakłady pracy, sklepy.
O czym w ogóle mowa? O pizzerii (np. z kebabem, hamburgerami, kurczakami plus piwiarnią - wedle uznania).
Wielokrotnie przejeżdżałem przez mniejsze miejscowości (w granicach 2000-3000 mieszkańców) i widziałem, że takowe punkty istniały, więc dlaczego nie miałoby się to utrzymać w Twojej wsi?
Jak zawsze w takich wypadkach, największym problemem będzie lokal, którego wynajem może kosztować o 1500 wzwyż. No chyba, że trafi się okazja i będzie taniej lub sam posiadasz takowe miejsce.
Dlaczego to może być dobre rozwiązanie? Ano dlatego, że ludzie (zwłaszcza młodzi) lubią zjeść coś fastfoodowego (sam lubię), a często nie mogą pojechać do miasta, a dostawa z innego miasta nie wchodzi w grę. Ogólnie rzecz biorąc temat na pewno się spotka z zainteresowaniem, zwłaszcza na początku. A jak będzie później, to trudno ocenić. Z tego, co jednak widzę, w pobliskich wsiach biznes chyba ma się dobrze, skoro te pizzerie nadal istnieją.
Ważna jest umiejętność kreowania potrzeb wśród ludzi. A twierdzę, że ludzie na wsiach chętnie ulegną pokusie i zapachom dobiegającym z pizzerii.
Inna sprawa, czyż jest coś przyjemniejszego niż zagryźć kebaba (lub pizzę) popijając jasne pełne? Smacznego.

czwartek, 14 lutego 2013

Kolejny pomysł na biznes na wsi

foto: shelfappeal
Jakiś czas temu w moim mieście pojawiły się mlekomaty. Są to automaty podobne do tych, w których można kupić kawę czy herbatę. Tutaj dla odmiany możemy kupić mleko.
Przyjrzałem się trochę temu tematowi i stwierdzam, że jakiś pomysł na biznes to jest, ale on wcale nie musi gwarantować sukcesu. Inna sprawa, że jeden stojący niedaleko, już został zlikwidowany.
Trudno mi powiedzieć, czy to dobry pomysł na biznes dla mieszkańców wsi. Nie wiem tak naprawdę, od czego zależy popyt. Fakt, że popyt na mleko jest zawsze, ale od czego zależy popyt na to mleko, to nie wiem. Być może problemem było to, że owy mlekomat stał w pobliżu marketów? Z drugiej zaś strony, dzięki marketom, był duży ruch, więc ludzie nie mogli nie zauważyć ich.
Być może problemem był fakt, że wielu ludzi zwyczajnie nie umiało obsługiwać tych maszyn i stąd często, mimo zainteresowania, przechodzili obok tej maszyny.
Ja osobiście bym w ten interes nie wszedł, ale może dlatego, że widziałem, iż brakowało większego zainteresowania. Być może jednak wystarczyłoby postawić ową "budę" gdzieś indziej i efekt byłby lepszy.
Ciekaw jestem Waszych opinii w tym temacie? Czy widzieliście tego typu punkty w Waszych miastach? Zatrzymywaliście się przed nimi? Kupowaliście coś?