![]() |
| Foto: zieak |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 21 marca 2013
"Współpraca", czyli jak zostać jeleniem
czwartek, 7 marca 2013
Też tak macie? Krótka refleksja o filmach, reklamie, internecie i artykułach
Dzisiejszy post będzie trochę odbiegał od tematu finansów. Skupię się na filmach i reklamie, a także internecie i artykułach.
Na różnych ogólnopolskich portalach często publikowane są filmy, np. wywiady, itp. Często bywały nawet z ciekawymi ludźmi lub o ciekawych sprawach. Kiedyś oglądałem, teraz już nie. Po prostu przyzwyczaiłem do tego, by ich nie oglądać. Moja niecierpliwość w tej materii jest silniejsza ode mnie i, zamiast czekać 30 sekund (lub więcej) aż reklama się skończy, wolę sobie dany film zwyczajnie odpuścić. W efekcie pewnie wiele ciekawych materiałów mnie omija, ale szkoda mi mojego czasu. Gdybym tak każdy teoretycznie interesujący filmik miał obejrzeć na wielu portalach, to bym stracił kilkanaście lub kilkadziesiąt minut na oglądanie głupawych reklam. Szkoda czasu. A co za tym idzie, można powiedzieć, że w jakiś sposób przyczyniam się do oszczędności (czasu).
W sumie już dawno nauczyłem się również omijać artykuły, które mają jakiś dziwny tytuł, z którego nic nie wynika. Doświadczenie pokazało, że im głupszy tytuł, tym bardziej artykuł jest o niczym. I, powiem szczerze, jakoś nie czuję pustki z tego powodu, ani nie wydaje mi się, że straciłem coś ważnego w życiu.
Dla przykładu: lubię czytać artykuły o polskiej piłce nożnej. I jeśli widzę jakiś bezsensowny tytuł np. na onecie, to nie wchodzę w ten artykuł, tylko odpalam na przykład 90minut.pl i jeśli tam nie ma nic na ten temat, to oznacza, że nie ominęło mnie nic interesującego.
Tak się czasem zastanawiam, ile to czasu tracimy na bezsensowne klikanie. Często siedzimy przed komputerem, klikamy w kilkanaście tych samych stron (bo głównie oglądamy zazwyczaj te same) i właściwie nic z tego nie wynika. Psujemy sobie wzrok jedynie i nabijamy rachunki za prąd. Uzależnienie od internetu jest silne. Ciekawe, czy idzie dzisiaj żyć bez dostępu do informacji?
poniedziałek, 4 marca 2013
Ile się zarabia w branży reklamowej?
Dzisiaj natrafiłem na ciekawe zestawienie zarobków na różnych stanowiskach w firmach z branży reklamowej. Dane pochodzą z zeszłego roku, ale nie sądzę, by w tym temacie wiele się zmieniło.
Ja osobiście z wielkim dystansem podchodzę do tego typu danych, dlatego zalecam nie brać ich pod uwagę, ponieważ one pochodzą z kosmosu. No, ale pośmiać się można.
Przy okazji, jeśli ktoś z Czytelników pracuje w tej branży i zarabia tyle, zachęcam do komentarzy. Byłbym rad poznać takie osoby.
Artykuł znajduje się tutaj.
środa, 13 lutego 2013
Samcik się dziwi, że w mailingach kłamią
Od czasu do czasu zdarza mi się zajrzeć na blog Macieja Samcika. Robię to jednak rzadko, ponieważ on pisze długie teksty, a ja jakoś nie przepadam za zbyt długimi wywodami, które można byłoby zmieścić w o połowę krótszym tekście. Inna sprawa, że on w swoich postach bardziej koncentruje się na sobie (niczym Kuba Wojewódzki) niż na problemie, którym się zajmuje.
Dzisiaj pojawił się u niego tekst, w którym to dziwi się chłopina, że reklamy otrzymywane mailingiem nie mówią prawdy. W sumie ja już wielokrotnie na to zwracałem uwagę, ale nie dlatego, że mnie to dziwi, ale żeby raczej ostrzec innych i zaprezentować absurdy kompromitujące te firmy.
Tymczasem rzeczony redaktor GW wybrał się do doradcy Expandera, żeby dowiedzieć się, dlaczego kłamią. I co? Nic w sumie nie wynikło z tego z tej jego podróży do tego eksperta od finansów. Jedyny wniosek, jaki udało mi się wyciągnąć, to "bo tak".
Śmieci, które dostajemy na maila są nic niewartymi odpadami, którymi nie warto zawracać sobie głowy. Sam jeszcze się zastanawiam, po co oni tyle forsy wydają na tego typu reklamy, których i tak nikt nie czyta. No, może poza Maciejem Samcikiem. Ja jak widzę w nagłówku HomeBroker, TaxCare, IdeaBank czy inne Expandery, to pierwszą czynność, którą wykonuję, to zaznaczam i przenoszę je do kosza. Już nawet nie analizuję, czy oferta ciekawa, czy nieciekawa. No chyba, że widzę jakiś totalny absurd, to się nim dzielę. Ale mnie to już nie dziwi.
poniedziałek, 19 listopada 2012
Czego nie lubię?
Są rzeczy, które mnie irytują. Są też rzeczy, które mnie bardzo irytują. Zawężając jednak zakres irytujących mnie spraw do tematyki blogu, skupię się na finansach, blogach, facebooku, itp. Jest parę rzeczy, o których chciałbym napisać.
Przede wszystkim denerwuje mnie żebranie na blogach. Żebranie o komentarz, żebranie o kliknięcie w reklamę, żebranie o kliknięcie "Lubię to". A już ta trzecia rzecz, to mnie nadzwyczaj wkurza. Jak można kogoś prosić, by polubił nasz blog? Dla mnie to jest proste i dość logiczne, że jak ktoś lubi mój blog, to go lubi, a jak nie lubi, to go nie zmuszę do lubienia.
Ja rozumiem, że zależy nam na promocji własnego blogu, własnej pracy, itp. Każdemu na tym zależy. Używajmy jednak argumentów poważnych. Nigdy nie odważyłbym się użyć argumentacji, że sporo czasu poświęcam na mój blog, więc byłoby miło, gdybyście to docenili. Dla mnie to jest jakaś masakra. Co kogo interesuje, ile ja czasu poświęcam na blog? Ważne jest to, co ktoś może z niego wynieść. A skoro ludzie nie chcą polubić określonego bloga, to chyba niewiele z niego wynieśli? Dlatego żebrania o nic na moim blogu nie uświadczycie. I sugerowałbym, by inni blogerzy też to wzięli sobie do serca, bo to jest podobnie jak z reklamami fundacji w Polsacie czy TVN, które przez swoją nachalność osiągają skutek odwrotny od zamierzonego.
Co mnie jeszcze wkurza? Ano to, jak właścicieli blogów (ale również często komentujący wpisy na nich użytkownicy), którzy uważają się za alfę i omegę w każdej dziedzinie. A innych, którzy zadają banalne pytania zbywają lub krytykują. Podobnie jest też na forach, gdzie na banalne dla niektórych pytanie otrzymuje najczęściej w odpowiedzi link do google.
Irytują mnie też inne sprawy, jak choćby reklamy (na które często nie mamy wpływu), a są one tak głupawe, że aż głowa boli. Chodzi na przykład o jakieś idiotyczne konkursy, w których nie można wygrać lub o naciąganie na kasę. O ile mogę, to blokuję takie reklamy lub ich zwyczajnie nie zamieszczam. Niestety, nie zawsze jest taka możliwość. Bo dla mnie zarobek rzędu kilkudziesięciu groszy w zamian za to, że jakaś firma wyłudzi numer telefonu czy maila jest zyskiem niemoralnym i źle bym się czuł. Tymczasem wielu wydawców ma gdzieś, co publikuje i w ogóle nie moderuje reklam. Ważne, żeby kasa wpadała. I to mnie denerwuje, bo powinniśmy się szanować: tzn. sieci reklamowe wydawców, a wydawcy swoich bezcennych czytelników.
Co mnie jeszcze wkurza? Denerwuje mnie to, że w sieci jest dużo bzdurnych blogów (z masą rozmaitych postów z powtarzającymi się słowami kluczowymi), które tak naprawdę są pisane tylko pod wyszukiwarkę, żeby zdobyć jak najwięcej użytkowników. Po co to? Przecież ci użytkownicy z takich postów zupełnie nic nie wynoszą i najczęściej jest to jednorazowa wizyta danej osoby.
Okej, to tyle moich wynurzeń. Dlaczego o tym napisałem? Podjąłem ten temat, ponieważ jestem stuprocentowo przekonany, że część z nas, blogerów, ma podobne odczucia, tylko po prostu nie chcą o tym pisać lub mówić, bojąc się utraty czytelników, bądź też kontrataku w swoją stronę na innym blogu. A ja o tym chcę pisać, bo blog nie ma służyć tylko temu, by mówić, co robię, co inni mogliby robić, ale także temu, by prezentować również własne odczucia. Stąd powstała idea tego postu.
sobota, 17 listopada 2012
Nie przemycajcie reklam w komentarzach
Taka mała prośba do odwiedzających mój blog, byście nie przemycali reklam rozmaitych stron w swoich komentarzach, bo to nie ma większego sensu.
To, co się dzieje na moim blogu staram się z grubsza kontrolować, więc z pewnością tego typu posty wychwycę. A już zwłaszcza od osób, które pierwszy raz zostawiają swój komentarz. Szkoda Waszego czasu na tego typu podchody.
Przykładem jest choćby dziewczyna z tego ciekawego blogu, która zostawiła jakąś reklamę do innej strony niż jej sama.
Jak mogę się spodziewać, autorka tego blogu pewnie bierze udział w jakimś marketingu szeptanym i pewnie od czasu do czasu właśnie zostawia różnego rodzaju komentarze. Jeśli firma (chociaż w sumie to nie jest żadna firma), która zamówiła tego typu reklamę jest poważna, to oprócz tego typu promocji może chyba pokusić się o wykupienie reklamy, która droga nie jest. A tak? Zrobili sobie negatywny wizerunek, mimo iż ich idea jest cenna, autorka wpisu straciła czas na napisanie komentarza, który został usunięty. Jest to działanie w stylu "każdy na tym traci", a chyba nie o to chodzi w biznesie internetowym. Dlatego też apel do koleżanek i kolegów blogerów. Jeśli chcemy reklamować swoje blogi to ok, ale jeśli próbujemy reklamować jakieś obce serwisy, to jestem na nie.
środa, 14 listopada 2012
Czy mailing jest skuteczny?
Na tytułowe pytanie można odpowiedzieć krótko: nie, nie jest. A dlaczego nie jest? Jest to spowodowane wieloma czynnikami.
Po pierwsze firmy najczęściej pozyskały nasze adresy w sposób nielegalny lub po prostu kupili od kogoś, nie zważając na fakt, jakimi odbiorcami jesteśmy. Im gorszy właściciel bazy, tym beznadziejniejsze maile dostajemy.
Dlatego też trudno się dziwić, że więcej niż 99% odbiorców nawet nie czyta takich śmieci, tylko od razu je usuwa (w tym ja).
Kampanie reklamowe wielu firm robione są na tragicznym poziomie, dlatego też, zamiast dbać o swój wizerunek, jeszcze bardziej go psują.
Czy wysyłanie mailingu jest zatem stratą pieniędzy? Uważam, że tak, ponieważ odbiorcę maila trudno zachęcić do kliknięcia w naszą stronę, a co dopiero do zrobienia zakupu. A jeśli mail jest nad wyraz nachalny, to już w ogóle nie ma o czym rozmawiać.
Sam otrzymuję tysiące śmieci, nawet na adresy, których nigdy nigdzie nie podawałem. Jest nie do odgadnięcia, skąd śmieciarze biorą nasze adresy. Na pewno jednak nie z legalnych źródeł.
Czy są reklamy, na które warto zwrócić uwagę? Tak. Są to reklamy, w których reklamodawca zadaje pytanie o możliwość przesłania oferty. Z tym, że często już w samym zapytaniu jest dużo reklamy firmy, co powoduje nachalność i może przynieść odwrotny skutek od zamierzonego.
Z mailingiem nie wygramy, warto sobie to uświadomić. O ile na onetowskie poczty przychodzą śmieci (ciągle takie same), które już się usuwa z automatu i w zasadzie nic na to nie poradzimy i musimy to zaakceptować, to już śmieci wysyłane na kupione lub nielegalnie pozyskane adresy nie mamy wpływu. I mimo iż jedna lub druga pseudo firemka wyda kasę na mailing i zrozumie, że jest to bezsens, to w jej miejsce pojawią się kolejne i kolejne, które też zapłacą z nadzieją na osiągnięcie sukcesu. A kto na tym zarabia? Oczywiście, ten, który posiada nasze adresy.
Wystarczy poszperać na Allegro, by zobaczyć, ile tego typu osób z bazami się ogłasza. A im niższa cena, tym gorsza jakość. Warto jeszcze zajrzeć na tą stronę.
Jeśli ktoś chce skutecznie dotrzeć do odbiorcy, to mail musi być wyjątkowo spersonalizowany, a nie jak to wygląda zazwyczaj, że wysyła się do każdego z nadzieją "a nuż jakiś frajer się na to nabierze". Ważny jest tytuł, ważna jest schludność maila, język jakim się posługujemy. Tego większość osób, niestety, nie wie i nie rozumie. A potem się dziwią, że kupili za 100 złotych mailing do miliona odbiorców i z tego mają 10 wizyt. Albo 1000 wizyt trwających sekundę.
czwartek, 8 listopada 2012
Być materialistą czy nie?
![]() |
| Tax Credits |
W dzisiejszych czasach robienie czegokolwiek bezinteresownie nie jest w modzie. Liczy się zysk. I to zysk za wszelką cenę. Zanim cokolwiek zrobimy, zastanawiamy się "ile z tego będę miał".
środa, 22 sierpnia 2012
Znajdź jeden szczegół
W dzisiejszym poście chciałbym zaproponować zabawę w stylu znajdź 10 szczegółów. Zadanie będzie prostsze. Znajdź jedną różnicę pomiędzy poniższymi obrazkami, a dowiesz się, jak ebroker próbuje zrobić z nas frajerów.
Pierwszy obrazek objawia nam się w mailu jako reklama. Po kliknięciu w nią oczom naszym ukazuje się podobny obrazek, ale wzbogacony dodatkowo o dopisek i dwie gwiazdki.
Drodzy pracownicy ebrokera. Ja nie wiem, czy ta Wasza reklama podpada pod jakieś paragrafy (sądzić się nie zamierzam, bo nie mam na to ani czasu, ani ochoty), ale mam nadzieję, że znajdzie się ktoś zdeterminowany, kto Was udupi za takie wprowadzanie ludzi w błąd, a sąd zasądzi niemałą karę.
piątek, 20 lipca 2012
Parkiet skubie czytelników
Od pewnego czasu jestem czytelnikiem papierowego wydania gazety Parkiet. Cenię w niej w miarę duży profesjonalizm (na tle konkurencji), a także to, że piszą o tym, co mnie interesuje. Niemniej jednak gazeta ostatnio zaczyna trochę obniżać loty.
Gazetka kosztująca 4,50 PLN ma łącznie 20 stron, więc jeśli chodzi o objętość, szału nie robi. Jeśli odejmiemy od tych stron aż 7 przeznaczonych na wykresy i tabele, to "do czytania" zostaje nam 13 stron. Na tych 13 stronach mamy często duże zdjęcia i kolejne wykresy, więc zostaje nam tak naprawdę o dwie strony mniej do czytania, czyli 11 stron. Tymczasem w dzisiejszym wydaniu gazeta przeszła samą siebie, bo zaserwowała czytelnikom aż ponad 3 strony reklam, więc mamy już tylko nieco ponad 7 stron do czytania. Ale to jeszcze nie koniec, bo ostatnia strona z reguły jest o niczym, więc gazetka ubożeje nam do 6 stron. I teraz pytanie, czy sześć stron tekstów (nierzadko są to informacje agencyjne okraszone jakimś komentarzem) jest warte swojej ceny?
Uważam, że gazeta trochę przegina. Zresztą to nie tylko moja opinia, bo w internecie wiele jest podobnych zdań na ten temat. Ja rozumiem, że Parkiet jest w pewnym sensie monopolistą na rynku, jeśli chodzi o giełdę, ale nie powinien tego wykorzystywać, bo może to się obrócić przeciwko nim. Czyżby gazetce doskwierał brak czytelników-inwestorów, którzy w ostatnich miesiącach odwrócili się od giełdy?
Oczywiście, można powiedzieć, że przecież nie muszę jej czytać. To prawda. Chodzi jednak o to, żeby szefostwo tej gazety zrozumiało, że ludzie potrafią myśleć i liczyć. I te moje wyliczenia powinny dać im do myślenia.
niedziela, 11 września 2011
Oferta u doradcy
Wkurzają mnie niektóre reklamy. Są firmy, które oferują cuda w swojej ofercie i kiedy chciałbym poznać bliżej daną ofertę, aby dowiedzieć się podstawowych rzeczy, dowiaduję się, że jej szczegóły znajdują się u doradcy.
Oczywiście, aby skontaktować się z doradcą, trzeba podać swoje dane. I tutaj kółko się zamyka, bo nie wiem, kto, kiedy i jak często będzie nękał mnie telefonami, mailami czy nawet korespondencją zaadresowaną na adres domowy.
poniedziałek, 11 lipca 2011
Nie dajmy się oszukać
![]() |
| elycefeliz |
Podczas wizytowania różnych blogów (nie tylko finansowych) natrafiam na rozmaite reklamy. Jedne są oklepane (czyli większość z nas je ma), inne są stosunkowo nowe, więc i nierzadko intrygujące.
Nie ukrywam, że te, których nie znam odwiedzam w celu edukacyjnym, ponieważ jestem ciekaw, kto się reklamuje, co i dlaczego? Często możemy natrafić na naciągaczy się reklamują.
środa, 29 czerwca 2011
Robienie z ludzi idiotów
![]() |
| b.by |
Spece od marketingu rozmaitych firm robią wszystko, żeby zainteresować klientów swoim produktem. I dobrze, bo o to chodzi. Nie lubię jednak, kiedy ktoś ze mnie robi idiotę.
Dzisiaj dostałem reklamę (w sumie to zapytanie odnośnie do możliwości wysłania mi oferty handlowej) firmy, która zajmuje się produkcją jednorazowych szczoteczek do zębów. Z ciekawości wszedłem na ich stronę i...
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Pokręcona lokata
![]() |
| puuikibeach |
Nie lubimy, kiedy ktoś nas oszukuje lub próbuje wpędzić w maliny. Jeśli jesteśmy osobami, które rozwijają swoją świadomość finansową, to jest to jeszcze bardziej irytujące.
Od pewnego czasu w ten właśnie sposób próbuje działać Deutsche Bank zaśmiecając skrzynki swoimi ofertami lokat w wysokości 20%. Nie twierdzę, że ten bank oszukuje, bo tak nie jest, ale działalność ta ma na pewno na celu przysporzenie nam kłopotów, które będą niewspółmiernie duże do zysków.
sobota, 26 marca 2011
Kreowanie potrzeb
![]() |
| sxc.hu |
W dzisiejszych czasach musimy mieć się na baczności oglądając reklamy (czy to w telewizji, czy w internecie). Możemy być nieźle zmanipulowani i z łatwością oddamy pazernym firmom nasze pieniądze.
Jaki to sposób? Ostatnio dość często mamy okazję spotykać się z reklamami, w których twórcy twierdzą, że wybierając ich ofertę (towar) coś tam oszczędzamy. Widząc setki złotych oszczędności dajemy się nabrać na to. No bo czyż nie jest to niezwykła okazja, że oszczędzamy aż 500 złotych? Brzmi to atrakcyjnie.
Tymczasem, zanim zaczniemy w takie bzdury wierzyć, musimy sobie odpowiedzieć na jedno, jakże proste pytanie. Czy to, co oferuje nam reklamodawca jest w ogóle nam do szczęścia potrzebne? Czy potrafimy się bez tego obyć? W 99% odpowiedź jest twierdząca, więc ci nachalni reklamodawcy ze swoimi oszczędnościami mogą się schować. Tak samo musimy uważać na wszelkiego rodzaju promocje.
Tak jak wcześniej pisałem o zawiłych regulaminach, najczęściej pisanych małym druczkiem (bryluje tutaj kilka banków), tak samo warto sceptycznie podchodzić do tego, że coś oszczędzamy wybierając danego sprzedawcę.
Jestem zdania, że każdy powinien sam decydować o tym, czy czegoś potrzebuje, a nie dawać sobą manipulować. Niestety, patrząc na to, jak ludzie reagują na takie reklamy, nasuwa się jedna konkluzja. Chyba jednak lubimy być manipulowani.
czwartek, 16 grudnia 2010
Wciskanie kitu nie popłaca
Wciskanie tzw. kitu w reklamach może słono kosztować. Boleśnie przekonali się o tym producenci pewnego jogurtu. Informując odbiorców, że bakterie z jogurtu wspomagają regularne funkcjonowanie przewodu pokarmowego.
Za takie informacje nałożono na tą firmę grzywnę w wysokości ponad 20 milionów dolarów. Uzasadniono to faktem, że brakuje wystarczających dowodów naukowych potwierdzających działanie tychże bakterii.
Sytuacja nie wydarzyła się w Polsce, ale warto by się zastanowić i zacząć weryfikować bzdury, które pojawiają się w naszych reklamach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








