Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strategia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strategia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 lipca 2013

Koniec lenistwa

foto: Richard, enjoy my life!
Od mojego ostatniego wpisu minęły już trzy tygodnie. Sporo to. Niektórzy pewnie już myślą, że blog umarł. Tymczasem spieszę donieść, że nic takiego nie miało miejsca. Miniony czas poświęciłem na relaks i edukację, a także na refleksje nad moimi giełdowymi poczynaniami.

wtorek, 11 czerwca 2013

A może to wszystko rzucić?

Inwestorami targają rozmaite emocje podczas ich drogi do niezależności, bogactwa i sławy. Wielu mówi o tym (o emocjach) otwarcie, inni zarzekają się, że wszystkie decyzje podejmują racjonalnie, a emocje pozostawiają zawsze gdzieś z boku. Bzdura.

piątek, 15 lutego 2013

"Ty też zostaniesz bogaty" i inne bajki

Przyznam, że załamują mnie reklamy wszelkiego rodzaju firm foreksowych czy też osób, które oferują szkolenia z zakresu inwestycji. Wszystko to dla naszego dobra. Wszystko to nas ma uczynić bogatymi.
Problem jest jeden, skoro wszystkie firmy i wszystkie szkolenia są takie doskonałe, to dlaczego aż 95% osób traci na foreksie i nic się w tym kierunku nie zmienia, chociaż świadomość spekulantów ponoć rośnie? A co zatem chodzi z tymi szkoleniami i przeróżnej maści brokerami? Obiecują złote góry, a wychodzi jak zawsze.
Powiedzmy sobie szczerze, dobra opinia o tego typu usługach nie roznosi się przez reklamy, piękne i kolorowe banery czy niezwykle atrakcyjne strony internetowe. Nie tędy droga.
Dobra opinia przenosi się w inny sposób. Ci, którzy zarabiają po jakichś szkoleniach mówią o tym innym, a ci inni jeszcze innym. Dobry produkt sprzeda się bez sztucznej reklamy. Dobre szkolenia są elitarne (i nie mówię tutaj tylko o cenie, ale także powszechności tychże). Im mniej, tym bardziej elitarne.
Przyznam uczciwie, że sam nie brałem udziału w żadnym. Jestem samoukiem, do wszystkiego dochodzę sam. Czytam książki, próbuję, analizuję pewne rzeczy, praktykuję nierzadko siniacząc się. Nie do tego zmierzam jednak.
Jak trafić na właściwego nauczyciela? O brokerach się nie wypowiadam, bo wszystko zależy od indywidualnych preferencji. A może warto sprecyzować pytanie: jak znaleźć właściwego trenera, dzięki któremu będę zarabiał? Myślę, że wielu rzeczy można się nauczyć od osoby szkolącej, ale tak naprawdę wszystko co najważniejsze siedzi w naszych głowach i tylko od nas zależy, czy zaczniemy zarabiać, czy nie.
Tak jak kiedyś wspominałem, tak teraz będę przy tym obstawał. Wiedza książkowa to jedno, ale dyscyplina to drugie. Trzeba się wyzbyć maksymalnie swoich emocji i grać niemal mechanicznie. Wiem, jest to trudno, ale się udaje (przynajmniej mi jakoś to wychodzi). Dla przykładu, obecnie jestem na 6-procentowym zysku na IPL i jeszcze kilkanaście miesięcy temu korciłoby mnie, żeby sprzedać, wszak jest zysk. Dzisiaj spokojnie czekam na osiągnięcie założonego celu. Głowa jest spokojna, nie emocjonuję się. Uda się osiągnąć, będzie dobrze, nie uda się, trudno. Z głodu nie umrę. Ważne, że gram zgodnie z własnym ja.
Jeśli będziemy zdyscyplinowani, dopiero wówczas można pokusić się o eksperymentowanie niektórych strategii. Np. obecnie w moim realnym portfelu mam akcje będące w trendzie wzrostowym (to te widoczne tutaj) oraz jedną spółkę, która jest w konsolidacji i odbija się od bandy (to jest dość eksperymentalne zagranie, ale jestem przekonany, że się powiedzie i będę mógł ze szczegółami opisać to, co zrobiłem i co mną kierowało). Na razie o niej nie piszę ze względu na kiepskawą płynność i możliwe duże ruchy. Blog jednak czyta parę osób i nie chciałbym wyczyścić SL.
Wróćmy jednak do bajki o bogactwie. Nie łudźmy się, nie będziemy bogaci. Żeby stać się naprawdę bogatym, trzeba mieć bardzo duży kapitał. I nie mówię tutaj o np. 100 000 PLN, bo nawet stopa zwrotu rzędu 20-30% da nam powiedzmy 30 000 PLN. Umówmy się, że to nie jest bogactwo. Oczywiście, może się zdarzyć cud i zarobimy 100% i więcej. Pytanie tylko, ilu z nas, spekulantów, pozwala na to, by akcje rosły o 100%? I drugie pytanie, kto 100% swojego kapitału przeznaczył na jedną spółkę, która akurat zwyżkuje o 100%?

środa, 12 września 2012

Książki dobre na hossę

Nasunęła mi się dzisiaj pewna refleksja. Jestem po lekturze kilkunastu książek dotyczących giełdy, analizy technicznej, strategii inwestycyjnych, itp. Wszystko ładnie wygląda, tylko są to książki dobre na... hossę.
Kiedy wszystko leci, bardzo trudno znaleźć okazję, by zarobić (nie twierdzę, że się nie da, ale jest to bardzo trudne). Bo nie jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedniego momentu do wejścia i do wyjścia. A jeśli nam się udaje, to jest to zwyczajny fuks. Często obserwujemy fałszywe wybicia albo ruchy, których nie potrafią nawet wyjaśnić najlepsi krasomówcy finansowi.
Tymczasem, gdy jesteśmy w fazie hossy i większość akcji rośnie, to w zasadzie bez względu na strategię, jaką wybierzemy, mamy duże szanse na sukces. Ważne, by wsiąść do pędzącego autobusu odpowiednio wcześnie i kupować na dołkach.
Co począć zatem w bessie? Najbardziej racjonalne rozwiązanie to po prostu trzymać pieniądze na kontach oszczędnościowych (w ostateczności na krótkoterminowych lokatach) i czekać na okazję (czytaj: zmianę trendu). Gdy już nam się trend wzrostowy potwierdzi (najlepiej ze 2-3 razy), to wówczas pieniądze przerzucamy na akcje. Ustalamy sobie cel, jaki nas interesuje i tyle.
Gdy hossa trwa zbyt długo, po prostu powstrzymujemy naszą chciwość i wychodzimy z giełdy. Wszystko jasne i proste, prawda? Zgadza się, ale to jest nierealne. Kierują nami emocje. Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do ryzyka, to gramy podczas bessy, a podczas hossy próbujemy wycisnąć pieniądze na maksa, często kończąc naszą przygodę ze stratą. Każdy z nas wtopił pieniądze i/lub jeszcze wtopi. Taka jest ta gra.
Raz jeszcze warto podkreślić, jak ważne jest ustawianie stop lossa. A jak próbujemy wycisnąć pieniądze podczas hossy to umiejętne przesuwanie go coraz wyżej, jeśli kurs idzie po naszej myśli. Ja, podczas początkowych swoich wejść wielokrotnie to bagatelizowałem pozwalając na powiększanie się strat. Cóż, ktoś musiał zapłacić frycowe, żeby zarobić mógł ktoś. Od pewnego czasu już wiem jednak, jak ważny element gry to jest i już tego błędu nie popełniam.
Wracając do książek, myślę, że najlepsze to te, w których autor jasno mówi czytelnikowi, że podczas bessy nie gramy. I tyle. Szukanie okazji mija się z celem, bo często prowadzi do strat, a także - co chyba istotniejsze - do niepotrzebnych nerwów.

środa, 6 czerwca 2012

Wczoraj po południu i dzisiaj bez sukcesu

Testowana przeze mnie strategia wczoraj po południu i dzisiaj nie przyniosła mi spodziewanych sukcesów. Jestem jednak cały czas na plusie, więc bawię się dalej.
Dokonałem 8 transakcji, wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. W przypadku trzech pozycji zostałem wyautowany po przesunięciu stop lossa na poziom nieco powyżej zera, kiedy pozycja już była w miarę na przyzwoitym plusie, natomiast w przypadku pozostałych transakcji trend właściwie od razu zmienił się, jak otworzyłem daną pozycję.
Starałem się otwierać pozycje w momencie odbicia. Niestety, rynek robił mi psikusa i dawał fałszywe sygnały wybicia.
Porażkami w żaden sposób się nie przejmuję. Zachowuję zimną krew i nie załamuję się. Zysk od początku czerwca zmalał do 3%, więc tragedii nie ma.
Na zakończenie wykres.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Jak utrzymać wygrywającą pozycję?

Nowy tydzień zaczął się dla mnie niesamowicie, jeśli chodzi o mobilizację. Udało mi się przeczytać większą część książki Jacka Schwagera, "Czarodzieje rynku", która to mi dała niesamowitego kopa.
Jednym z tematów poruszanych przez wybitnych traderów jest kwestia utrzymania wygrywającej pozycji. Co zauważyłem u siebie, to często, gdy grałem nieco zawyżoną kwotą i widziałem już jakiś tam zysk, od razu zamykałem pozycję, co było klasycznym błędem. Trudno mi ją było utrzymać, ponieważ po serii strat bałem się np. kolejnej, dlatego cieszyłem się tym, co udało mi się ugrać. I to było coś złego.
Dzisiaj zagrałem na foreksie w trochę inny sposób. Po przeanalizowaniu wykresów otworzyłem kilka pozycji. Są to stosunkowo małe zagrania, z nieco odleglejszymi poziomami stop lossów i tak przyglądam się temu, co się dzieje i nawet jak widzę zysk, to nie korci mnie, by ją zamknąć, bo jest on stosunkowo niewielki. Patrzę na wykres i zastanawiam się, do ilu może dojść. Przy okazji przesuwam poziom stopów do tego, by w najgorszym wypadku pozycja zamknęła się na zero.
Wydaje mi się, że nie warto być zachłannym. Lepiej ustawić sobie jakieś pozycje za małą stawkę z w miarę dalekimi stop lossami i obserwować, co się będzie działo. Tym bardziej, że jak nie trafię z jedną, drugą, piątą pozycją, to może pojawi się dziesiąta, która wynagrodzi mi wszystkie straty i zapewni zysk.
Nie wiem, czy ta strategia będzie zgodna z moim stylem, muszę zobaczyć jak się czuję w tym wszystkim i wówczas zastanowię się, co dalej. Najważniejsza jest cierpliwość i ucinanie strat, a także pokonanie własnej zachłanności. I tego zamierzam się trzymać, choćby nie wiem co.

wtorek, 29 maja 2012

Dynamiczniejsza gra

Myślę sobie, że nie wszystko idzie na giełdzie tak, jak bym sobie to wymarzył. Trzeba umieć z tym żyć. Parę złotówek kisi mi się w akcjach, które są na minusie, a ja nie chcę się z nimi rozstać. Nie oznacza to jednak, że tak musi być.
Jak wspomniałem, moje akcje są na minusie od pewnego czasu (chyba większości z nas, jeśli kupiliśmy na górce). O ile akcje TP i KGHM mają horyzont raczej średnio- lub długoterminowy (ze względu na dywidendy i stabilność spółek), o tyle trochę rozczarowałem się Asseco Poland i TVN, które to miały uczynić mnie bogatym i szczęśliwym na wieczność. Dobra, wiem, ironizuję, ale po prostu trochę się przejechałem na nich. Nie oznacza to jednak, że tak nie będzie, bo może coś się zmieni w tym temacie. O pozostałych już nie mówię, bo zarówno Fortuna jak i Sygnity zdecydowanie zawaliły i w zasadzie trzymam je chyba tylko dla idei. Na szczęście to niezbyt duży kawałek mojego tortu. Podobnie jest z PBS Finanse.
Nieważne. Kiszą się te akcje i czekają na lepsze czasy, bo jakoś nie umiem i nie chcę się pogodzić ze stratą, zwłaszcza, że większość z nich ma potencjał, by się odbić.
Co zatem nowego wymyśliłem? Stwierdziłem, że samo trzymanie tych walorów jest nudne, więc chyba wydrapię ze skarbonki parę nowych złotówek, ale tym razem chcę je włożyć w rynek z inną strategią gry. Po prostu chcę dynamiczniej nimi operować i otwierać pozycje na 2, 3 może 5 dni maksymalnie. Co z tego wyjdzie? Tego nie wiem, ale chcę spróbować pograć na odbicia (jeśli nadal będziemy lecieli w dół, co wydaje się nieuniknione). Czy to uczyni mnie bogatym? Nie, ale przynajmniej coś się będzie działo. Bo giełda to nie tylko liczenie zysków i ubolewanie nad stratami, ale też trochę rozrywki, trochę strategii, trochę myślenia, trochę analiz. Jak w partii szachów. O ile z tym, co mam w portfelu za dużo nie pomyślę i nie wymyślę nic nadzwyczajnego, to z nowymi akcjami mogę już rozpocząć taką grę. Jak to się zakończy, nikt tego nie wie, ale przynajmniej spróbuję. Swoich planów jeszcze nie wdrożę w życie. Poczekam z miesiąc, może dwa, kiedy już pieniądze z dywidend zasilą moje konto i wówczas przeznaczę je na ten cel.