Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

piątek, 15 listopada 2013

Ciężkie odpały

Czasami zdarza się, że na akcjach, które posiadamy następuje odpał (np. po dobrych wynikach) i kurs wzrasta o kilkanaście procent. Tak było dzisiaj w przypadku posiadanego przeze mnie Coliana, który wzrósł o blisko 19%. Takie sytuacje nie zdarzają się często, przez co do głowy przychodzą różne myśli.

Gdybym kupił akcje krótkoterminowo to pewnie już dzisiaj sprzedałbym je, zadowalając się zyskiem na poziomie 10% podczas zatrzymania się na pierwszych widełkach. Jak wiadomo jednak, podchodzę do tematu długoterminowo, więc nie zdecydowałem się na takie rozwiązanie. W efekcie kurs urósł jeszcze o kolejne ponad 8%, co przyniosło mi dodatkową dawkę optymizmu.

I co teraz?

Można przypuszczać, że po takim mocnym uderzeniu przyjdzie czas na realizację zysków i kurs osunie się pewnie o kilka procent. I na to muszę się psychicznie nastawić. Nie jest to oczywiście miłe patrzeć, jak akcje spółki lecą w dół, ale jest to naturalna kolej rzeczy. Jedyny sposób na to, by sobie ulżyć - i jest on wyjątkowo skuteczny - to wyłączenie notowań.

Tak sobie myślę, że człowiek lepiej znosi spokojne, powolne wzrosty, jak to ma miejsce np. na Amice. Tutaj o wiele mniej stresujące są wszelkich ruchy na papierze. A tak, podczas odpału, nie wiadomo, dokąd kurs dociągnie i nie wiadomo, kiedy nastąpi korekta. Na pewno jednak podczas takich dni jak dzisiaj nie warto kupować akcji, bo można sporo przepłacić. Lepiej np. poczekać, aż nastąpi realizacja zysków i kurs trochę spadnie i dopiero wtedy dokupić z myślą o średnim lub długim terminie. Taka w każdym razie jest moja taktyka.

Wracając jeszcze do akcji COL, co mnie trochę zaskoczyło, nie było dzisiaj jakiejś większej przeceny, co oznacza, że niewielu ludziom było spieszno, by zrealizować zysk. A przecież było co, bo 10, 15, 18% w ciągu paru godzin na ulicy nie leży. I tutaj pytanie: czy papier kupowały mocne ręce z nadzieją, że to jeszcze mocno wzrośnie? Faktem jest, że czwarty kwartał zapowiada się również nieźle. Czy może spekuła przysnęła podczas sesji? Bo w sumie tylko raz odnotowałem osunięcie, kiedy kurs z 3,30 PLN spadł w okolice 3,20 PLN. Ale potem dość szybko odrobił straty i wrócił do poziomów dziennego maksimum.

Myślę, że z Colianem będzie się jeszcze wiele ciekawych rzeczy działo w ciągu kolejnych kilku miesięcy.

Szefem być

Dzisiaj zapraszam czytelników do lektury mojego ostatniego postu związanego z szefowaniem w firmie. Do napisania tekstu zainspirował mnie wczorajszy program Magdy Gessler Kuchenne rewolucje.
Przyznam szczerze, że tego typu "szefowanie" jest chyba jednym z najgorszych. Zgaduję, że część z nas spotkało się na początku swojej kariery zawodowej z tego typu egzemplarzami bossów. A jeśli nie, to pozostaje się tylko cieszyć, bo nic fajnego podlegać takiemu człowiekowi.
Zapraszam do lektury artykułu Szef.

wtorek, 5 listopada 2013

Mniejsza aktywność i parę przemyśleń

Ostatnio, jak można zapewne zauważyć, na blogu wykazuję się mniejszą aktywnością. Z czego to wynika?

Tak jak pisałem jakiś czas temu, zainteresowałem się inwestowaniem długoterminowym, a co za tym idzie, można powiedzieć, że wręcz nudnym. Nie robię już zbyt wielu bezsensownych transakcji. Kupiłem, co kupiłem i trzymam sobie, od czasu do czasu powiększając wartość portfela. I wiecie co? Dobrze mi z tym. Nie czuję presji dokonywania ciągłych transakcji. Nie mam potrzeby sprzedawania np. DBC, który zyskuje już blisko 40%. Po prostu trzymam sobie te akcje, od czasu do czasu obserwuję, czy nie ma w jakichś spółkach katastrofy i czekam.

Spokojne podejście do inwestowania


Teraz nadchodzi chyba wielce oczekiwana korekta i też jakoś na mnie to specjalnie nie działa. Jeszcze z pół roku temu, może rok temu mógłbym się trochę zaniepokoić i wziąłbym to co zarobiłem i próbował przeczekać korektę i potem na nowo dokupił. Teraz jestem mądrzejszy. Po co mi to? Mam płacić bez sensu dwa razy prowizje?

foto: http://www.flickr.com/photos/aresauburnphotos/
Długoterminowe inwestowanie jest o wiele spokojniejsze i chyba bardziej zgodne z moim charakterem (przypomnę, że jestem amatorem-szachistą - właśnie zaczął mi się sezon ligowy; więc z natury mi się specjalnie nigdzie nie spieszy).

Jak można zaobserwować na giełdzie, w zasadzie teraz nie ma większych przesłanek ku temu, by nagle hossa zamieniła się w bessę lub jakąś konsolidację. Po prostu idziemy po swoje. Rynek rośnie, ludziska porzucają lokaty na rzecz ryzykowniejszych instrumentów, więc nie widzę powodu, by być poza rynkiem.

Czas na rozwój działalności i... zamknięcie konta

 
Dzięki spokojniejszemu podejściu do inwestowania, mogę skupić się bardziej na prowadzeniu działalności (szczęśliwie nie jestem już uzależniony od korporacji, co może mylnie obrazować poniższe zdjęcie). O ile dobrze pamiętam, chyba jakoś w drugim kwartale tego roku (albo i pierwszym) pisałem, że idzie ożywienie. Jako przykład wskazałem swoją firmę. I co? Ano idzie to ożywienie, co odbija się na ilości pracy. A zatem, jeśli idzie ożywienie w mojej branży, to idzie też i w innych. Ludzie więcej zarabiają, bezrobocie maleje, więcej wydajemy. I to chyba nawet widać w sklepach.
To wszystko powoduje, że na prowadzenie blogu brakuje trochę czasu. A nawet nie tyle czasu, co chęci. Po prostu są rzeczy, które mnie bardziej zajmują, a blog jest takim małym, ale sympatycznym dodatkiem. Cieszę się jednak, że zdecydowałem się na publikowanie małych podsumowań z tego, co robię na giełdzie. Dzięki temu mam jakiś przegląd tego wszystkiego, a może i uda się w jakiś sposób czytelników zainspirować do działania (na początek zachęcam do oszczędzania).

foto: http://www.flickr.com/photos/philliecasablanca/
Przy okazji, muszę się pochwalić, że po 10 latach użytkowania konta w Pekao, postanowiłem je ostatecznie zamknąć. Aż tyle lat dawałem tym darmozjadom kroić się na sporawe pieniądze (11 PLN za obsługę konta plus 5 PLN za kartę plus 1 EUR za obsługę konta walutowego). Masakra, jak sobie dzisiaj spojrzę w przeszłość. Tyle, że to było moje gigantyczne przyzwyczajenie, które trudno było wyeliminować. Wyobraźcie sobie, że te banki mają tysiące klientów-frajerów, podobnych do mnie, których kroją niemiłosiernie. A ludzie, zwłaszcza starsi, nie mają specjalnie motywacji, żeby olać ten bank (czy inne, które za prowadzenie żądają opłat) i założyć konto w jakimś darmowym.

U mnie to był problem, że musiałem wszystkich klientów poinformować o zmianie numeru konta, co było trochę niedogodne, ponieważ wielu z nich wisiało mi kasę za wiele miesięcy i musiałem cierpliwie poczekać, aż pieniądze spłyną. Ale zrobiłem to. Dzisiaj mogę z dumą powiedzieć, że jestem wolnym człowiekiem. Wolnym od Pekao. Jeszcze, żeby rodzina mnie posłuchała i też odeszła z banków-dinozaurów to byłoby w ogóle super. A tak? Tkwią w tych bankach, szukają po mieście "swoich" bankomatów, by nie zapłacić prowizji, czy też latają do okienka po pieniądze (chociaż ta ostatnia czynność to na szczęście rzadkość). Cóż, pewnych nawyków się nie zmieni.

Blogowa aktywność bez zmian


Wracając do mojej blogowej aktywności, trudno powiedzieć, czy ona się jakoś drastycznie zmieni. Nie wydaje mi się. Tak czy owak, zachęcam jednak do odwiedzin i komentarzy, bo nic tak nie motywuje do działania jak wsparcie innych.

Jak z pewnością zauważyliście, wielu blogerów finansowych trochę odpuściło sobie pisanie. Po prostu zajmują się czymś innym (zarabianiem kasy, rodziną, rozwijaniem własnych biznesów, poszukiwaniem pracy, itp.). To wszystko powoduje, że blog schodzi na dalszy plan. Podobnie jest u mnie. Niewielu z nas bowiem planuje być drugim Kominkiem (Tomkiem Tomczykiem), Appfundsem (Zbyszkiem Papińskim), czy choćby Michałem Szafrańskim, który postanowił żyć z działalności blogowej i "okołoblogowej". Zabawa w profesjonalne prowadzenie blogu (a już zwłaszcza finansowego) to ciężka harówka. Być może wielu nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, ale tak jest. Dlatego też czasami łatwiej mówić o tym, że chce się zrobić profesjonalny blog, z którego będzie się żyło, aniżeli tego dokonać. Nawiązuję tutaj do kolegi prowadzącego blog Kariera rentiera, który pozytywnie zawziął się, by stworzyć coś profesjonalnego. Kibicuję projektowi, ale przebić się przez konkurencję będzie piekielnie ciężko.

Jeśli chodzi o mój blog, tak jak pisałem, będę go prowadził na spokojnie, bez zbędnego stresu i spinania się. Chyba starzeję się już. Albo potrzebny mi jest jakiś urlop, żeby nabrać jakiejś dodatkowej energii.

piątek, 1 listopada 2013

Aktualizacja portfela

Jako że nadszedł nieubłaganie kolejny miesiąc, warto można pokusić się o małe podsumowanie zmian w portfelu. W sumie jakoś wcześniej tego nie robiłem, ale chyba jednak warto to robić, choćby po to, by za jakiś czas zobaczyć, co robiłem, jak, a także jaki to miało wpływ na portfel.
Co zatem wydarzyło się w październiku?
Zacznę od tego, że portfel akcyjny zyskuje 13,11%. Przypomnę, że na początku października portfel zyskiwał 6,67%. Można zatem powiedzieć, że wynik jest świetny.
Najlepiej spisały się w ubiegłym miesiącu akcje Dębicy (wzrost z 79,80 PLN do 95,55 PLN za sztukę). Na tej spółce zyskuję już blisko 40%.
Poprawiła się również Decora (wzrost z 11,60 PLN do 13,32 PLN). Łącznie daje to niezły zysk na poziomie 18%.
Doskonale spisuje się również PZU (wzrost o prawie 10% w ciągu miesiąca), a także Lena Lighting (wzrost o 7%).
Inne spółki radzą sobie przeciętnie, więc nie ma o czym za bardzo pisać.
Z portfela wyrzuciłem SWG (w sumie odliczając prowizje z mikroskopijnym zyskiem). Co prawda wiązałem z nią duże nadzieje, ale jednak ostatecznie postanowiłem je zamienić na inne walory (DCR, AMB i AMC), które wydają mi się nieco atrakcyjniejsze. Ciekawa sprawa jest z Amicą. ING dał rekomendację sprzedaj (posiadając dużo akcji tej spółki), po czym kurs miał tą rekomendację głęboko w poważaniu. Dopiero po kilku godzinach kurs się osunął, ale nie była to jakaś wielka wyprzedaż. Swoją drogą, jeśli idzie ożywienie, to dla mnie logiczne wydaje się, że przychody i zyski spółki będą rosły. No bo jeśli nie teraz, to kiedy? Jak bezrobocie będzie 20-procentowe? Dlatego też uważam, że nie ma najmniejszego sensu, by sprzedawać akcje tej spółki (oczywiście mówię o sobie, bo każdy z Czytelników może zrobić co zechce).
Tak jak pisałem wyżej, portfel zyskuje na dzisiaj 13,11%, ale chyba jesteśmy przed jakąś korektą, więc wcale się nie zdziwię, jeśli zysk osunie się do poziomu 8%. I będzie to doskonała okazja do kolejnych zakupów (o ile uda się wygospodarować trochę wolnej gotówki).
Co nas czeka w listopadzie? Wróżbitą nie jestem, ale myślę, że nadejdzie jakaś korekta. A potem będzie rajd św. Mikołaja?
Warto odnotować, że listopad będzie miesiącem wysypu wyników za III kwartał, więc może się naprawdę wiele wydarzyć. I być może pojedyncze spółki naprawdę odpalą, jeśli będą wyniki lepsze lub dużo lepsze od oczekiwań polskich wróżbitów, zwanych często żartobliwie analitykami.
Nasunęło mi się jeszcze pewne spostrzeżenie. Giełda jest dziwna. Wiem, wiem, nic nowego nie odkryłem.
Nie pamiętam dokładnie nazw spółek, ale była (niejednokrotnie zresztą) sytuacja, że analitycy spodziewali się jakiegoś zysku, który ostatecznie był niższy, po czym kurs akcji nurkował. W innym wypadku analitycy spodziewali się wysokiej straty, która ostatecznie była nieco niższa od oczekiwań i kurs nagle wystrzelił. Ja rozumiem, że giełda dyskontuje wszystko, ale sam fakt, że po zysku akcje spadają, a po stracie rosną pokazuje jakie to wszystko jest dziwne. Nie liczy się bowiem to, co się dzieje w spółce, tylko to, czy wyniki będą niższe lub wyższe od oczekiwań analityków.