Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

wtorek, 11 czerwca 2013

A może to wszystko rzucić?

Inwestorami targają rozmaite emocje podczas ich drogi do niezależności, bogactwa i sławy. Wielu mówi o tym (o emocjach) otwarcie, inni zarzekają się, że wszystkie decyzje podejmują racjonalnie, a emocje pozostawiają zawsze gdzieś z boku. Bzdura.
Takie bajki można tak naprawdę schować na półkę z książkami "Poczytaj mi mamo...". Jesteśmy ludźmi i emocje towarzyszą nam i będą towarzyszyły. I często jest tak, że to są takie same emocje, jakie towarzyszyły inwestorom 100 lat temu.
Przykładem niech będzie autor blogu APP Funds, który jednego dnia pod wpływem emocji namawiał do SKOKów, następnego dnia do uciekania od nich, by później znowu do nich zachęcać. To są emocje.
Nie będę ukrywał, że i mną targają takowe. Weźmy dla przykładu moje inwestycje. Często staram się trzymać jakiejś założonej wcześniej strategii, ale nie oznacza to, że nie denerwuję się, kiedy spada, a nie raduję, kiedy rośnie. I uważam to za w pełni normalne. Przynajmniej czuję, że żyję.
Naturalnie, emocje to jedno, a podejmowanie decyzji zgodnej ze strategią to drugie. I tutaj często jest tak, że te dwie rzeczy w parze nie idą. Tzn. bazując na emocjach podejmujemy decyzję o zakupach lub sprzedaży posiadanych papierów. To jest jedna sprawa.
O ile moment wejścia bez strategii da się wytłumaczyć (wszak nie da się całkowicie zignorować szumu, który do nas dociera), o tyle nietrzymanie się strategii po wejściu jest już błędem. Istotne jest to, że otwierając pozycję mamy pewne założenia, których powinniśmy się trzymać. Łatwiej jest otworzyć pozycję, niż ją zamknąć.
Kupiłem niedawno akcje KGHM. Kurs sobie rósł powolutku, więc dokupowałem. Ostatecznie przebił istotny poziom i wydawało się, że teraz już prosta droga do dużych zysków. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że zawróciliśmy. I co ja zrobiłem?
Sprzedałem akcje, ale taki był element planu. Po pierwsze, kurs zawrócił na ważnym poziomie, więc jest możliwość, że bykom zabrakło mocy, by wywindować kurs wyżej i było to zwyczajnie fałszywe wybicie. A jako że miałem już jakiś zysk, nie chciałem go stracić. Warto pamiętać o powiedzeniu, żeby nie pozwolić, by zyski zamieniły się w straty. A zatem zadowoliłem się małym zyskiem. I to był element mojej strategii.
Być może, gdybyśmy nie byli na ważnym poziomie 151 PLN, który został pobity, potraktowałbym to jako zwykłą korektę i po prostu starał się wychwycić dołek, żeby dokupić coś więcej. Niestety, jest tutaj ryzyko, że jednak kurs zawróci (czytaj: pójdzie niżej), więc moje spekulacyjne zagranie będzie miało sens.
Jak to się ma do emocji? No właśnie. Emocjami kierowało się bardzo wielu inwestorów, dlatego popchnęło kurs niżej. Dlaczego więc ja miałbym grać przeciw woli tłumu?
Nie jestem inwestorem długoterminowym i raczej nim nie będę (chociaż ETF na WIG20 kupiłem z myślą o dłuższym czasie). Natomiast jeśli chodzi o akcje, to tutaj po prostu chcę osiągać jakieś konkretne zyski i trzymać się planu.
W przypadku KGH miałem następujące założenia:
- dokupuję od poziomu 140 PLN z nadzieją, że przebije poziom 151 PLN. Jeśli kurs idzie do góry, ok, jeśli nie idzie, sprzedaję z małą stratą,
- jeśli kurs przebije poziom 151 PLN obserwuję, co dzieje się dalej. Jeśli jest jakaś niewielka korekta, nic złego się nie dzieje. Jeśli kurs spada poniżej 150 PLN (tak jak dzisiaj), pozbywam się akcji.
- gdyby kurs piął się coraz wyżej, to dokupowałbym akcje z nadzieją potrzymania ich co najmniej do poziomu 200 PLN lub sprzedałbym tuż przed dywidendą zadowalając się kilku-, kilkunastoprocentowym zyskiem. Zależnie od tego, co działoby się po drodze.
Co dalej? Jeśli kurs w najbliższych dniach przebije ostatnie szczyty, czyli poziom 156 PLN, wracam do tych akcji. W przeciwnym wypadku poczekam do odcięcia dywidendy i wówczas zobaczę, co będzie się działo.
Czy metoda jest dobra i skuteczna, tego nie wiem. Ważne jest jednak, że trzymałem się planu i z tego jestem najbardziej zadowolony. I coraz bardziej dostrzegam, że moje zagrania mają jakiś sens.
Istotne było to, że ja na każdą sytuację miałem jakieś rozwiązanie, dlatego też mimo iż trochę się zasmuciłem, że mi zyski stopniały (o ponad 5 PLN na akcji), wiem, że postąpiłem zgodnie z planem.
Wróćmy jeszcze do emocji. Nie będę ukrywał, że są różne. Np. wczoraj, podczas wzrostowej sesji zastanawiałem się, czy nie pozamykać swoich wszystkich pozycji i po prostu dać sobie z giełdą spokój. Taka myśl mi przyszła do głowy. I nie chodzi mi tutaj o to, że chciałem na szybko zrealizować zyski, a po prostu odpuścić sobie i całkowicie zająć się działalnością gospodarczą.
Przeanalizowałem tą sytuację, a potem zastanawiałem się nad inną opcją. Skoro tak długo czekałem na to, aż trafię na spółki, które będą rosły, wyrzucając wiele innych po drodze, może to jest doskonała okazja, by stopniowo angażować coraz więcej środków na giełdę?
Zaznaczam, że to nie są myśli, które wpływałyby na moje decyzje, ponieważ dla każdej otwartej pozycji mam jakiś plan, którego chcę się trzymać. Myślałem jedynie o jakiejś dalszej perspektywie, bo z jednej strony, jeśli prawdziwa hossa nadchodzi, to warto wskakiwać do tego pociągu, póki jeszcze tak szybko nie porusza się. Z drugiej strony, do szczytu ze stycznia, który potwierdziłby siłę byków jeszcze dużo brakuje i może to być ryzykowne zagranie.
I znów wracamy do emocji. Wiem, ile nerwów kosztuje granie wbrew przeciw ogólnemu sentymentowi rynku (pamiętam rok 2011, kiedy tak naprawdę zaczynałem swoją przygodę z giełdą). Traciłem wiele miesięcy na analizę, zastanawianie się, kiedy będzie ten dołek i pójdzie do góry. Jest to, nie ma co ukrywać, bardzo wyniszczające doświadczenie i o wiele bardziej stresujące, niż najtrudniejsze chwile w prowadzeniu działalności. I tutaj dochodzimy do sedna. Zastanawiałem się, czy nie lepiej rzucić w cholerę to całe inwestowanie i po prostu skupić się na tym, w czym czuję się dobry?
To jest jednak jedna strona medalu. Druga jest taka, że skoro poświęciłem naprawdę setki, jeśli nie tysiące godzin na edukację, czytanie forów, blogów, dziesiątek książek, analizy, czy jest sens z tego rezygnować?
Generalnie nie przywiązuję się za bardzo do tego co robię (przykładem był poker, w którego potrafiłem grać tysiące godzin, po czym po prostu któregoś dnia przestałem grać, bo już nie sprawiało mi to przyjemności, mimo iż wyniki nie były złe).
Tak samo zastanawiałem się nad tym blogiem. Czy jest sens prowadzić to? Ale tak spojrzałem w niektóre swoje wpisy kilka miesięcy wstecz i uznałem, że nie. To właśnie moje wpisy pozwoliły mi bardziej poznać samego siebie i dzisiaj traktuję to jako wartościowe miejsce, dzięki któremu wiele się nauczyłem i zrozumiałem.
Dlatego, w odpowiedzi na tytułowe pytanie, informuję: nie, nie rzucam tego. Jeszcze nie.

14 komentarzy:

  1. Czytelnicy odetchneli z ulga ;)

    http://zapodaj.net/images/6c82706f0368e.png

    Strategia ktora wykonales byla calkiem niezla. Poki co KGH wyglada na to ze robi powtorke z rozrywki. Po wybiciu 150 zl wrocil na 145 (dawny szczyt) i zaatakowal MA50 by po podazowej swiecy wrocic do niej i dawnego oporu 150 zl. Patrzac na RSI jeszcze sie tak nie zgrzal i mozliwe ze obecna korekta to okazja do zakupu a kolejny ruch powinien zaprowadzic kurs do 167 zl.

    Nad czym powinienes sie zastanowic to kontrakty na akcje - dzieki dzwigni x10 mozna w tak krotkim czasie jak opisales naprawde solidnie zarabiac. Minusy - rowniez mozna mocno stracic no i trzeba byc bardzo precyzyjnym w momencie wejscia i wyjscia (na takim kgh co do 1zl). Depozyt nie jest jakijs zabojczy - na 1 kontrakt kazdy moze sobie pozwolic :) - uwaga jedynie na piramidowanie pozycji i gre zbyt duza pozycja - bo to prowadzi do niefajnych efektow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, obrazka nie zobaczę - zakaz hotlinkowania na zapodaj.net...

      Co do kontraktów na akcje, temat ciekawy, niestety eMakler, z którym jestem związany, nie oferuje takiej możliwości.

      Co do gry w ogóle na kontraktach, to jasna sprawa. Trzeba po prostu sobie przeliczyć, na jaką stratę mnie stać i o ile kurs może spaść, żeby nie doprowadzić do katastrofy w portfelu :).

      Usuń
  2. spokojnie do konca czerwca przynajmniej, Kghm bedzie rósł jak i caly nasz rynek nie mocno ale w góre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz jakieś wieści od grubego w tej sprawie? :)

      Usuń
  3. http://fotoo.pl//out.php?i=557672_kgh-d.png&id=3bd5a2fed53d18d1303331323537

    Powinno dzialac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Again... "no hotlink".

      Może na bankfotek? :)

      Usuń
  4. A emakler pewnie nie daje takiej opcji bo nie masz NKK i dodatkowej darmowej umowy z DM na pochodne. Ale sa jeszcze certyfikaty na akcje (np turbo od RC) z dzwignia czy na indexy (np dzwignia x3).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż posiadam NKK, ponieważ rozważałem możliwość pogrania na kontraktach na WIG20. Niestety, pod tym względem emakler jest ubogi i tylko na WIG20 można zagrać.

      O certyfikatach muszę poczytać jeszcze. Jak tam w ogóle sprawa z płynnością wygląda?

      Usuń
    2. Płynność do kwoty 10k nie stanowi żadnego problemu bo conajmniej tyle (a i czasem więcej) zawsze stoi ze strony animatora (czyli RC). Porównałbym ją do mniej popularnych serii kontraktów typu FPGN czy FLTS jednak tragedii nie ma.

      Ten emakler to trochę porażka skoro nie pozwala na takie operacje. Jako właściciel NKK powinieneś mieć dostęp do dowolnego futa na GPW czy walutowego. Tutaj gość pisze na temat tego cuda: http://www.mbank.pl/blog/post,1122,kontrakty-na-wig20-w-emaklerze.html

      Usuń
  5. http://bankfotek.pl/view/1510673 - teraz powinno działać. Tak na marginesie nie rozumiem po co te hostingi tak zakazuja hotlinkowania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten eMakler, jak cały mBank, to jedna wielka porażka. Czasami już szkoda mi klawiatury, żeby na ich temat pisać :).

    O logice wpisu tego gościa aż żal się wypowiadać. "Tylko na WIG20, bo są najbardziej popularne". Albo to: "na FW20 są największe obroty, to znaczy, że są najbezpieczniejsze"... Żenada.

    Przyjrzę się zatem certyfikatom, bo może jest to jakiś sposób, by coś więcej zarobić.

    Hostingi zabraniają hotlinkowania, bo chcą, żeby wejść na ich stronę (i np. oglądać reklamy). To jest chyba główny powód.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fakt nie pomyślałem o tych reklamach. Szkoda - bo strasznie upierdliwe te reklamy tak na marginesie sa.
    Jesli idzie o certy - podstawa to wiedziec jakie sa zasady liczenia wartosci certyfikatu oraz w jakiej walucie jest notowany cert i w jakiej instrument. Z reguly wiec dochodzi ryzyko walutowe kursu EURPLN albo USDPLN. Jest to jednak swietny sposob na zdywersyfikowanie portfela i latwa ekspozycje na surowce, rynki zagraniczne albo tez na kontrakty. Podobnie tez mozna sobie dobrac inna dzwignie niz typowa (polecam faktory w tym przypadku). Dziś weszło trochę nowych instrumentów:
    http://www.gpw.pl/wydarzenia/?ph_tresc_glowna_start=show&ph_tresc_glowna_cmn_id=50603

    a tutaj nauka:) - http://www.gpw.pl/produkty_strukturyzowane_instrumenty

    Notowania certow mozna sledzic na zywo (i to za darmo) tutaj - (dla RC certow) - https://www.rcb.at/pl/prod-dzwigniowe/prod-dzwigniowe/przeglad-produktow/certyfikaty-faktorowe/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale nie będę publikował komentarzy z ukrytymi linkami.

      Usuń