Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Podsumowania nie będzie

Na razie powstrzymam się z pisaniem jakichś podsumowań, ponieważ brakuje mi na to fizycznie czasu. Przyjemniejsze chwile (hobby) zdominowały moje wolne godziny, dlatego też sprawy finansowe idą na jakiś czas na bok.

Zresztą wczorajszy dzień również nie zachęcił do tego, by rozgrzać klawiaturę do czerwoności. Bo i o czym? Jak wiecie, jak są spadki, to ja wyłączam notowania i czekam cierpliwie. Nie, żebym spanikował i nagle zaczął sprzedaż swoich walorów. Wszystko jest pod kontrolą, chociaż niewątpliwie portfel trochę uszczuplił się.

Jestem jednak dobrej myśli, bo dzisiejszy dzień pokazuje, że wczorajsze trzęsienie ziemi było tylko chwilowe. Miejmy nadzieję, że spokój na rynkach będzie dłuższy. Chociaż z drugiej strony, kiedy zarabia się na giełdzie? Wtedy, kiedy panuje nerwowość. Aż żal, że wczoraj nie miałem zbyt wielu wolnych środków na zakupy.

Przy okazji, jestem z góry winien swoim Czytelnikom pewne wyjaśnienie. W najbliższym czasie raz po raz będą ukazywały się na moim blogu teksty sponsorowane. Będą one oznaczone w odpowiedni sposób.

wtorek, 5 listopada 2013

Mniejsza aktywność i parę przemyśleń

Ostatnio, jak można zapewne zauważyć, na blogu wykazuję się mniejszą aktywnością. Z czego to wynika?

Tak jak pisałem jakiś czas temu, zainteresowałem się inwestowaniem długoterminowym, a co za tym idzie, można powiedzieć, że wręcz nudnym. Nie robię już zbyt wielu bezsensownych transakcji. Kupiłem, co kupiłem i trzymam sobie, od czasu do czasu powiększając wartość portfela. I wiecie co? Dobrze mi z tym. Nie czuję presji dokonywania ciągłych transakcji. Nie mam potrzeby sprzedawania np. DBC, który zyskuje już blisko 40%. Po prostu trzymam sobie te akcje, od czasu do czasu obserwuję, czy nie ma w jakichś spółkach katastrofy i czekam.

Spokojne podejście do inwestowania


Teraz nadchodzi chyba wielce oczekiwana korekta i też jakoś na mnie to specjalnie nie działa. Jeszcze z pół roku temu, może rok temu mógłbym się trochę zaniepokoić i wziąłbym to co zarobiłem i próbował przeczekać korektę i potem na nowo dokupił. Teraz jestem mądrzejszy. Po co mi to? Mam płacić bez sensu dwa razy prowizje?

foto: http://www.flickr.com/photos/aresauburnphotos/
Długoterminowe inwestowanie jest o wiele spokojniejsze i chyba bardziej zgodne z moim charakterem (przypomnę, że jestem amatorem-szachistą - właśnie zaczął mi się sezon ligowy; więc z natury mi się specjalnie nigdzie nie spieszy).

Jak można zaobserwować na giełdzie, w zasadzie teraz nie ma większych przesłanek ku temu, by nagle hossa zamieniła się w bessę lub jakąś konsolidację. Po prostu idziemy po swoje. Rynek rośnie, ludziska porzucają lokaty na rzecz ryzykowniejszych instrumentów, więc nie widzę powodu, by być poza rynkiem.

Czas na rozwój działalności i... zamknięcie konta

 
Dzięki spokojniejszemu podejściu do inwestowania, mogę skupić się bardziej na prowadzeniu działalności (szczęśliwie nie jestem już uzależniony od korporacji, co może mylnie obrazować poniższe zdjęcie). O ile dobrze pamiętam, chyba jakoś w drugim kwartale tego roku (albo i pierwszym) pisałem, że idzie ożywienie. Jako przykład wskazałem swoją firmę. I co? Ano idzie to ożywienie, co odbija się na ilości pracy. A zatem, jeśli idzie ożywienie w mojej branży, to idzie też i w innych. Ludzie więcej zarabiają, bezrobocie maleje, więcej wydajemy. I to chyba nawet widać w sklepach.
To wszystko powoduje, że na prowadzenie blogu brakuje trochę czasu. A nawet nie tyle czasu, co chęci. Po prostu są rzeczy, które mnie bardziej zajmują, a blog jest takim małym, ale sympatycznym dodatkiem. Cieszę się jednak, że zdecydowałem się na publikowanie małych podsumowań z tego, co robię na giełdzie. Dzięki temu mam jakiś przegląd tego wszystkiego, a może i uda się w jakiś sposób czytelników zainspirować do działania (na początek zachęcam do oszczędzania).

foto: http://www.flickr.com/photos/philliecasablanca/
Przy okazji, muszę się pochwalić, że po 10 latach użytkowania konta w Pekao, postanowiłem je ostatecznie zamknąć. Aż tyle lat dawałem tym darmozjadom kroić się na sporawe pieniądze (11 PLN za obsługę konta plus 5 PLN za kartę plus 1 EUR za obsługę konta walutowego). Masakra, jak sobie dzisiaj spojrzę w przeszłość. Tyle, że to było moje gigantyczne przyzwyczajenie, które trudno było wyeliminować. Wyobraźcie sobie, że te banki mają tysiące klientów-frajerów, podobnych do mnie, których kroją niemiłosiernie. A ludzie, zwłaszcza starsi, nie mają specjalnie motywacji, żeby olać ten bank (czy inne, które za prowadzenie żądają opłat) i założyć konto w jakimś darmowym.

U mnie to był problem, że musiałem wszystkich klientów poinformować o zmianie numeru konta, co było trochę niedogodne, ponieważ wielu z nich wisiało mi kasę za wiele miesięcy i musiałem cierpliwie poczekać, aż pieniądze spłyną. Ale zrobiłem to. Dzisiaj mogę z dumą powiedzieć, że jestem wolnym człowiekiem. Wolnym od Pekao. Jeszcze, żeby rodzina mnie posłuchała i też odeszła z banków-dinozaurów to byłoby w ogóle super. A tak? Tkwią w tych bankach, szukają po mieście "swoich" bankomatów, by nie zapłacić prowizji, czy też latają do okienka po pieniądze (chociaż ta ostatnia czynność to na szczęście rzadkość). Cóż, pewnych nawyków się nie zmieni.

Blogowa aktywność bez zmian


Wracając do mojej blogowej aktywności, trudno powiedzieć, czy ona się jakoś drastycznie zmieni. Nie wydaje mi się. Tak czy owak, zachęcam jednak do odwiedzin i komentarzy, bo nic tak nie motywuje do działania jak wsparcie innych.

Jak z pewnością zauważyliście, wielu blogerów finansowych trochę odpuściło sobie pisanie. Po prostu zajmują się czymś innym (zarabianiem kasy, rodziną, rozwijaniem własnych biznesów, poszukiwaniem pracy, itp.). To wszystko powoduje, że blog schodzi na dalszy plan. Podobnie jest u mnie. Niewielu z nas bowiem planuje być drugim Kominkiem (Tomkiem Tomczykiem), Appfundsem (Zbyszkiem Papińskim), czy choćby Michałem Szafrańskim, który postanowił żyć z działalności blogowej i "okołoblogowej". Zabawa w profesjonalne prowadzenie blogu (a już zwłaszcza finansowego) to ciężka harówka. Być może wielu nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, ale tak jest. Dlatego też czasami łatwiej mówić o tym, że chce się zrobić profesjonalny blog, z którego będzie się żyło, aniżeli tego dokonać. Nawiązuję tutaj do kolegi prowadzącego blog Kariera rentiera, który pozytywnie zawziął się, by stworzyć coś profesjonalnego. Kibicuję projektowi, ale przebić się przez konkurencję będzie piekielnie ciężko.

Jeśli chodzi o mój blog, tak jak pisałem, będę go prowadził na spokojnie, bez zbędnego stresu i spinania się. Chyba starzeję się już. Albo potrzebny mi jest jakiś urlop, żeby nabrać jakiejś dodatkowej energii.

środa, 3 lipca 2013

Rzucanie etatu

foto: Kris Olin
Tysiące, jeśli nie miliony osób, które pracują na etacie, często po kilka lat w jednej firmie, mają jedno marzenie. Jest to marzenie o tym, by rzucić etat i żyć po swojemu. Zadanie trudne, ale czy niemożliwe?
Są osoby, którym jest ciężko zrobić ten krok. Jest to spowodowane tym, iż rachunki same się nie zapłacą, mieszkać gdzieś trzeba, a żołądek też się o swoje dopomina. Dlatego też rzucenie etatu bez jakiejkolwiek poduszki jest zwyczajnie bez sensu.

wtorek, 11 czerwca 2013

A może to wszystko rzucić?

Inwestorami targają rozmaite emocje podczas ich drogi do niezależności, bogactwa i sławy. Wielu mówi o tym (o emocjach) otwarcie, inni zarzekają się, że wszystkie decyzje podejmują racjonalnie, a emocje pozostawiają zawsze gdzieś z boku. Bzdura.

sobota, 30 marca 2013

Blog to tylko blog

foto: gurana
Parę dni bez wpisu, a liczba wizyt jakoś drastycznie nie spadła. Dzisiaj parę słów wyjaśnień, które swoim stałym czytelnikom jestem dłużny. A może nie tyle dłużny, co po prostu chcę wyjaśnić, bo czegoś takiego, jak obowiązku wobec czytelników w blogosferze nie ma. A nie ma dlatego, że ani czytelnicy nie są mi nic winni, ani tym bardziej ja czytelnikom.

czwartek, 21 marca 2013

"Współpraca", czyli jak zostać jeleniem

Foto: zieak
Wczoraj otrzymałem maila od pewnej pani. Zresztą nie tylko ja, bowiem w liście adresatów widniała informacja "undisclosed-recipiens", co już samo przez się wygląda jak spam. No, ale pomińmy na chwilę ten fakt. Przyjrzyjmy się mailowi.

wtorek, 19 marca 2013

Kilka dni bez wpisu. Refleksje nad przyszłością

Foto: Scarleth White
Ostatnich kilka dni minęło bez mojej większej aktywności na blogu, za co oczywiście przepraszam swoich stałych Czytelników. Było to jednak związane z kilkoma czynnikami, o których piszę w dalszej części postu. Faktem jest jednak, że zastanawiałem się nad przyszłością tego miejsca.

wtorek, 5 marca 2013

Czy powinno się o tym pisać?

Można powiedzieć, że jestem człowiekiem starej daty, mimo iż najwięcej lat to nie mam. Naprawdę nie wydaje mi się, że powinno się o wszystkim mówić publicznie, zwłaszcza jeśli nie stawia to nas zbytnio w pozytywnym świetle.
Prześledźmy jeden przykład (załóżmy, że ja będą głównym bohaterem opowiadania, bo nie jest moją intencją sprawiać komuś przykrość, a jedynie zobrazować sytuację). Oczywiście opowieść jest fikcyjna.
Promuję na blogu pewien produkt, który niespecjalnie się sprzedaje. Postanawiam rozpocząć działania mające na celu zainteresowanie tematem i zwiększenie zysków, a przy okazji oglądalności bloga.
Myślę sobie, że założę sobie 15 fikcyjnych, ale profesjonalnie przygotowanych kont na jakimś forum i zaczynam coś na kształt marketingu szeptanego. Dobitnie mówiąc: gadam sam ze sobą przy użyciu 15 kont. Jeśli 15 osób wypowiada się pozytywnie na temat mojego blogu i produktu, który promuję, to jest to już liczba, która potrafi przekonać innych, a przynajmniej wzbudzić jakieś tam zainteresowanie.
Po czasie okazuje się, że moje zyski ze sprzedaży produktu wzrastają o kilkaset procent, podobnie jak oglądalność strony.
Okej, tyle opowieści. I teraz pytanie do analizy. Czy ja powinienem się chwalić tym, że założyłem kilkanaście kont na forum (lub forach), gadałem sam z sobą i dzięki temu sprzedałem dużą ilość własnych produktów?
Ja rozumiem, że działania mogłyby okazać się skuteczne, ale pytanie: w jakim świetle mnie to stawia? Niektórzy pewnie powiedzą, że jestem super gość, skoro tyle sprzedałem. Ale spójrzmy na to, jakich środków użyłem, by dokonać tej sprzedaży. Czy założenie kilkunastu kont i rozmowa z samym sobą jest czymś normalnym? Czy to nie jest zwykłe oszukiwanie innych użytkowników?
Myślę, że nawet gdybym takie środki wykorzystał, by wypromować swój produkt, to raczej nigdy bym się tym nie pochwalił. Głupio byłoby mi przed czytelnikami. Poza tym nie zarzynałbym kury znoszącej złote jaja i po prostu pewnie dalej bym z tego korzystał. A tak? Wszyscy już o tym wiedzą i teraz będzie o wiele łatwiej wychwycić podstawionych użytkowników od naturalnych.
Ciekaw jestem, jak Wy się na to zapatrujecie. Czy zgadzacie się z tezą, że "zysk powinno się osiągać ponad wszystko"?

poniedziałek, 4 marca 2013

I po konkursie. Czas na nowe wyzwania związane z blogiem

Zakończył się konkurs na blog o oszczędzaniu, którego organizatorem była Mennica Wrocławska. Dzięki zaangażowaniu moich Czytelników udało mi się zająć miejsce w pierwszej dziesiątce, co zaowocowało wyróżnieniem i sympatyczną nagrodą.
Chciałbym przy tej okazji podziękować wszystkim, którym chciało się kliknąć w przycisk widniejący obok nazwy mojego blogu na stronie konkursowej. Jest to dla mnie dowód sympatii. Powiem szczerze, że każdy Wasz głos to kilka sekund poświęconych mojej skromnej osobie. Jest to naprawdę budujące, zwłaszcza, że nikt z Was nic z tego nie miał, że na mnie zagłosował. No, ale Wasze głosy są dla mnie naprawdę dużym motorem do tego, by bawić się w prowadzenie tego blogu. Tak jak wspominałem kiedyś, nie walka o nagrody była dla mnie ważna (dlatego między innymi nie upominałem się o głosy w co drugim wpisie), a po prostu możliwość pokazania się szerszemu gronu ze swoim blogiem. A głosy? Jak ktoś chciał, to zagłosował. Wychodzę z założenia, że żebranie o głosy, lajki na FB, nadmierne zachęcanie do subskrypcji blogu bądź dodanie go do obserwowanych są zwyczajnie bez sensu. Nigdy nie lubiłem się o cokolwiek nikogo prosić i tak pewnie pozostanie.
Nie ukrywam, że jeśli chodzi o mój blog, w najbliższym czasie chciałbym trochę rozszerzyć trochę tematykę, którą poruszam (a jest to obecnie biznes, oszczędzanie, inwestowanie i parę innych zbliżonych tematów). Jest jeszcze szereg innych rzeczy, które mnie interesują. Nie chciałbym tworzyć (przynajmniej w tej chwili) kolejnych blogów, więc jest prawdopodobieństwo, że wszelkie nowinki pojawią się one tutaj.
Jest też jeszcze jedna możliwość. Po prostu ten blog przestanie być aktualizowany, a zajmę się moją pisaniną w trochę inny sposób i w innym miejscu. Zobaczymy jednak, jak to będzie, bo pomysłów mam sporo, a jedynie brak czasu blokuje mój rozwój.
Wracając jednak jeszcze do konkursu, było wokół niego sporo kontrowersji, które pewnie zrodziły się dlatego, że rozbieżność pomiędzy wartością pierwszej nagrody a pozostałymi była bardzo duża. To spowodowało, że wiele osób zarzucało sobie nieczystą grę. Czy tak było, nie wiem, nie do mnie należy stwierdzenie czystości gry. Faktem jest jednak, że każdy jest mądrzejszy po zaistnieniu pewnego faktu. Tak więc spodziewam się, że również i Mennica Wrocławska, w kolejnej edycji z pewnością trochę zmieni zasady zabawy.

piątek, 22 lutego 2013

Absurd dnia

W sumie ta notka powinna się znaleźć na moim blogu Firma MIKRO, ale postanowiłem, że podzielę się wpisem w tym miejscu, bo temat ciekawy.
Współpracuję sobie z firmą, z którą termin płatności miałem ustalony na 45 dni. Ci, którzy bawią się we freelancerkę, wiedzą o co chodzi i właściwie nie jest to nic nadzwyczajnego. Jakiś czas temu firma postanowiła zmienić zasady współpracy z firmami zewnętrznymi i dała do podpisania aneks, w którym stoi jak byk: termin 30 dni od dnia wystawienia faktury. No trudno, nie będę narzekał, skoro chcą płacić szybciej, to tylko przyklasnąć takiej idei. Jest jednak pewien szkopuł. Firma wisi mi za fakturę wystawioną 31 grudnia, choć już praktycznie kończy się nam luty.
I tak oto widzimy, w jakim pokręconym kraju żyjemy. Dodam jeszcze, że podatki za grudniową fakturę musiałem sumiennie Urzędowi Skarbowemu przynieść w zębach. Nie ma lipy, chciałoby się rzec.
Przy okazji zachęcam do lektury mojego wpisu o trudach prowadzenia działalności, zatrudnianiu ludzi i o chęci przeniesienia firmy do raju podatkowego. Wszelkie konstruktywne komentarze oczywiście są mile widziane.

piątek, 15 lutego 2013

Trochę statystyk, przemyśleń i analiz

Jak to przy piątku, żeby się nie denerwować, choć nie jest to łatwe, bo dzisiaj w ciągu godziny w moim biurze aż trzy osoby zostały zaspamowane telefonami z banków, postanowiłem się pokusić o parę statystyk dotyczących mojego blogu.
Powiem tak. Jest coraz lepiej. Wasze odwiedziny sprawiają mi dużo radości i motywują do dalszej zabawy w prowadzenie blogu (bo trudno to nazwać inaczej niż zabawą).
Jak zapewne wiecie, na moim blogu dominują tematy dotyczące oszczędzania, inwestowania, biznesu na wsi oraz prowadzenia firmy. Od czasu do czasu pojawia się jakiś wywiad lub cytuję kogoś, kto jest związany z jakimiś instytucjami finansowymi i chce się swoim komentarzem podzielić z czytelnikami Blogu Kupowanie. Czasami zdarzają się teksty, w których przedstawiam swoje żale na panującą w naszym kraju beznadzieję, bądź też krytykuję bezwzględnie Allegro, jak w jednym z moich wcześniejszych wpisów. Ot, piszę to, co mnie w danej chwili interesuje, trapi, smuci czy raduje. I poniekąd cieszę się ze swobody działania, bo nikt mi niczego nie narzuca.
Jeśli chodzi o liczby, to w okresie od 15 stycznia do 14 lutego mój blog został odwiedzony przez 2362 unikalnych użytkowników (4506 odwiedzin). Jest to naprawdę piękny wynik, za który dziękuję wszystkim odwiedzającym. Pracuję nad tym, by moje teksty były ciekawsze i bardziej popularne w sieci, więc głęboko wierzę, że te liczby wkrótce będą wyższe.
Najczęściej trafiacie do mnie z czytników RSS, następnie z wyszukiwarki google, bezpośrednio wpisujecie adres, z twittera, ze strony oszczędzanie.mennicawroclawska.pl oraz blogu Money after hours. W dalszej kolejności jest blogger, Blog Polak can i Polak can dwa, które to podbiły polską blogosferę, jeśli chodzi o tematykę oszczędzania w bankach czy inwestowania pieniędzy w obligacje. Sporo wizyt notuję z katalogu blogifinansowe.blogspot.com, facebooka, katalogu polskie-blogi-finansowe.blogspot.com czy blogu Harmonogram milionera.
Z jakich krajów wpadacie? Dominuje nasz kraj, wiadomo. Potem w kolejce jest Hiszpania, Wielka Brytania, Niemcy, Szwajcaria, Szwecja, USA, Francja, Finlandia i Irlandia.
Co Was najbardziej interesuje? Nie zgadniecie. Oczywiście, mój portfel. A to ciekawscy Czytelnicy, chciałoby się rzec. Na drugim miejscu jest mój wirtualny portfel. Dużym zainteresowaniem cieszył się tekst sprzed ponad pół roku Jaki biznes na wsi? Świadczy to najlepiej o tym, że wielu ludzi, którzy mieszkają na wsi, szukają rozwiązań na to, by polepszyć swoje życie. Był też tekst o stooq, który zrobił psikusa swoim użytkownikom, a także tekst o mojej lokacie w Idea Banku, która to dobiegła końca. Mnóstwo wejść zanotował tekścik o TPS, a dokładnie o tym, co ulica mówi na temat tej spółki. Nic dziwnego w sumie, patrząc na to, co się działo na akcjach tegoż, jak by nie patrzeć, monopolisty.
Co mnie osobiście niezmiernie cieszy, to średnio na blogu spędzacie 2:46 min. Super. Dzięki serdeczne za to!
Czy jest jeszcze coś, o czym warto wspomnieć? W zasadzie statystyk przytaczać można wiele, ale najważniejsze, że jest postęp. W ostatnim czasie pojawia się więcej komentarzy. Raduję się z tego powodu niezmiernie, ponieważ jest to przyjemne uczucie, gdy jakiś temat wywołuje potrzebę dyskusji wśród użytkowników. Zwłaszcza, jeśli komentarze są merytoryczne i pozbawione zbędnej agresji i, co ważne, nie są reklamami, które mnie strasznie irytują.

środa, 13 lutego 2013

Samcik się dziwi, że w mailingach kłamią

Od czasu do czasu zdarza mi się zajrzeć na blog Macieja Samcika. Robię to jednak rzadko, ponieważ on pisze długie teksty, a ja jakoś nie przepadam za zbyt długimi wywodami, które można byłoby zmieścić w o połowę krótszym tekście. Inna sprawa, że on w swoich postach bardziej koncentruje się na sobie (niczym Kuba Wojewódzki) niż na problemie, którym się zajmuje.
Dzisiaj pojawił się u niego tekst, w którym to dziwi się chłopina, że reklamy otrzymywane mailingiem nie mówią prawdy. W sumie ja już wielokrotnie na to zwracałem uwagę, ale nie dlatego, że mnie to dziwi, ale żeby raczej ostrzec innych i zaprezentować absurdy kompromitujące te firmy.
Tymczasem rzeczony redaktor GW wybrał się do doradcy Expandera, żeby dowiedzieć się, dlaczego kłamią. I co? Nic w sumie nie wynikło z tego z tej jego podróży do tego eksperta od finansów. Jedyny wniosek, jaki udało mi się wyciągnąć, to "bo tak".
Śmieci, które dostajemy na maila są nic niewartymi odpadami, którymi nie warto zawracać sobie głowy. Sam jeszcze się zastanawiam, po co oni tyle forsy wydają na tego typu reklamy, których i tak nikt nie czyta. No, może poza Maciejem Samcikiem. Ja jak widzę w nagłówku HomeBroker, TaxCare, IdeaBank czy inne Expandery, to pierwszą czynność, którą wykonuję, to zaznaczam i przenoszę je do kosza. Już nawet nie analizuję, czy oferta ciekawa, czy nieciekawa. No chyba, że widzę jakiś totalny absurd, to się nim dzielę. Ale mnie to już nie dziwi.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Meritum Bank ze swoim blogiem. Dlaczego jestem na nie?

Meritum Bank zdecydował się wyjść z nową inicjatywą i założył sobie blog o oszczędzaniu. Ma to być miejsce, w którym bank będzie mówił ludziom jak i gdzie mają oszczędzać. Oficjalna premiera blogu ma nastąpić jutro.
Osobiście jestem sceptycznie nastawiony do tego typu inicjatyw. I postaram się uzasadnić, dlaczego tak uważam.
W sumie wpis nigdy by nie powstał, gdyby nie fakt, że na mojego maila dotarła wiadomość z informacją o nowej inicjatywie banku (de facto nie wysłana przez Bank, lecz przez agencję od public relations). Skoro taki pomysł się pojawił (kontaktu z blogerami), to z pewnością bankowcom zależało na recenzji. No to zdecydowałem się poświęcić swój czas i coś napisać.
Jak wspomniałem, jestem "na nie". Życie nauczyło mnie, by nie ufać bankom. I to zaufanie maleje z każdym miesiącem. A jeśli w ich ofertach pojawiają się gwiazdki, to tym bardziej moja czujność jest wzmożona.
Kolejna kwestia, banki raczej nie budzą najwyższego zaufania, jeśli chodzi o prezentowanie swoich ofert. Każdy bank ma "najlepszą" ofertę na swój sposób. Klasycznym przykładem jest BGŻ Optima, który to porównywał się tylko z bankami z gorszymi ofertami. Te lepsze przemilczał, przez co zyskał wiele minusów wśród potencjalnych klientów.
Odnoszę wrażenie również, że Meritum Bank ze swoją inicjatywą wyszedł za późno. Po kilku obniżkach stóp procentowych przez RPP dostało się też lokatom i kontom oszczędnościowym. O ile jeszcze kilka miesięcy temu oferta banku była dość konkurencyjna, to teraz ona już jest bardzo przeciętna. Aktywnych oszczędzających skłonnych do ryzyka może to nie zainteresować. Oszczędzanie staje się powoli nieatrakcyjne. Zwłaszcza dla tych aktywniejszych, którzy nie chcą tylko ścigać się (i przegrywać) z inflacją.
Na co jeszcze zwracam uwagę, bank będzie na siłę na blogu prezentował swoje "najlepsze" oferty, co również nie wpływa na wiarygodność tekstów.
Co jeszcze godne odnotowania, to fakt, że blog, jak dla mnie, jest trochę nieczytelny. Mimo iż ładny wizualnie, to nieczytelny.
Autorami wpisów są kierownicy różnych szczebli w tym banku. Trudno mi powiedzieć, czy to jest plusem, czy minusem.
Tak czy siak, jestem na nie, dlatego też nawet nie podaję adresu blogu. Kto chce, jutro sobie wyszpera albo zgadnie adres (co nie jest trudne).

czwartek, 31 stycznia 2013

Konkurs Mennicy Wrocławskiej na najlepszy blog o oszczędzaniu

Zdecydowałem się wziąć udział w konkursie na najlepszy blog o oszczędzaniu, który to jest organizowany przez Mennicę Wrocławską.
Podjąłem taką decyzję, ponieważ mój blog istnieje już kilka lat w sieci i udało mi się stworzyć parę w miarę wartościowych tekstów, które mogą pomóc początkującym w podjęciu decyzji o oszczędzaniu i marzeniu o niezależności. W wolnej chwili spróbuję wyszperać te najbardziej cenne i je jakoś wyróżnić lub przypomnieć.
Jeśli ktokolwiek z Czytelników zechce pobawić się we wsparcie dla mojego blogu, zachęcam do głosowania (banner, który przeniesie Was na stronę głosowania jest po prawej stronie). Nikogo nie nakłaniam, nikogo nie przymuszam. To Wasza suwerenna decyzja.
Dla mnie najważniejsza jest możliwość pokazania się szerszemu gronu. A takową możliwość daje ten konkurs. Osobiście jakichś większych nadziei sobie nie robię, ponieważ - tak jak w decyzjach inwestycyjnych - zachowuję bardzo umiarkowany optymizm.

piątek, 11 stycznia 2013

Skąd przybywacie? Małe podsumowanie

Czasami warto pokusić się o małe podsumowanie. Dzisiaj postanowiłem rzucić okiem w statystyki, by dowiedzieć się co nieco o swoich odbiorcach.
Najbardziej interesowały mnie źródła odwiedzin. Okazuje się, że najwięcej wejść mam z wyszukiwarki google. W dalszej kolejności są to blogifinansowe.blogspot.com, twitter (niestety nie jestem w stanie sprawdzić dokładnie kto i gdzie wstawia linki), moneyafterhours.blogspot.com, longterm.pl, facebook, generator finansowy, polskie blogi finansowe.
Jak wynika z powyższych danych, przypadkowych wejść jest stosunkowo niewiele. Źródła wskazują na to, że ludzie są zainteresowani tematyką tutaj zamieszczaną. Jest też bardzo wielu powracających, co mnie bardzo cieszy.
Jeśli chodzi o poszukiwania, to hitem tego miesiąca są teksty o stooq.pl, które to trochę zaczęło pogrywać ze swoimi odbiorcami. Dużo osób weszło też tutaj w poszukiwaniu informacji na temat biznesu na wsi (kilka tekstów na ten temat umieściłem). Temat ten zamierzam również kontynuować, ponieważ udało mi się znaleźć kilka ciekawych pomysłów, które mogą okazać się przydatne mieszkańcom wsi.
Gdyby spojrzeć na kraje, z których wchodzicie, to prym wiedzie Polska, co oczywiste. Na drugim miejscu plasują się Niemcy, a potem są: USA, Wielka Brytania, Francja, Rosja, Ukraina, Finlandia, Hiszpania i Izrael. Co ciekawe, mniej wejść jest ze Skandynawii, która znajduje się zawsze w czołówce, a także krajów Beneluksu czy Austrii. Być może jest to spowodowane faktem, że przez prawie miesiąc byłe nieaktywny i niektórzy pozapominali o moim blogu.
Z ciekawostek, największym zainteresowaniem cieszył się ten post, a następnie ten, ten i ten.

środa, 5 grudnia 2012

Praca najważniejsza

O ile nie obracamy milionami, najważniejsza dla nas jest nasza praca. Jest to źródło dochodów, które należy pielęgnować i dbać o to, by nie wyschło. I nie ma znaczenia, czy jest to etat, własna działalność czy też sprzedaż butelek. Jeśli pozwala nam to na zarobki i stanowi największe źródło przychodów trzeba o to dbać.
A dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, by jakoś się wytłumaczyć z tego, że niewiele piszę na blogu, a także nie dokonuję żadnych ruchów w swoim portfelu.
Jest to spowodowane faktem, że dość mocno zaangażowałem się w moją pracę, dlatego też blog i inwestycje zeszły na boczny tor.
Żeby jednak nie być nie w porządku wobec swoich bezcennych Czytelników (dziękuję Wam, że jesteście), po prostu poczułem się w obowiązku, by coś napisać. Bo bycie ignorowanym nie jest uczuciem przyjemnym, a taki wniosek można wyciągnąć, jak ktoś po prostu nagle zapomina o grupie swoich czytelników i nagle przestaje pisać. Bez słowa wyjaśnienia, pożegnania, itp.
Zdaję sobie sprawę, że jeśli chodzi o inwestycje, być może omija mnie rajd św. Mikołaja i duże zyski, ale cóż począć? W pracy zarobię więcej niż poświęcając swój czas na analizy i kupno czegoś, co nie jest mi w stanie zagwarantować zysku.
I tutaj pojawia się ważna rzecz: efektywne wykorzystanie czasu. Trzeba umieć szanować swój czas. Jeśli coś zajmuje nam dużo czasu, a nie przynosi efektu (jak ostatnie miesiące na giełdzie), to po co tyle go poświęcać na nią? Lepiej się skupić na tym, co przynosi większe pieniądze.
Teksty na blogu wkrótce zaczną się pojawiać regularniej, ale muszę trochę czasu znaleźć na przyjemności, bo do takowych zaliczam pisanie tutaj. A tego, niestety, mi brakuje. Tak czy owak, blog cały czas żyje, tylko niestety, swoim życiem.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Skąd przybywacie, czego szukacie?

Mój blog notuje ogromną liczbę wizyt z wyszukiwarek (co mnie osobiście bardzo cieszy, ponieważ wizyty z wyszukiwarek to nowi gości. Nie zmienia to jednak faktu, że stałym czytelnikom też dziękuję za poświęcony czas.). Często ludzie wpisują w wyszukiwarki różne słowa, które niekoniecznie są związane z podejmowaną przeze mnie tematyką, a i tak są kierowani tutaj.
Przykładem jest choćby "dinozaury do kupowania". Owe dinozaury do kupowania skierowały do mojego postu, w którym pisałem o bankach-dinozaurach, czyli np. Pekao, BZ WBK i innych takich. Cóż "dinozaur" plus "kupowanie" daje linka do mojego bloga. A skąd zdobyć "dinozaura do kupowania"? Polecam sklepy z zabawkami. Ostatnio takie dinozaury widziałem w Pepco, ale są one też dostępne w innych miejscach, jak choćby w supermarketach.
Są oczywiście rzeczowe pytania, choć nieco banalne, jak choćby "czy da się żyć z procentów". Odpowiadam: tak, da się. Jeśli mamy z pół miliona złotych na koncie, możemy już myśleć o skromniejszym życiu z odsetek. A jak mamy powyżej miliona to już możemy w miarę normalnie żyć.
Kolejne pytanie: jak się zmusić do oszczędzania? I tutaj myślę, że szukający odpowiedzi na to pytanie znalazł właściwą drogę, bo dość szeroko na ten temat pisałem w jednym z postów. Konieczna jest mobilizacja i silna chęć osiągnięcia sukcesu. Jak już to będzie, powinniśmy zauważyć, że pieniędzy na koncie oszczędnościowym nam przybywa.
Po co w ogóle oszczędzać? To kolejne pytanie, które skierowało kogoś do mnie. Były już pewne rozważania na ten temat. Oszczędzajmy, ale zanim to zrobimy, spróbujmy jakiś cel określić. Wówczas jest większa motywacja, bo ciułać te nasze złotówki.
Sporo wejść notuję na frazę "jaki biznes na wsi". Widać, że jest sporo osób mieszkających w mniejszych miejscowościach, które szukają sposobu na życie. Ten temat jest ciągle nowy dla mnie, ale mam nadzieję, że od czasu do czasu będę tutaj publikował jakieś ciekawe materiały na ten temat (nie tylko o szansach, ale i zagrożeniach związanych z biznesem na wsi).

piątek, 12 października 2012

Konkurs na Racjonalnym Oszczędzaniu

Jeden z najciekawszych blogów poświęconych tematyce szeroko rozumianego oszczędzania (Racjonalne Oszczędzanie) organizuje konkurs poświęcony tematyce oszczędzania. W puli nagród są trzy interesujące książki. Szczegóły konkursu można znaleźć klikając na ten link.
Blog (nieskromnie powiem, że jeden z moich ulubionych) Racjonalne Oszczędzanie, który jest również partnerem mojego blogu, należy do najpoczytniejszych stron wśród tych związanych z interesującą nas tematyką. Dzięki częstej aktualizacji, różnorodnej tematyce i dużej wiedzy autora, a także rozmowom z czytelnikami w komentarzach zyskał setki odwiedzających. Autor w ciekawy i praktyczny sposób opisuje swoje doświadczenia związane z oszczędzaniem pieniędzy, dzięki czemu osoby, które trafiają na ten blog mogą znaleźć coś dla siebie.
To jednak nie jedyna działalność autora. Prowadzi on jeszcze kilka innych ciekawych i przydatnych blogów. Szczegóły można znaleźć pod wyżej wymienionym linkiem.

poniedziałek, 3 września 2012

Ładniejsze kreski mówią prawdę?

W internecie aż roi się od specjalistów od analizy technicznej. Na jej podstawie mówią o przyszłości. Czy słusznie?
Ostatnio miałem okazję oglądać jakiś program na TVN CNBC, w którym jakaś uczelnia zrobiła test, w którym studenci losowo wytypowali spółki (poprzez rzucanie rzutkami). Wyniki porównano z analitykami i okazało się, że to studenci osiągnęli lepszy wynik.
Być może przy drugim, trzecim, czy dziesiątym razie rację mieliby sowicie wynagradzani analitycy finansowi. Nie o to jednak chodzi. Po prostu ci wszyscy ludzie, którzy oceniają sytuację na rynkach (często poprzez analizę techniczną) mówią o przeszłości, która wcale nie musi (i najczęściej tak jest) sprawdzić się w przyszłości.
To samo jest z blogerami i na forach. Są fachowcy, którzy naprawdę ładnie rysują, ale potem, gdy przychodzi czas na weryfikację, okazuje się, że nie mieli racji. Być może prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia było większe niż 50%, ale trudno to ocenić. Równie dobrze, może to być 45%.
Nie ukrywam, że często sam podejmuję decyzję w oparciu o swoje proste kreski, ale nie wróżę przyszłości, a tym bardziej nie przekonuję innych, że tak musi być.
Dlatego też czasami niepokoi mnie skrajnie bycza lub niedźwiedzia postawa niektórych osób. Nic nie jest ani czarne, ani też białe. Niczego nie można przewidzieć, a już na pewno nie na rok z góry.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ano dlatego, że uważam, iż przekonywanie do swoich racji przez jedną ze stron jest bez sensu. Po prostu, ktoś pisze swoją analizę, a ja mogę się z nią zgodzić lub nie. Jeśli jednak ja się nie zgadzam, a ktoś mi mówi, że on ma rację, a ja nie, bo np. za krótko jestem na giełdzie bądź też gram na innych instrumentach niż na tych, które oceniam, to jest to trochę pozbawione sensu, bo co z tego, że ktoś jest dłużej na rynku? Czy to oznacza, że nagle nauczył się przewidywać przyszłość? Tak samo ocena teoretyczna danego instrumentu. Jeśli ktoś nie gra na nim, a tylko analizuje, to można sobie daną osobę odpowiednio ocenić (np. że jest teoretykiem i boi się postawić swoich pieniędzy na to, co ocenia), ale nie można jej narzucać swojego punktu widzenia.