Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 28 lutego 2013

Jak nam wciskają kit, czyli moje spostrzeżenia o lokatach

O tym, że lokaty są coraz niżej oprocentowane, nikogo informować nie trzeba. Jest źle. Tymczasem zewsząd próbuje nam się wciskać kit, że nie jest tak źle.
Mówi się, że inflacja jest niższa niż w ubiegłym roku, a poziom lokat nie spadł tak drastycznie w porównaniu do inflacji, czyli de facto zarabiając mniej, zarabiamy więcej. I tak oto, szaremu obywatelowi robi się wodę z mózgu i wciska bajki, które aż żal słuchać.
Od zawsze wiadomo, że inflacja teoretyczna a inflacja rzeczywista to dwie odmienne rzeczy. I jeśli ktoś mi mówi, że inflacja wynosi 3%, to pozostaje mi go zwyczajnie wyśmiać.
Kolejny kit wciska nam dyrektor zarządzający BGŻ Optima, Piotr Grzybczak, który na stronie banku twierdzi między innymi "Niezależnie od sytuacji rynkowej pragnę zapewnić, że Konto Oszczędnościowe BGŻOptima pozostanie jednym z najbardziej atrakcyjnych produktów tego typu pod względem uzyskiwanych zysków". Na dowód swoich mądrości odsyła nas do porównywarki oprocentowania z ich strony, która to... prezentuje oferty banków klientów, którzy mają powiązane konta z BGŻ Optima.
Przecież to jest absurd nad absurdami. BGŻ Optima porównuje się z bankami, z których klienci uciekają ze swoimi oszczędnościami! Trudno znaleźć głupsze porównanie. Podpowiem dyrektorowi zarządzającemu BGŻ Optima: skoro do Was uciekają, to przecież wiadomą sprawą jest, że jesteście lepsi od tych najsłabszych, bo w innym wypadku nie zakładaliby u Was konta. Z tym, że w większości są to banki-dinozaury, którym nigdy nie zależało na depozytach klientów i porównanie z nimi jest zwyczajnie śmieszne. I tutaj nie trzeba być doktorem ekonomii, żeby to stwierdzić. Pytanie tylko, po co się porównywać do najsłabszych i z klientów (potencjalnych) robić idiotów? Spójrzmy na taki SK Bank. Wyskoczył z piękną, jak na tą chwilę, ofertą jak Filip z Konopi i nie musiał się porównywać do innych banków i wstawiać kompromitujących porównywarek. Po prostu dobra oferta sprzedała się sama (i chyba po części przerosła oczekiwania szefostwa tego banku).
Dyrektorze Piotrze Grzybczaku, nie idźcie tą drogą, chciałoby się powiedzieć.
No, ale trzeba powiedzieć jedno, BGŻ Optima, niczym papier toaletowy, rozwija się. Ostatnio, po wielu miesiącach usunęli błąd z smsów z kodem (zniknęła kropka po skrócie nr). A więc bądźmy dobrej myśli i pełni nadziei. Wszystko co dobre, rodzi się w bólu (nasz prezydent pewnie inaczej by to napisał, ale już nie chcę być nadmiernie uszczypliwy).
Powiedzmy sobie szczerze, jest wiele banków z lepszymi lokatami czy kontami oszczędnościowymi niż BGŻ Optima. Nie będę tutaj przedstawiał listy, bo każdy może je sobie odszukać. Zresztą koledzy blogerzy od lokat pilotują temat.
A do osób, które chcą założyć lokaty: nie ufajcie temu, co widać w reklamach lub mówią Wam doradcy. Lepiej sprawdzić temat samemu lub po prostu zaglądać na nasze blogi, które piszemy właśnie dla Was. To właśnie na tych blogach często oferty są rozebrane na czynniki pierwsze i żaden haczyk nie ujdzie naszej uwadze. Sam osobiście nie zajmuję się szczegółową analizą nowych lokat, ale na absurdalne rzeczy nie mogę patrzeć i chętnie je wytykam.

Dwa zakupy

Wczoraj i dzisiaj dokonałem kolejnych dwóch transakcji: dokupiłem akcji RLP i ATR.
Z tego co widzę, postawiłem na "właściwe konie" i kursy obu spółek dość ładnie rosną, dlatego uznałem, że dobrym pomysłem jest zwiększenie swojego zaangażowania w obie spółki.
Więcej szczegółów o moim portfelu dostępnych jest tutaj.

środa, 27 lutego 2013

Utrzymanie pozycji. Problemy moje i innych

Początkowy inwestor (spekulant) spotyka się najczęściej z problemem polegającym na tym, że ciężko mu utrzymać wygrywającą pozycję. Widząc zysk chcemy najczęściej zamknąć pozycję, żeby z papierowych pieniędzy stały się one realne. Sam wielokrotnie miałem z tym problemy na początku swojej przygody z giełdą.
Dzisiaj, mimo iż moje doświadczenie nie jest jakieś specjalnie bogate, trochę inaczej na to patrzę. Zielony portfel na money.pl na pewno poprawia samopoczucie i podnosi wiarę we własne umiejętności, ale już nie powoduje tego, że chcę się zadowolić jakimś mikro zyskiem. Powiedziałem sobie, że zamierzam utrzymać dyscyplinę i tego nie zmienię.
Kiedyś wspominałem (albo i nie), że mój stosunek do pieniędzy jest trochę inny niż większości osób. Ja po prostu potrafię pogodzić się z ich stratą. Jak mam jakieś koszty lub wydatki do poniesienia, to po prostu je ponoszę i tyle (czy to w działalności gospodarczej, czy w życiu, czy na giełdzie). Ja po prostu rozumiem, że nie ma nic za darmo i za wszystko trzeba płacić. I tak jest w przypadku giełdy. Jeśli popełniam błąd, to wiem, że muszę za niego zapłacić. A jeśli chcę tkwić w błędzie i nie chcę się niczego nauczyć, to cena jest wyższa (powiększająca się strata na danej akcji). Sęk w tym, żeby uczyć się szybciej, bo wówczas nas to mniej kosztuje. Niby prosta sprawa, ale jakże trudna do realizacji.
Wróćmy do pozycji. Jeśli mamy jakiś plan to starajmy się go trzymać. Jeśli pozycja wygrywa, to po co ją zamykać? Niech idzie dalej. Można jedynie przesuwać poziomy SL coraz wyżej i wyżej.
Weźmy też pod uwagę fakt, że często (śmiem twierdzić nawet, że zawsze) jest tak, iż mamy więcej zagrań przegrywających niż wygrywających. I na tym to polega, żeby jednym zagraniem wygrywającym (np. zysk 25%) pokryć trzy zagrania nieudane (np. strata 3x5%). A co by mi dało, gdybym zamknął teraz pozycję przy zysku 5%?
Pomijając procenty, myślę, że naszym błędem jest też to, że patrzymy za bardzo na kwoty. Mając np. akcje za 10 000 i zysk 5% mamy około 500 PLN zysku. I patrzymy na te 500 PLN i sobie myślimy "kurcze, przecież to jest np. tydzień mojej pracy. Lepiej zamknąć pozycję i mieć spokój. Lepszy wróbel w garści niż...". W zasadzie różne rzeczy mogą nam wówczas przychodzić do głowy. I to jest najprostszy sposób, aby odejść od naszych założeń i w zasadzie skazać się na ciągłe porażki.
Nie chciałbym tutaj za dużo moralizować (są inni blogerzy, których głównym celem jest wymądrzanie się na blogu), bo i ja takie błędy popełniam. Gdybym ich nie popełniał, nie pisałbym o tym, ponieważ nie lubię pisać o rzeczach, które mnie nie dotyczą albo którymi nie jestem zainteresowany. Tak samo nie lubię teoretyzowania. Jesteś dobrym spekulantem? Udowodnij to swoimi pieniędzmi, a nie wykresami. To moje motto.
Wypadałoby jakoś spuentować ten wpis. A zatem pamiętajmy o jednym: łatwiej otworzyć pozycję, niż ją zamknąć. Bo otworzyć można zawsze i najwyżej wylecieć na SL. Ale zamknąć ją samemu i w idealnym miejscu jest piekielnie trudno i jest to w zasadzie niemożliwe. Dlatego też warto patrzeć na wykres i na jego podstawie zdecydować, czy pozycja wymaga zamknięcia czy nie.

wtorek, 26 lutego 2013

Stooq działa z włączonym adblockiem

Ci, którzy korzystają z portalu stooq.pl i mieli wyłączonego adblocka, pewnie niejednokrotnie przeklinali tą stronę. Nic dziwnego, irytujące reklamy, które zasłaniały 1/3 strony przy każdym jej przeładowaniu potrafiły zepsuć humor.
Jakiś czas temu informowałem, że stooq.pl zmusiło swoich odbiorców do wyłączenia adblocka (na wszystkich stronach, nie tylko na ich!). Dzisiaj postanowiłem sprawdzić, czy ktoś tam poszedł po rozum do głowy i okazało się, że chyba tak. Nie zapeszając, można włączyć adblocka i zacząć normalnie korzystać z zasobów tej strony.
Ja nadal nie rozumiem, po co im były te irytujące reklamy? Chyba jedynie liczyli na to, że ktoś przypadkiem kliknie podczas próby jej zamknięcia (jak mi się to czasem zdarzało). No bo nie sądzę, że nagle pojawiło się zainteresowanie telefonami Samsung.
Pytanie, czy nie lepiej mniej zarobić, ale uczciwiej? Tzn. bez liczenia na przypadek, że ktoś kliknie w reklamę? Jeśli już te reklamy mają być, to niechaj będą, ale nie takie inwazyjne.
A może sami podczas korzystania ze swojej strony zauważyli, że jest to bardzo irytujące i stąd ta decyzja? 
Trzecia opcja jest taka, że po prostu wielu użytkowników przeniosło się w inne miejsca, by śledzić notowania i inne statystyki.
Tak czy siak, cieszmy się normalnością, bo nie wiemy, kiedy twórcy tego portalu wpadną na kolejny "genialny" pomysł.

Dorzuciłem do portfela parę akcji ATR

Wczorajszy dość dobry dzień na rynku akcji pozwolił mi powziąć decyzję o dokupieniu kolejnego pakietu do swojego portfela.
Jak wspomniałem, zainteresowałem się akcjami ATR. Wczorajszy dzień dał ponad 2-procentowy zysk, co pokazało, że podjąłem właściwą decyzję. Dlatego też dzisiaj postanowiłem ponownie wybrać się na zakupy i zasilić swój portfel paroma dodatkowymi akcjami tej spółki.
Smutne jest jedynie to, że WIG i WIG20 otworzyły się na jednprocentowym minusie, co może trochę ostudzić zapał kupujących (nie tylko moich spółek, ale i innych). Być może się to jednak w ciągu dnia zmieni i zainteresowanie zakupami będzie większe.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Koniec miesiąca, sygnał wyjścia z BGŻ Optima? Pieniądze do SK Banku i na giełdę

Ilustracja: stooq.pl
Kończy się miesiąc, BGŻ Optima obiecuje zaproponować promocyjne oprocentowanie swoim klientom, więc jest to najlepszy sygnał wyjścia z tego banku. Swoje pieniądze już przelałem do Alior Synca, który staje się moim drugim głównym bankiem.
W międzyczasie założyłem lokatę w SK Banku na 3 miesiące. Jako że jest to ostatni dzwonek na załapanie się na przyzwoite (podkreślam: nie dobre, a przyzwoite) oprocentowanie, uznałem, że najlepiej będzie, jeśli moje pieniądze tam przez chwilę poleżakują. Nie zdecydowałem się na dłuższą lokatę, ponieważ wiadomo jak to jest ze zmiennym oprocentowaniem: nic nie wiadomo. Nie ma zatem co ryzykować.
Dzisiaj przy okazji spojrzałem wnikliwiej na wykres WIG20 i wygląda na to, że odbiliśmy się od poziomu wsparcia. Niemal idealnie, co widać na załączonym obrazku. A zatem może czas pomyśleć o większym zaangażowaniu w akcje?

Małe zmiany w portfelu

Foto: Tax Credits
Dzisiaj dokonałem kilku zmian w moim portfelu. Mam nadzieję, że wszystko potoczy się pozytywnie i zanotuję za jakiś czas obiecujący zysk.
Przede wszystkim, po dość dużym ruchu na spółce RLP postanowiłem przesunąć SL na poziom 0 (wliczając w to prowizje) plus na piwo. Jest to tak zwany poziom bezpieczny, więc o tej spółce mogę na jakiś czas zapomnieć, chociaż pewnie i tak będę śledził kolejne notowania.
Druga moja zmiana to zakup ATR. Kurs przebił niedawno średnią SMA200 i w zasadzie to jest jedyny pozytyw, który dostrzegłem. Akcje kupiłem po 4,78 PLN, a kurs obecnie oscyluje na poziomie 4,83 PLN. Oczywiście jeśli moja prognoza okaże się trafna i kurs pójdzie wyżej, zdecyduję się na dokupienie kolejnych akcji. Jeśli nie, poziom SL jest na dość bezpiecznym poziomie.
Dokupiłem też parę akcji spółki IPL, ponieważ jest to spółka, która może dać fajny zysk. I być może kurs zawiśnie na poziomie 36 PLN lub odbije się bądź przebije, to i tak uważam, że dobrze postąpiłem interesując się nią.

piątek, 22 lutego 2013

Absurd dnia

W sumie ta notka powinna się znaleźć na moim blogu Firma MIKRO, ale postanowiłem, że podzielę się wpisem w tym miejscu, bo temat ciekawy.
Współpracuję sobie z firmą, z którą termin płatności miałem ustalony na 45 dni. Ci, którzy bawią się we freelancerkę, wiedzą o co chodzi i właściwie nie jest to nic nadzwyczajnego. Jakiś czas temu firma postanowiła zmienić zasady współpracy z firmami zewnętrznymi i dała do podpisania aneks, w którym stoi jak byk: termin 30 dni od dnia wystawienia faktury. No trudno, nie będę narzekał, skoro chcą płacić szybciej, to tylko przyklasnąć takiej idei. Jest jednak pewien szkopuł. Firma wisi mi za fakturę wystawioną 31 grudnia, choć już praktycznie kończy się nam luty.
I tak oto widzimy, w jakim pokręconym kraju żyjemy. Dodam jeszcze, że podatki za grudniową fakturę musiałem sumiennie Urzędowi Skarbowemu przynieść w zębach. Nie ma lipy, chciałoby się rzec.
Przy okazji zachęcam do lektury mojego wpisu o trudach prowadzenia działalności, zatrudnianiu ludzi i o chęci przeniesienia firmy do raju podatkowego. Wszelkie konstruktywne komentarze oczywiście są mile widziane.

czwartek, 21 lutego 2013

Otwórz Umysł. "Posprzątać syf"

Tematem Otwórz Umysł zainteresowałem się przypadkiem. Gdzieś na youtube znalazłem jakiś filmik i pod nim ktoś wspomniał o tej akcji. Postanowiłem zainteresować się działalnością tej grupy i co nieco dowiedzieć się od pomysłodawcy tej inicjatywy. Zachęcam do lektury wywiadu i wyciągnięcia własnych wniosków, a także komentarzy.
Uwaga: tekst zawiera wulgaryzmy.
foto: ThisParticularGreg

ING wyrzucony z portfela

Tak jak napisałem wcześniej, tak też uczyniłem. Mój portfel opuścił ostatecznie ING (ze stratą około 3%).
Okazuje się, że spółka nie rokowała nadziei na wzrost, a dodatkowo kierunek szerokiego rynku też nie dawał podstaw do tego, by liczyć na cud. Bo w sumie tylko o cudzie w przypadku tej spółki można było mówić.
Na chwilę obecną zostawiłem sobie jeszcze RLP i IPL jako te, które dają jakąkolwiek nadzieję. Jednakże i do nich jakoś mocno nie przywiązuję się emocjonalnie i jeśli zajdzie taka potrzeba, to po prostu się z nimi rozstanę. W zgodzie i bez żalu, chciałoby się powiedzieć.

Koniec marzeń, SL wyczyszczony

Ilustracja: stooq.pl
Moją tajemniczą spółką, o której pisałem od pewnego czasu był LCC. Jak można zauważyć na wykresie, kurs akcji się konsolidował. Do dzisiaj.
Okazuje się, że ktoś wyprzedał trochę akcji i, jak to się mówi, "sprawa się rypła". Stop lossy zostały wyczyszczone, co oznacza, że dużo więcej osób wierzyło w to, że kurs może się odbić od wsparcia. Nie odbił się, choć po takiej akcji, jaka miała miejsce dzisiaj można się spodziewać, że kurs zacznie ponownie piąć się do góry. Niestety, beze mnie. Szkoda.
Niechaj to będzie przestrogą dla innych, że granie pod odbicia jest dobre i fajne, ale bardzo ryzykowne. A popularnym grubasom pozostaje podziękować za surową, ale wartościową lekcję.

Dlaczego moje akcje nie rosną?

Ilustracja: stooq.pl
Z pewnością wielu z nas zadaje sobie tytułowe pytanie. Co takiego się dzieje, że moje akcje nie rosną? Dlaczego, zanim kupiłem to rosły, a teraz spadają. Czy wszystko obróciło się przeciwko mnie? O co chodzi?
Takie pytanie można spokojnie zadać gazecie "Przyjaciółka" lub innym tego typu magazynom. Tam pewnie znajdzie się odpowiedź, która uspokoi danego czytelnika, a nawet go podbuduje. Tutaj (czyli w tym poście) jednak nic takiego nie będzie. Nie będę nikogo podbudowywał, bo nie o to chodzi. Trzeba stanąć twarzą w twarz z problemem i spróbować zrozumieć, dlaczego jest tak, a nie inaczej.
Spójrzmy na mój portfel. Co tam się w nim kryje?
IPL. Spółka jest sobie w trendzie wzrostowym. Raz spada, raz rośnie, ale jest coraz wyżej. Są oczywiście ostrzeżenia poparte AT, że przy 36 PLN może być zwrot i korekta. No, ale do 36 PLN trochę brakuje, więc nie ma co się stresować za bardzo. Uważam, że jak na obecną sytuację to spółka radzi sobie znakomicie.
ING. Spółka, która była w konsolidacji. Kupiłem ją eksperymentalnie z nadzieją, że wystrzeli. Nie wystrzeliła. Zaraz dojdę do tego, dlaczego i co zamierzam zrobić.
RLP. Jest to spółka, która - podobnie jak IPL - jest w trendzie wzrostowym, ale z tą różnicą, że nie rośnie.
XXX (na razie nie zdradzam jej nazwy). Jedna ze spółek będących w konsolidacji kupiona mega eksperymentalnie z nadzieją, że odbije się od bandy. W sumie odbija się (tak to wygląda), tylko jest to proces, który trochę trwa.
Wróćmy jednak do pytania, dlaczego one nie rosną? Ano nie rosną, ponieważ szeroki rynek im na to nie pozwala. Wydawało się, że już lada dzień korekta się zakończy i będziemy dalej piąć się w górę. Niestety, ona się trochę przedłuża. Gdyby spojrzeć wnikliwiej w wykres, można też zauważyć, że właściwie pojawiają się sygnały zmiany trendu.
Czy w obliczu obecnej sytuacji nie lepszym rozwiązaniem będzie ewakuacja z akcji i poczekanie na dogodny moment? Nie ukrywam, że taka myśl chodzi mi po głowie. Przeliczyłem, jak wygląda obecna sytuacja w moim portfelu i w zasadzie wyszedłbym na minimalny plus, jeśli sprzedałbym wszystko.
Oczywiście, może się nasunąć pytanie, co z moimi założeniami i dyscypliną? Na to mam odpowiedź. Po co mam walczyć przeciwko rynkowi? Jeśli wszelkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że idziemy w dół, to dlaczego ja mam próbować iść pod górę? Założenia są dobre, kiedy wszystko idzie w górę. I wówczas SL są niezłe, jeśli coś idzie inaczej niż zaplanujemy. Moje spółki nie są jakieś potężne, żeby opierały się ogólnie panującym nastrojom. I mimo iż próbują wierzgać, to jednak siła rynku jest ogromna.
Moim ważnym założeniem jest ochrona kapitału. Nie chcę ryzykować więcej niż muszę. I gdyby trend wrócił do wzrostowego to pewnie nie chodziłoby mi po głowie wyzbycie się akcji i czekałbym na osiągnięcie zamierzonego zysku lub ewentualnie wyrzucenie na SL. Tymczasem sytuacja obiektywnie jest inna.
Ilustracja: stooq.pl
Spójrzmy jeszcze na sWIG80. Widać, że rynek nie miał siły pokonać szczytu z 4 lutego. Ponadto jest też prawdopodobieństwo, że pokona również oznaczony poziom wsparcia. A więc, po co się kopać z koniem? Lepiej chyba poczekać na spadki i wtedy próbować dokupić. Tak w każdym razie uważam i to zamierzam zrobić.
Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że ja nie kupiłem tych spółek długoterminowo, a jedynie na krótki okres, czysto spekulacyjnie. A spekulant, oprócz twardej dyscypliny, musi być elastyczny w sprawach, które dzieją się wokół. I powinien patrzeć na to, co pokazuje rynek, a nie tylko kurczowo trzymać się założeń związanych z kupionymi przez siebie spółkami.
Być może moja decyzja zostanie odebrana przez niektórych Czytelników jako brak dyscypliny. Ok, może być brak dyscypliny. Ja jednak to określam mianem trzeźwego spojrzenia na to, co się dzieje na rynku.

środa, 20 lutego 2013

Koniec konsolidacji na złocie?

Ilustracja: stooq.pl
Kurs złota jest przed kolejnym podejściem związanym z wyjściem z konsolidacji. Dołem.
Jeśli to się sprawdzi, to będzie to jasny sygnał, że hossa na złocie dobiegła końca. Nie oznacza to jednak, że pękła bańka (wówczas pewnie spadki byłyby dynamiczniejsze).
Oczywiście, nie można wykluczyć odbicia od dna wsparcia, ponieważ już kilkakrotnie kurs się zachowywał podobnie. Jeśli jednak będzie inaczej, czy będzie można mówić, że czas na zakupy tego wyjątkowego metalu minął?
Ciekaw jestem opinii posiadaczy złota. Czy zamierzają powoli sprzedawać swoje sztabki lub monety, czy kupili je na długi okres i obecnymi wahaniami kursu zupełnie się nie przejmują?
Ja sam nie posiadam złotka, ale jestem ciekaw opinii innych. Czy wierzą w dalsze wzrosty?

wtorek, 19 lutego 2013

Koniec z małym druczkiem w telekomunikacji. Kiedy to samo z bankami?

foto: seligr
Wydaje się, że jeden problem został rozwiązany. Umowy telekomunikacyjne zawierające tekst małym druczkiem to już przeszłość. Jest to jakiś malutki sukcesik, ale do normalności droga jest daleka.
Po pierwsze, ciekawe, czy doczekamy się normalności polegającej na tym, że jeśli umowa się zakończy, to nie będzie po prostu przedłużana, a nie jak dotychczas, że klient zapomni i nagle potem okazuje się, że została ona przedłużona na czas nieokreślony. Jeśli firmom telekomunikacyjnym zależy na utrzymaniu klientów, to niech miesiąc wcześniej dzwonią do klientów z ofertą przedłużenia umowy i jakąś ciekawą promocją, a nie czyhają na tych, którzy zapomną o umowie (przykładem jest choćby Orange z telefonią stacjonarną).
I drugie pytanie, które może się nasuwać, kiedy pojawi się jakaś ustawa, która zabroni stosowanie małego druczku bankom? Banki poprzez swój mały druczek są o wiele groźniejsze niż firmy telekomunikacyjne. Jak powszechnie wiadomo, ZAWSZE w małym druczku zawarty jest haczyk na klienta.
Z drugiej strony, trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że bankom jakoś specjalnie nie uprzykrza się życia i one zawsze są w uprzywilejowanej sytuacji, a więc na usunięcie tekstów pisanych mikroskopijną czcionką przyjdzie nam jeszcze poczekać.

A może zainwestować długoterminowo?

Jeśli zamierzamy oszczędzać długoterminowo, jak na przykład w moim wypadku, dla dziecka, być może jedną z alternatyw jest po prostu zamiana oszczędzania na inwestowanie?
Tak naprawdę oszczędzając pieniądze dla dziecka, nie stawiamy sobie jakiegoś konkretnego celu, ile chcemy zaoszczędzić. A nawet jeśli jakiś cel się pojawia, to nie wiemy, ile takie pieniądze będą za ileś lat warte. Skoro tak dużo niewiadomych nam się pojawia, więc może jest to dobra okazja na to, by poobracać tymi pieniędzmi agresywniej?
Tak jak pisałem kiedyś, oszczędzam po 10 PLN tygodniowo (plus druga dyszka pochodzi od małżonki). Rocznie mamy z tego około 1000 PLN. Jako że w oszczędzanie bawimy się już ponad rok, więc z tych drobiazgów uzbierało się dużo ponad 1000 PLN. Kwota niewielka, ale może warto te środki już przeznaczyć na zakup jakiejś solidnej spółki (np. dywidendowej)?
Jeśli spółka wypłaca regularnie dywidendy, to same dywidendy powinny pozwolić na to, że akcje w dużej części spłaciłyby się. A jeśli spółka jest solidna, to jest nadzieja, że jej wartość również będzie wzrastać.
Jak wspomniałem wcześniej, nie mamy jakiegoś konkretnego celu oszczędzając te pieniądze, więc czy za 15 lat uzbiera się 10 000 PLN, czy 20 000 PLN czy nawet 30 000 PLN, to nie robi różnicy, bo i tak nie wiemy, ile chcemy uzbierać. Dlatego też gra na agresywniejszych instrumentach jest, paradoksalnie, bezpieczna. Faktem jest również, że dziecko za kilkanaście lat będzie miało jakieś pieniądze. Nie wiadomo jeszcze jakie, ale jakieś na pewno, więc z pewnością nie będzie z niczym. Inna sprawa, jeśli będziemy w miarę logicznie działać na rynku (czyli ucinać w miarę szybko straty - powiedzmy godząc się na stratę kapitału rzędu 15%), to nie powinno być tragedii.
Temat jest godny zastanowienia. Na pewno minusem jest to, że kapitał jest stosunkowo niewielki. Plusem jest jednak to, że prowizje go za mocno nie zjedzą, bo jednak w tych 0,39% się zmieszczę (chyba, że zdecyduję się na brokera, który mniejsze prowizje pobiera).

piątek, 15 lutego 2013

"Ty też zostaniesz bogaty" i inne bajki

Przyznam, że załamują mnie reklamy wszelkiego rodzaju firm foreksowych czy też osób, które oferują szkolenia z zakresu inwestycji. Wszystko to dla naszego dobra. Wszystko to nas ma uczynić bogatymi.
Problem jest jeden, skoro wszystkie firmy i wszystkie szkolenia są takie doskonałe, to dlaczego aż 95% osób traci na foreksie i nic się w tym kierunku nie zmienia, chociaż świadomość spekulantów ponoć rośnie? A co zatem chodzi z tymi szkoleniami i przeróżnej maści brokerami? Obiecują złote góry, a wychodzi jak zawsze.
Powiedzmy sobie szczerze, dobra opinia o tego typu usługach nie roznosi się przez reklamy, piękne i kolorowe banery czy niezwykle atrakcyjne strony internetowe. Nie tędy droga.
Dobra opinia przenosi się w inny sposób. Ci, którzy zarabiają po jakichś szkoleniach mówią o tym innym, a ci inni jeszcze innym. Dobry produkt sprzeda się bez sztucznej reklamy. Dobre szkolenia są elitarne (i nie mówię tutaj tylko o cenie, ale także powszechności tychże). Im mniej, tym bardziej elitarne.
Przyznam uczciwie, że sam nie brałem udziału w żadnym. Jestem samoukiem, do wszystkiego dochodzę sam. Czytam książki, próbuję, analizuję pewne rzeczy, praktykuję nierzadko siniacząc się. Nie do tego zmierzam jednak.
Jak trafić na właściwego nauczyciela? O brokerach się nie wypowiadam, bo wszystko zależy od indywidualnych preferencji. A może warto sprecyzować pytanie: jak znaleźć właściwego trenera, dzięki któremu będę zarabiał? Myślę, że wielu rzeczy można się nauczyć od osoby szkolącej, ale tak naprawdę wszystko co najważniejsze siedzi w naszych głowach i tylko od nas zależy, czy zaczniemy zarabiać, czy nie.
Tak jak kiedyś wspominałem, tak teraz będę przy tym obstawał. Wiedza książkowa to jedno, ale dyscyplina to drugie. Trzeba się wyzbyć maksymalnie swoich emocji i grać niemal mechanicznie. Wiem, jest to trudno, ale się udaje (przynajmniej mi jakoś to wychodzi). Dla przykładu, obecnie jestem na 6-procentowym zysku na IPL i jeszcze kilkanaście miesięcy temu korciłoby mnie, żeby sprzedać, wszak jest zysk. Dzisiaj spokojnie czekam na osiągnięcie założonego celu. Głowa jest spokojna, nie emocjonuję się. Uda się osiągnąć, będzie dobrze, nie uda się, trudno. Z głodu nie umrę. Ważne, że gram zgodnie z własnym ja.
Jeśli będziemy zdyscyplinowani, dopiero wówczas można pokusić się o eksperymentowanie niektórych strategii. Np. obecnie w moim realnym portfelu mam akcje będące w trendzie wzrostowym (to te widoczne tutaj) oraz jedną spółkę, która jest w konsolidacji i odbija się od bandy (to jest dość eksperymentalne zagranie, ale jestem przekonany, że się powiedzie i będę mógł ze szczegółami opisać to, co zrobiłem i co mną kierowało). Na razie o niej nie piszę ze względu na kiepskawą płynność i możliwe duże ruchy. Blog jednak czyta parę osób i nie chciałbym wyczyścić SL.
Wróćmy jednak do bajki o bogactwie. Nie łudźmy się, nie będziemy bogaci. Żeby stać się naprawdę bogatym, trzeba mieć bardzo duży kapitał. I nie mówię tutaj o np. 100 000 PLN, bo nawet stopa zwrotu rzędu 20-30% da nam powiedzmy 30 000 PLN. Umówmy się, że to nie jest bogactwo. Oczywiście, może się zdarzyć cud i zarobimy 100% i więcej. Pytanie tylko, ilu z nas, spekulantów, pozwala na to, by akcje rosły o 100%? I drugie pytanie, kto 100% swojego kapitału przeznaczył na jedną spółkę, która akurat zwyżkuje o 100%?

Trochę statystyk, przemyśleń i analiz

Jak to przy piątku, żeby się nie denerwować, choć nie jest to łatwe, bo dzisiaj w ciągu godziny w moim biurze aż trzy osoby zostały zaspamowane telefonami z banków, postanowiłem się pokusić o parę statystyk dotyczących mojego blogu.
Powiem tak. Jest coraz lepiej. Wasze odwiedziny sprawiają mi dużo radości i motywują do dalszej zabawy w prowadzenie blogu (bo trudno to nazwać inaczej niż zabawą).
Jak zapewne wiecie, na moim blogu dominują tematy dotyczące oszczędzania, inwestowania, biznesu na wsi oraz prowadzenia firmy. Od czasu do czasu pojawia się jakiś wywiad lub cytuję kogoś, kto jest związany z jakimiś instytucjami finansowymi i chce się swoim komentarzem podzielić z czytelnikami Blogu Kupowanie. Czasami zdarzają się teksty, w których przedstawiam swoje żale na panującą w naszym kraju beznadzieję, bądź też krytykuję bezwzględnie Allegro, jak w jednym z moich wcześniejszych wpisów. Ot, piszę to, co mnie w danej chwili interesuje, trapi, smuci czy raduje. I poniekąd cieszę się ze swobody działania, bo nikt mi niczego nie narzuca.
Jeśli chodzi o liczby, to w okresie od 15 stycznia do 14 lutego mój blog został odwiedzony przez 2362 unikalnych użytkowników (4506 odwiedzin). Jest to naprawdę piękny wynik, za który dziękuję wszystkim odwiedzającym. Pracuję nad tym, by moje teksty były ciekawsze i bardziej popularne w sieci, więc głęboko wierzę, że te liczby wkrótce będą wyższe.
Najczęściej trafiacie do mnie z czytników RSS, następnie z wyszukiwarki google, bezpośrednio wpisujecie adres, z twittera, ze strony oszczędzanie.mennicawroclawska.pl oraz blogu Money after hours. W dalszej kolejności jest blogger, Blog Polak can i Polak can dwa, które to podbiły polską blogosferę, jeśli chodzi o tematykę oszczędzania w bankach czy inwestowania pieniędzy w obligacje. Sporo wizyt notuję z katalogu blogifinansowe.blogspot.com, facebooka, katalogu polskie-blogi-finansowe.blogspot.com czy blogu Harmonogram milionera.
Z jakich krajów wpadacie? Dominuje nasz kraj, wiadomo. Potem w kolejce jest Hiszpania, Wielka Brytania, Niemcy, Szwajcaria, Szwecja, USA, Francja, Finlandia i Irlandia.
Co Was najbardziej interesuje? Nie zgadniecie. Oczywiście, mój portfel. A to ciekawscy Czytelnicy, chciałoby się rzec. Na drugim miejscu jest mój wirtualny portfel. Dużym zainteresowaniem cieszył się tekst sprzed ponad pół roku Jaki biznes na wsi? Świadczy to najlepiej o tym, że wielu ludzi, którzy mieszkają na wsi, szukają rozwiązań na to, by polepszyć swoje życie. Był też tekst o stooq, który zrobił psikusa swoim użytkownikom, a także tekst o mojej lokacie w Idea Banku, która to dobiegła końca. Mnóstwo wejść zanotował tekścik o TPS, a dokładnie o tym, co ulica mówi na temat tej spółki. Nic dziwnego w sumie, patrząc na to, co się działo na akcjach tegoż, jak by nie patrzeć, monopolisty.
Co mnie osobiście niezmiernie cieszy, to średnio na blogu spędzacie 2:46 min. Super. Dzięki serdeczne za to!
Czy jest jeszcze coś, o czym warto wspomnieć? W zasadzie statystyk przytaczać można wiele, ale najważniejsze, że jest postęp. W ostatnim czasie pojawia się więcej komentarzy. Raduję się z tego powodu niezmiernie, ponieważ jest to przyjemne uczucie, gdy jakiś temat wywołuje potrzebę dyskusji wśród użytkowników. Zwłaszcza, jeśli komentarze są merytoryczne i pozbawione zbędnej agresji i, co ważne, nie są reklamami, które mnie strasznie irytują.

Walutomat dobry do spekulacji

Być może większość czytelników zauważyła (a już na pewno większość klientów Walutomatu), że ta platforma idealnie nadaje się do spekulacji, czego zresztą nikt specjalnie nie kryje nawet na tamtejszym forum.
Ludzie kupują i sprzedają waluty w dużej części nie dlatego, że potrzebują, tylko dlatego, że po analizie wykresów próbują zarobić.
Jako że prowizja wynosi 0,2%, a zainteresowanie jest bardzo duże, taka spekulacja jest atrakcyjna dla wszystkich klientów Walutomatu.
Spekulowanie na walucie w Walutomacie ma też swoje plusy dla tych, którzy rzeczywiście chcą kupić lub sprzedać walutę, bo tego naprawdę potrzebują. Dzięki temu, że jest wielu kupujących i sprzedających, a co za tym idzie, jest duża płynność, kurs jest bardzo atrakcyjny. Można powiedzieć, że jest nawet bardziej interesujący niż w większości kantorów internetowych.
Czy warto założyć konto w Walutomacie? Decyzję pozostawiam Czytelnikom.

czwartek, 14 lutego 2013

Wirtualny portfel na plusie

foto: 401(K) 2013
Po trzech tygodniach mój wirtualny portfel w końcu na plusie. A wszystko za sprawą dość dobrego tygodnia AST. Na razie notuję zysk 0,37% (odliczając prowizje, czego wielu nie wlicza, a stanowi niemały koszt).
Teraz w moim portfelu znalazł się nowy składnik. Tym razem jest to ATT, spółka, która ma szanse na wzrost, zwłaszcza, że jest po kilkuprocentowym spadku w ostatnich dniach.
Co ciekawe, MWIG40, z którego to wybieram spółki do eksperymentu w tym czasie stracił 2,5%.

Nowe allegro, beznadzieja ta sama

Największy portal aukcyjny w Polsce w nowej odsłonie. Ich twórcy pieją z zachwytu, o mało co nie popuszczą w majtki z radości, jakie to Allegro jest piękne i cudowne. A jakie jest w rzeczywistości?
Nie chcę akurat tutaj robić takiego porównania, ale jest takie powiedzenie, że jak się g...o zawinie w elegancki papierek, to to nie zmienia faktu, że to jest cały czas to samo, tyle że ładnie opakowane. A smród pozostaje. Niestety, takie mam skojarzenie.
Dla Allegro najważniejsza jest prowizja. Tylko to się liczy, nic więcej. Iluż z nas miało problemy z nieuczciwymi sprzedającymi? Iluż z nas zdecydowało się na to, by nie walczyć z nieuczciwym sprzedającym, bo np. towar, który kupiliśmy był niewiele wart i szkoda było zachodu? Zapewne dużo.
A ileż to razy próbowaliśmy prosić o pomoc w tym, by rozwiązać nasz problem? Pewnie też wiele razy. Ja sam miałem podobne doświadczenia.
Allegro rzadko pomaga klientom. A robi to tylko wtedy, kiedy smród wychodzi już poza pewien obszar i firma niejako zmuszona jest do interwencji, żeby nie popsuć swojego i tak już kiepskiego wizerunku.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden fakt. Spółka istnieje na rynku wiele lat, a nie potrafiła rozwiązać jednego, podstawowego problemu? Komentarzy. Odwetowych, mściwych komentarzy. Jeśli ja kupuję przedmiot i dzisiaj wysyłam sprzedawcy pieniądze, a on nie dotrzymuje warunków umowy i się ociąga lub wysyła popsuty przedmiot, a dodatkowo nie chce przyjąć reklamacji lub się z nią ociąga, to jaki komentarz mogę wstawić takiemu sprzedawcy? Wiadoma sprawa. A jaki komentarz otrzymam w zamian? Oczywiście, taki sam, odwetowy, mimo iż ja jako kupujący wywiązałem się ze swojego obowiązku wzorowo.
Tyle lat istnienia i ten banalny, wydawałoby się, problem nie został rozwiązany. Dzisiaj wielu użytkowników woli nie dawać negatywów tylko dlatego, żeby samemu nie narazić się na to samo.
Ogólnie dużo można mówić na ich temat. Muszą oni pamiętać jednak, że nie tym kupią użytkowników, że zrobią coś ładnie. Klienci chcą się czuć bezpiecznie i muszą być pewni, że jeśli ktoś ich oszuka, to oni, jako niejako pośrednicy (wszak kasują prowizję za to), odpowiadają za powodzenie transakcji. Zdaje się, że Allegro, im bardziej staje się silniejszym organizmem, tym bardziej o tym zapomina.

Kolejny pomysł na biznes na wsi

foto: shelfappeal
Jakiś czas temu w moim mieście pojawiły się mlekomaty. Są to automaty podobne do tych, w których można kupić kawę czy herbatę. Tutaj dla odmiany możemy kupić mleko.
Przyjrzałem się trochę temu tematowi i stwierdzam, że jakiś pomysł na biznes to jest, ale on wcale nie musi gwarantować sukcesu. Inna sprawa, że jeden stojący niedaleko, już został zlikwidowany.
Trudno mi powiedzieć, czy to dobry pomysł na biznes dla mieszkańców wsi. Nie wiem tak naprawdę, od czego zależy popyt. Fakt, że popyt na mleko jest zawsze, ale od czego zależy popyt na to mleko, to nie wiem. Być może problemem było to, że owy mlekomat stał w pobliżu marketów? Z drugiej zaś strony, dzięki marketom, był duży ruch, więc ludzie nie mogli nie zauważyć ich.
Być może problemem był fakt, że wielu ludzi zwyczajnie nie umiało obsługiwać tych maszyn i stąd często, mimo zainteresowania, przechodzili obok tej maszyny.
Ja osobiście bym w ten interes nie wszedł, ale może dlatego, że widziałem, iż brakowało większego zainteresowania. Być może jednak wystarczyłoby postawić ową "budę" gdzieś indziej i efekt byłby lepszy.
Ciekaw jestem Waszych opinii w tym temacie? Czy widzieliście tego typu punkty w Waszych miastach? Zatrzymywaliście się przed nimi? Kupowaliście coś?

Wróciły pieniądze z lokaty w PBP

Oprocentowanie lokaty w banku PBP nie jest może najwyższych lotów, ale na uwagę zasługuje fakt, że po jej zakończeniu pieniądze szybko trafiają na nasz rachunek.
Dzisiaj właśnie zakończyła się moja trzymiesięczna lokata, o której pisałem ostatnio. Nie są to jakieś gigantyczne pieniądze, ponieważ moim celem było sprawdzenie tego banku. Test wypadł pozytywnie, więc jak kogoś zadowala obecne oprocentowanie (5,1%) to może śmiało zakładać tam lokaty.
A gdzie dzisiaj w ogóle opłaca się wrzucić pieniądze? Na pewno godny zainteresowania jest SK Bank, który na trzy miesiące daje 6,45%. Co prawda oprocentowanie zmienne, ale - póki co - żadnych zmian nie było. Reszta ofert poniżej wszelkiej krytyki.

Jak stracić dużo kasy na giełdzie?

Są sytuacje na giełdach, które trudno przewidzieć. Trudno zgadnąć, co będzie jutro, a już tym bardziej nie do przewidzenia są pewne spadki i ich głębokość.
Jest kilka spółek na naszej giełdzie, na których akcjonariusze potracili fortuny. O ile nie żal mi funduszy (cały czas jestem przeciwnikiem inwestowania pieniędzy przez te spółki), to żal mi inwestorów indywidualnych, których kapitał często obniżył się o kilkadziesiąt procent w ciągu niemalże kilku chwil.
Co mogą powiedzieć akcjonariusze HBP, PBG, IDM czy ostatnio TPS (a także innych, które pominąłęm)? Trudno szukać jakiegokolwiek optymizmu. Co począć z takimi akcjami? Sprzedaż nie ma sensu, bo wrócą do nas grosze, trzymanie też bez sensu, bo szanse na podniesienie są znikome.
Niektórzy mogą twierdzić, zwłaszcza zwolennicy AF, że nie powinno się w te spółki wchodzić. Owszem, może to być racją. Ale często nawet spółki w dobrej kondycji mogą popłynąć. Wystarczy jedna informacja (jak choćby ta, że TPS wypłaci dywidendę nie 1,50 PLN, a 1 PLN). Kurs od razu runął. A przed kilkoma dniami mieliśmy powtórkę na wieść, że dywidenda będzie na poziomie 0,50 PLN, a sytuacja spółki jest dramatyczna w tym roku...
To co się wydarzyło na tych spółkach może być ważnym ostrzeżeniem dla osób, które chciałyby zacząć inwestować na giełdzie. Nie wkładajmy pieniędzy, których nie możemy stracić. Co prawda, każda strata boli, ale jeśli są to pieniądze, które można stracić, to przynajmniej nie odbije się to na naszym standardzie życia. Pamiętajmy o tym. Bo na giełdzie, wbrew pozorom, zarabia niewiele osób, zaś traci cała masa.

środa, 13 lutego 2013

Będzie odbicie od bandy? Moje kolejne zagranie

Dzisiaj zdecydowałem się na zakup akcji jednej spółki. Jest to typowo spekulacyjne zagranie mające na celu sprawdzenie pewnej strategii polegającej na odbiciu się od bandy.
Jestem właśnie w trakcie lektury wciągającej książki Curtisa Faitha "Spekulacja intuicyjna", w której opisuje on ten sposób jako jedną z możliwości spekulowania. Na podstawie jego przykładu poszukałem na naszej giełdzie odpowiedniej spółki i, wydaje mi się, trafiłem na takową, dlatego zdecydowałem się na zakup.
Jedyny problem to to, że jest ona mało płynna. Dlatego też nawet nie będę podawał jej nazwy, żeby nie nadziać się na wyczyszczenie SL.
Zobaczymy za kilka lub kilkanaście dni (bo taki horyzont czasowy sobie ustawiłem), czy może to mi przynieść jakiś zysk. Jeśli tak, to zyskam jakieś 15%, jeśli nie, to stracę 5%.
Dodam, że nie analizowałem spółki w żaden sposób. Po prostu spojrzałem na wykres, czy wszystko się mniej więcej zgadza z opisywanym przykładem i wszedłem w transakcję.
Zdaję sobie sprawę, że może się okazać, iż wtopię. Może się okazać, że to będzie jeden na dziesięć przykładów, kiedy metoda nie zadziałała. Ale i tak mnie to ciekawi. Nie chcę bowiem analizować danych historycznych, bo skoro ktoś już na takowych danych analizował tą strategię, to znaczy, że jest ona sprawdzona.
Nie robię sobie po tej transakcji wielkich nadziei. Nawet większych pieniędzy w to nie włożyłem. Jest to po prostu zagranie zgodne z jakimś tam systemem.
Co mnie jeszcze ciekawi, to sprawdzenie tego, jak ja się będę czuł w takich strategiach. Bo wiadomo, że styl gry powinien być dostosowany do preferencji grające.
Jak zamknę tą transakcję to postaram się tutaj pokazać, o co mi chodziło i jaki był rezultat tego zagrania.

Samcik się dziwi, że w mailingach kłamią

Od czasu do czasu zdarza mi się zajrzeć na blog Macieja Samcika. Robię to jednak rzadko, ponieważ on pisze długie teksty, a ja jakoś nie przepadam za zbyt długimi wywodami, które można byłoby zmieścić w o połowę krótszym tekście. Inna sprawa, że on w swoich postach bardziej koncentruje się na sobie (niczym Kuba Wojewódzki) niż na problemie, którym się zajmuje.
Dzisiaj pojawił się u niego tekst, w którym to dziwi się chłopina, że reklamy otrzymywane mailingiem nie mówią prawdy. W sumie ja już wielokrotnie na to zwracałem uwagę, ale nie dlatego, że mnie to dziwi, ale żeby raczej ostrzec innych i zaprezentować absurdy kompromitujące te firmy.
Tymczasem rzeczony redaktor GW wybrał się do doradcy Expandera, żeby dowiedzieć się, dlaczego kłamią. I co? Nic w sumie nie wynikło z tego z tej jego podróży do tego eksperta od finansów. Jedyny wniosek, jaki udało mi się wyciągnąć, to "bo tak".
Śmieci, które dostajemy na maila są nic niewartymi odpadami, którymi nie warto zawracać sobie głowy. Sam jeszcze się zastanawiam, po co oni tyle forsy wydają na tego typu reklamy, których i tak nikt nie czyta. No, może poza Maciejem Samcikiem. Ja jak widzę w nagłówku HomeBroker, TaxCare, IdeaBank czy inne Expandery, to pierwszą czynność, którą wykonuję, to zaznaczam i przenoszę je do kosza. Już nawet nie analizuję, czy oferta ciekawa, czy nieciekawa. No chyba, że widzę jakiś totalny absurd, to się nim dzielę. Ale mnie to już nie dziwi.

Umowa społeczna i doświadczenia ze służbą zdrowia

Dzisiaj trafiłem na jeden dość ciekawy materiał, który znajduje się tutaj. Jest to tak zwana umowa społeczna.
Ciekawi mnie jedynie, czy ktoś z nas w ogóle się na nią godził? Czy ktoś z nas w ogóle wie, że najprawdopodobniej nasze państwo stworzyło sobie takową i według niej działa?
Z pewnością po przeczytaniu lektury tejże umowy pojawią się głosy oburzenia, że "jak to, bez mojej wiedzy?". Ano tak to.
Nasze prawo nie jest doskonałe i jest w nim wiele dziur. Niestety, wiele niejasności jest rozstrzyganych na podstawie tejże niepisanej umowy społecznej, od której nie możemy się odwołać. Pomijam fakt zgodności z Konstytują.
Przykładem niezgodności z najwyższy aktem prawnym jest choćby złodziejski ZUS. Jest to umowa, której nie możemy wypowiedzieć państwu. Ciekawy materiał jest do przeczytania w tym miejscu.
Nie ukrywam, że z każdym miesiącem i rokiem moja frustracja związana z tą instytucją narasta. Płacę gigantyczne pieniądze, z których mogę nigdy nie skorzystać. Pomijam siebie, bo może mi się na emeryturę uda odłożyć dodatkowo, jeśli wszystko się ułoży pozytywnie. Smutne jest to, że moich pieniędzy od tej złodziejskiej instytucji nie odzyska nawet moja rodzina, kiedy mnie nie będzie, bo oczywiście prawo dziedziczenia nie istnieje. U nas jedynie istnieje niepisane prawo okradania obywatela z możliwie największych pieniędzy.
Kolejny przykład, który musi frustrować: ubezpieczenie zdrowotne. Co miesiąc z portfela odpływa niemały pieniądz. Rocznie daje to 3000 PLN. Przy 10 latach jest to 30 000 PLN. 30 lat to ponad 100 000 PLN. I co ja z tego mam w zamian? Nic. Oczywiście, mogą się pojawić głosy, że będzie szpital, więc może ta kasa zostać wykorzystana na ten cel. Nie czarujmy się jednak. Jeśli będę obłożnie chory i będą mieli mnie leczyć, to nie sądzę, żeby obyło się bez jakichś dodatkowych środków, które zażyczy sobie pan doktor za pomoc, a więc to, co zapłaciłem to dopiero będzie część prawdziwych wydatków.
Na temat służby zdrowia nie chciałbym się za wiele rozwodzić, bo jest to żenujące. Ale jednym przykładem się posłużę. W niedzielę byłem z moim dzieckiem u lekarza. Czekaliśmy 4 godziny na to, aż łaskawie pani doktor nas przyjmie. Przyjęła nas, ale tak bardzo zbagatelizowała problem (przy okazji wpuszczając bez kolejki swoją koleżankę z jej dzieckiem), że nawet nie potrafiła poprawnie zdiagnozować dziecka i zamiast właściwego antybiotyku dała inny, którym truliśmy naszą pociechę bez sensu. Dopiero inny lekarz podważył to, co zrobiła lekarka w niedzielę i przepisał właściwy lek, który zaczął pomagać.
Efekt? Pani pseudo lekarka wzięła pewnie za niedzielny dyżur z 1000 PLN (obsługując jednego pacjenta około pół godziny). Ponadto moje dziecko trułem jakimś świństwem, którym nie musiałem, a dodatkowo naraziłem się na koszty, których nie musiałem ponieść. Nie wnikam w to, ilu pacjentom przepisała nietrafione rzeczy.
Oto mamy obraz złodziejskiego ZUSu, złodziejskiej służby zdrowia, (nie)kompetencji lekarzy i podejścia do pacjentów. Strzeżmy się!
Wszystkich, którzy jeszcze nie założyli rodziny w naszym kraju i mają odwagę, zachęcam do wyjazdu stąd. Sam bym to zrobił, ale póki moja firma jakoś działa, to jeszcze się wstrzymuję. Nie wiem jak długo jednak. Uciekajmy stąd póki nie jest za późno i póki jeszcze chcą nas gdzieś na Zachodzie. Niestety, prawdą jest, że tutaj nikogo nie czeka nic dobrego, a będzie tylko gorzej. Podatki będą rosnąć (bo gospodarka będzie hamować, a kasa musi się w budżecie zgadzać), ZUSy będą coraz wyższe, przedsiębiorcy i pracownicy będą czuli ucisk, a liczba emerytów będzie nam stale rosnąć. Jakie to nam daje nadzieje na przyszłość? Niestety, w swoim kraju jesteśmy traktowani jako zło konieczne.

wtorek, 12 lutego 2013

Co dalej z akcjami TPS? Ulica mówi...

Dzisiejsza masakra na tej spółce dała mi ciekawą lekturę komentarzy na ten temat. Sam cieszę się że w nią nie wszedłem. Niestety, inni nie mieli tego szczęścia i w sumie są bezradni. Bo co począć? Zaakceptować taką gigantyczną stratę, czy poczekać i liczyć, że odbije? Tyle, że jak odbije nawet 10% (warto zauważyć, że jest to spółka defensywna, więc na duże wzrosty nie ma co liczyć), to i tak będziemy dużo w plecy.
Rzućmy okiem jednak na to, co mówi ulica na ten temat.
"Przynajmniej jest ruch na papierze. Fundusze naskupowały i siedzą i spożywają pyszna coroczną dywidendę, ktoś mądry zmusi ich chyba do roboty bo maja nie lada straty jeśli kurs taki pooscyluje z rok a może i dłużej :), więc jeśli chcą wypaść dobrze wizerunkowo wobec klientów funduszu takiego czy innego to sprzedaż na tym poziomie walorów nie wchodzi w grę czyli suma summarum ruszą dupy do przodu. Tak myślę:) a jak będzie czas pokaże :). Pamiętajcie, że zarządzający funduszami też żyją z procentów."
Trudno się nie zgodzić z tym zdaniem. Coś na pewno będzie się działo.
"OFE nie żyje z procentów. Ma kasę za zarządzanie, nie ważne czy zysk czy strata. Im wszystko jedno. Spada to trzeba wyrzucić żeby nie tracić więcej."
OFE to nie TFI.
"Akcji nie mam, ale pozwólcie, że zabiorę głos. Realia polskiej giełdy są dziwne. Wyniki nie były dużym zaskoczeniem, wiadomo było, że będą słabe. Spadek -3%, ale prawie -30 %??? Po prostu ktoś miał przygotowane akcje, czekał i wykorzystał moment. Po prostu ustawił automat (może 2) i rolował (przerzucał) akcje cały czas w dół, robiąc częściowo sztuczny obrót. Winnych trzeba szukać w BM i DM -ach, tam siedzą tacy fachowcy i podpinają programy???"
Bez wątpienia, ciekawa teoria.
"Spółka poszuka dna w okolicach 6zł, więc nie ma powodu do kupowania. Fundamenty pokazały słabe perspektywy i na lepiej się nie zanosi. Spółka typowo dywidendowa, więc spektakularnych odbić tu nie będzie. Szkoda, że siedzi w wig20, bo tymi dwoma zwałami zepsuła wzrosty indeksu."
Interesujący komentarz. Według mnie jest duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie będzie.

Dziennikarzy ponosi fantazja, czyli sposób na "idealny" biznes na wsi

Dzisiaj trafiłem na pewien artykuł na jednym z wiodących portali, w którym dowiedziałem się, że jeśli znudziła mi się praca w korporacji to najlepiej rzucić ją w cholerę i wyjechać na wieś. Tam czeka mnie szczęście, radość optymizm. Jednym słowem życie jak w Madrycie.
Dziennikarz fantasta (zgaduję, że nałykał się czegoś lub nawąchał) zacytował inną dziennikarkę, która zdecydowała się na wyjazd z mężem na wieś. Sprzedali mieszkanie i wyjechali na Mazury. Tam kupili sobie jakieś gospodarstwo, kozy, kury i zajęli się agroturystyką.
Wszystko pięknie, tylko ta historia wydaje mi się mocno naciągana. Akurat mieszkanka Warszawy zamarzyła zmienić swoje życie i stać się rolniczką. Przy okazji zdecydowała się pogorszyć standard swojego życia (nie mając przy tym najpewniej pojęcia o hodowli wspomnianych kur czy kóz), bo miała dość zakłamania i tym podobnych historii.
- Gdy wyjechałam na wieś, nie wiedziałam co będę robiła - stwierdziła wspomniana dziennikarka. To zdanie załamało mnie zupełnie. 
Okej, ja rozumiem, że można mieć tego dość i to nie tylko będąc mieszkańcem Warszawy. Nie czarujmy się jednak, że każdy ot tak może sobie wyjechać na wieś i zajmować się agroturystyką, bo są to bajki. Tego typu usług jest coraz więcej, a wiadomo, że jeśli konkurencja jest duża, to i zyski mniejsze, więc nawet, jeśli to jest prawda, to nie łudźmy się, że to jest takie proste. Nie jest. Niestety, o trudnościach z tym związanych w artykule nie przeczytaliśmy.
A nasza dziennikareczka? Cóż, pewnie żyje długo i szczęśliwie. Razem ze swoimi kurami i kozami.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Meritum Bank ze swoim blogiem. Dlaczego jestem na nie?

Meritum Bank zdecydował się wyjść z nową inicjatywą i założył sobie blog o oszczędzaniu. Ma to być miejsce, w którym bank będzie mówił ludziom jak i gdzie mają oszczędzać. Oficjalna premiera blogu ma nastąpić jutro.
Osobiście jestem sceptycznie nastawiony do tego typu inicjatyw. I postaram się uzasadnić, dlaczego tak uważam.
W sumie wpis nigdy by nie powstał, gdyby nie fakt, że na mojego maila dotarła wiadomość z informacją o nowej inicjatywie banku (de facto nie wysłana przez Bank, lecz przez agencję od public relations). Skoro taki pomysł się pojawił (kontaktu z blogerami), to z pewnością bankowcom zależało na recenzji. No to zdecydowałem się poświęcić swój czas i coś napisać.
Jak wspomniałem, jestem "na nie". Życie nauczyło mnie, by nie ufać bankom. I to zaufanie maleje z każdym miesiącem. A jeśli w ich ofertach pojawiają się gwiazdki, to tym bardziej moja czujność jest wzmożona.
Kolejna kwestia, banki raczej nie budzą najwyższego zaufania, jeśli chodzi o prezentowanie swoich ofert. Każdy bank ma "najlepszą" ofertę na swój sposób. Klasycznym przykładem jest BGŻ Optima, który to porównywał się tylko z bankami z gorszymi ofertami. Te lepsze przemilczał, przez co zyskał wiele minusów wśród potencjalnych klientów.
Odnoszę wrażenie również, że Meritum Bank ze swoją inicjatywą wyszedł za późno. Po kilku obniżkach stóp procentowych przez RPP dostało się też lokatom i kontom oszczędnościowym. O ile jeszcze kilka miesięcy temu oferta banku była dość konkurencyjna, to teraz ona już jest bardzo przeciętna. Aktywnych oszczędzających skłonnych do ryzyka może to nie zainteresować. Oszczędzanie staje się powoli nieatrakcyjne. Zwłaszcza dla tych aktywniejszych, którzy nie chcą tylko ścigać się (i przegrywać) z inflacją.
Na co jeszcze zwracam uwagę, bank będzie na siłę na blogu prezentował swoje "najlepsze" oferty, co również nie wpływa na wiarygodność tekstów.
Co jeszcze godne odnotowania, to fakt, że blog, jak dla mnie, jest trochę nieczytelny. Mimo iż ładny wizualnie, to nieczytelny.
Autorami wpisów są kierownicy różnych szczebli w tym banku. Trudno mi powiedzieć, czy to jest plusem, czy minusem.
Tak czy siak, jestem na nie, dlatego też nawet nie podaję adresu blogu. Kto chce, jutro sobie wyszpera albo zgadnie adres (co nie jest trudne).

Dorzuciłem do portfela RLP

Dzisiaj zdecydowałem się na dokupienie akcji spółki RLP. Myślę, że jest to ciekawy zakup, który daje szansę na zarobek.
Akcje kupiłem po 8,82 PLN. Stop loss jest na poziomie w okolicach 8 PLN, a więc daję sobie aż 10-procentowy margines błędu. Co do zysku, jaki mnie interesuje, to dwukrotność potencjalnej straty, a więc w okolicach 10,40 PLN.
Spółka od drugiej połowy 2011 roku jest w hossie, co dobrze o niej świadczy. Dość obiecujące są też wskaźniki C/Z oraz C/WK. Istotne jest też to, że na poziomie nieco poniżej 8,50 PLN odbiliśmy się od wsparcia, a więc wygląda na to, że "to chce rosnąć". A skoro chce, to biorę. Oby nie za późno.
Mój aktualny portfel jest tutaj.

Social lending - ciekawe, ale nie dla mnie

Wiele miesięcy trwało moje zainteresowanie tematem social lending. Ostatecznie uznałem, że to jest jednak nie dla mnie.
Przyczyną mojej decyzji nie jest jednak strach przed ryzykiem związanym z brakiem płatności przez pożyczkobiorców, ani też brak kapitału na ten cel. Powód jest banalny: chore państwo z jeszcze bardziej durnymi przepisami.
Jak wiadomo, oficjalnie, udzielanie pożyczek społecznościowych jest działalnością gospodarczą (nawet, jeśli udzielimy jednej pożyczki miesięcznie). Ja prowadzę działalność, co prawda o zupełnie innym profilu, ale nie podejmę się próby rozszerzenia jej o pożyczki społecznościowe, ponieważ jest za dużo procedur z tym związanych, a za małe prawdopodobieństwo jakichś sensownych zysków.
Oczywiście, mógłbym próbować udzielać pożyczek, ale nie chcę za bardzo ryzykować. Gra, mimo potencjalnych wysokich stóp zwrotu, jest niewarta świeczki.
Nie wiem, czy zauważyliście, ale nasz Tuskoland jest krajem, w którym niewiele rzeczy się opłaca, a wszelkie ciekawe pomysły lądują w koszu na śmieci. Różne są tego powody. Albo nie poradzimy sobie z przepisami, albo urzędy skarbowe i zusy nas załatwią, albo znajdzie się jeszcze jakiś sposób, aby nam uprzykrzyć życie.

piątek, 8 lutego 2013

Na luzie


Bezrobocie ponad już 14%. Brawo! Co jeszcze przed nami?

Optymiści z Tuskiem na czele liczyli, że w 2013 roku bezrobocie wyniesie 13%. Tymczasem na ich przegrzane głowy wylało się wiadro zimnej wody i okazało się, że bezrobotnych jest ponad 14% (oficjalnie). To oczywiście tylko liczby, ale one są już zatrważające. W obliczu mojej poprzedniej notki brzmi to jak ponury żart...
Wiadomym jest, że bezrobocie nie wynosi 14%, a z pewnością ponad 20%, ponieważ wielu ludzi się zwyczajnie nie rejestruje w urzędach pracy, ponieważ one i tak nic nie oferują i nie pomagają bezrobotnym. Druga sprawa, mnóstwo osób wyjechało zagranicę, więc i oni w pewnej części byliby bezrobotnymi. Ale nie są, co wpływa na wynik.
Nie wiem, jakie bezrobocie będzie na koniec roku, ale wierzyć mi się nie chce, że będzie niższe. Pytanie, jakie się nasuwa, to kiedy ludzie wyjdą na ulicę? Bo to, że wyjdą, to jest pewne.

Tak sobie jakoś żyjemy

foto: na podst. magazynu KIT
Wkurza mnie to wszystko, co się wokół nas dzieje. Ciągłe afery, korupcje, podwyżki i brak perspektyw na lepsze jutro. A jeszcze bardziej mnie irytuje samopoczucie bandy Tuska, która pomimo problemów, z jakimi boryka się nasze społeczeństwo, ma się dobrze.
Żyją sobie na tyle dobrze i dostatnio, że nie wahają się co roku wypłacać sobie niemałych premii. Ich kryzys nie dotyka i w 2012 roku wypłacili sobie, cytując serwis wgospodarce.pl, 60 milionów PLN premii (stan na 31 stycznia 2013, a będzie pewnie dużo więcej). Warto odnotować, że w 2011 roku w ten sposób wypłynęło około 69 milionów PLN. Za co, się pytam?!
Najwięcej pożarły premie nieudaczników od Rostowskiego, bo aż 20 baniek. W sumie "należało się", wszak plan został wykonany. Pas obywateli został odpowiednio zaciśnięty, więc nie było tak źle. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, że już nie mogę patrzeć na tą roześmianą gębę tego człowieka, czy jeszcze komuś się z tego powodu zbiera?
Jeszcze tylko podpowiem, że można spokojnie podwyższać podatki, ZUSy i inne tego typu haracze. Społeczeństwo spokojnie to wytrzyma.

czwartek, 7 lutego 2013

SK Bank umożliwi otwarcie konta online. Kiedy?

Wiele osób lokujących swoje pieniądze w SK Banku, który oferuje najlepsze w tej chwili lokaty bankowe na rynku, zastanawia się, jak założyć konto. Niestety, niewielka liczba placówek nie ułatwia tego zadania. Dlatego też ludzie dopytują się o możliwość założenia go przez internet.
Bank rozważa umożliwienie otwarcia konta online, o czym pisze na swoim profilu na facebooku. Niestety, obecnie to wygląda trochę na pogrywanie z użytkownikami, ponieważ nikt nie jest jednoznacznie powiedzieć kiedy, czy za miesiąc, czy za rok. Dowiadujemy się jedynie, że "niedługo".
Konto w SK Banku samo w sobie nie jest jakoś specjalnie atrakcyjne i tak naprawdę niewielu osobom zależy na tym, by je posiadać (dla samego konta). Magnesem są jednak lokaty bankowe, które są atrakcyjniejsze dla posiadaczy kont (np. 3-miesięczna lokata na dzień dzisiejszy jest o 0,3% wyższa dla posiadacza konta).
Przyznam szczerze, że ja osobiście nie widzę powodu, dla którego miałbym zakładać w SK Banku konto. Na pewno nie dla tych 0,3%. No, ale skoro wielu oszczędzającym to robi, to pozostaje czekać z nimi w nadziei, że możliwość założenia konta online w końcu się pojawi.
Przy okazji, po ostatniej obniżce stóp procentowych, można się spodziewać obniżenia oprocentowania lokat w tym banku (i nie tylko w tym). Czy będą one miały miejsce?

Dwa tygodnie eksperymentu za nami

źródło: stooq.pl
Pod koniec stycznia zacząłem eksperyment związany z losowym inwestowaniem w spółki z MWIG40. Co tydzień portfel zasila inna spółka. Kolejność jest alfabetyczna.
Co ciekawe, od 24 stycznia indeks MWIG40 stracił 3%. Mój portfel stracił ledwie 0,25% (wliczając w to prowizje).
Zabawa generalnie nie ma wielkiego celu, poza eksperymentem mającym pokazać, czy dowolnie wybierając spółki (bez żadnej analizy) da się zarobić.
Teoretycznie mógłbym osiągnąć na koniec roku podobną stopę zwrotu, jak MWIG40, lecz to tylko teoria, ponieważ ja trzymam spółki w portfelu tydzień, a ponadto płacę prowizje, które odliczam od mojego wyniku.
Zobaczymy jaki będzie efekt. Na razie, porównując mój wynik z będącym w korekcie MWIG40, nie jest źle.

mBank niepoważny

Nie będę powielał informacji, które krążą w sieci na temat mBanku. Napiszę tylko krótko. Bank po raz kolejny pokazuje, że klienci są dla niego mało ważni. Liczy się tylko kasa.
Pisałem ostatnio o tym, że zdecydowałem się zrezygnować z karty płatniczej w tym banku. Zastrzegłem kartę w systemie transakcyjnym motywując to tym, iż chcę zrezygnować z karty. I właściwie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że ta karta będzie mi wisiała w systemie transakcyjnym bardzo długo. Jak długo, tego nie wiem. Co to oznacza, nie wiem. Na razie wisi, ale kto wie, co do głowy przyjdzie banksterom i nagle nie zażyczą sobie jakiejś opłaty? No bo kartę posiadam, tylko że jest zastrzeżona...
No i próbowałem się skontaktować z przedstawicielem mBanku. Na mLinię nie dzwonię, bo nie mam ani ochoty słuchać tych ludzi, ani też nawet nie pamiętam telekodu. Poza tym, szkoda mi pieniędzy i baterii w telefonie na dzwonienie do nich, więc temat odpada.
Postanowiłem sprawdzić na ichniejszym czacie, czy się czegoś dowiem. Po zalogowaniu okazało się, że muszę czekać jakąś godzinę, bo byłem 20. w kolejce. Odpuściłem, zwłaszcza, że w tym czasie i tak pewnie pojawiłby się jakiś błąd i musiałbym się logować ponownie ustawiając się w kolejce od nowa. Przerabiałem to, dziękuję.
W tej kwestii w tym żenującym banku niewiele się zmieniło. Poziom beznadziejności został skutecznie utrzymany.
Zdecydowałem się zatem wysłać maila. Opisałem problem, że chciałbym zrezygnować z karty. Otrzymałem autoodpowiedź, że w ciągu 8 godzin otrzymam odpowiedź. Owszem, otrzymałem, ale kobieta w zasadzie nic mądrego nie napisała, poza faktem, że tak może pozostać i jest ok. Przy okazji dodała, że lepiej zostać z kartą, bo ona jest "przezajebista" (przepraszam za zwrot, ale tak pocukrowała wartość i funkcjonalność tej karty, że innego określenia nie znalazłem). Napisałem zatem, że nie jest ok, bo za miesiąc kończy mi się jej ważność (którą zastrzegłem) i nie chciałbym ponownie otrzymywać nowej. Zapytałem konkretnie, co mam uwzględnić we wniosku o rezygnację z karty (który chcę złożyć pisemnie), żeby została ona przyjęta. Chciałem ten problem rozwiązać raz na zawsze i o tym zapomnieć.
I co? Minęło już 8 godzin roboczych (dużo więcej niż 8), a odpowiedzi brak. Mimo iż w autoodpowiedzi otrzymałem informację, że maksymalnie tyle czasu będę musiał czekać.
Jakie wnioski? Wniosek jest jeden, jeśli nie musimy korzystać z tego banku, trzymajmy się od niego z daleka. Dopóki jest dobrze, to jest dobrze, ale jak pojawi się problem, to wówczas już trudno o jakiekolwiek sensowne rozwiązanie.
I, przy okazji, nie dajmy się nabierać na ich produkty, które nagle uczynią nas bogatymi i/lub szczęśliwymi. Bo wysokie oprocentowanie od niskich kwot, które możemy zaoszczędzić nie ma większego znaczenia. Żaden produkt mBanku, z którego korzystam (lub próbowano mi wcisnąć) nie jest godny polecenia. Jedynie eMakler jakoś się trzyma, ale i w tym wypadku warto się zastanowić nad tym, czy konkurencja nie ma czegoś ciekawszego.

środa, 6 lutego 2013

Z życia leszcza

Jako przedstawiciel leszczyny, będąc drobnicą, raczej nie zarabiam. Wszystkiemu winni są grubasy. Ja zawsze jednak znajduję uzasadnienie swojej decyzji i pomimo faktu, że próbuję nie dać się wyleszczyć, robię to. Zawsze wówczas twierdzę, że grubas celowo zaniża, żeby mógł taniej dobrać.
Podczas hoss też jakoś dziwnym trafem nie zarabiam. Zawsze pociąg odjeżdża beze mnie.
Jeśli chodzi o styl gry, to preferuję siorbanie, by uniknąć tego, że ktoś mnie ubiegnie. Niestety, robię to wówczas, gdy zaczyna się sypanie.
Innym sposobem, który preferuję jako leszcz jest łapanie spadających noży.
Są jednak akcje, które nie przynoszą mi wielkich strat. Co prawda, są to gnioty, ale dobre i to.
Często słyszy się, że inwestorom poszły stopy. Mnie ten temat nie dotyczy, ponieważ jako rasowy leszcz, nie muszę takowych ustawiać.
Często kupuję akcje podczas wodospadu, nie wiedząc, dlaczego kurs leci. Ale przecież musi kiedyś odbić, prawda? Dlatego nie przejmuję się tym.

Wyjaśnienie
Tekst powstał po lekturze ciekawego postu o giełdowych powiedzonkach na blogu Dwa Miliony, który to bardzo polecam.

Jeśli znacie jeszcze jakieś ciekawe teksty, wrzucajcie je (wraz z objaśnieniami) w komentarzach.

Dokupiłem trochę IPL

Dzisiaj zdecydowałem się na dokupienie niewielkiej ilości akcji spółki IPL. Średnia cena zakupu wynosi obecnie 32,49 PLN.
Akurat posiadałem trochę wolnych środków, więc uznałem, że nie będę się bawił w kupowanie akcji innych spółek, tylko nabędę to, co w obecnej sytuacji interesuje mnie najbardziej.
Być może wkrótce dojdzie do jakiejś poważniejszej korekty, ale nie przejmuję się tym, po prostu wykorzystam tą okazję do dalszych zakupów. Środki na ten cel są już przygotowywane.

wtorek, 5 lutego 2013

Dlaczego nie zainwestuję większych pieniędzy?

Od czasu do czasu piszę tutaj o lokatach lub możliwości rozszerzenia działalności jako formie ulokowania swojego kapitału. Tymczasem, zdaniem wielu znawców inwestowania, lepszym rozwiązaniem byłoby wrzucenie większej kasy w akcje lub inne ryzykowniejsze instrumenty. Nie zrobię jednak tego. Dlaczego?
Jak wiadomo, człowiek uczy się całe życie. Trzeba wykazać się pokorą dla rynku i ustaleniem swojego miejsca w szeregu. Ja wiem, w którym miejscu jestem.
Na obecną chwilą bardziej interesuje mnie ochrona kapitału i w miarę regularne pomnażanie go nadwyżkami, aniżeli próbą pokonania rynku i ugrania czegoś większego na akcjach. Nie chcę grać większymi pieniędzmi (generalnie bawię się jakimiś 10-15% swojego kapitału), ponieważ chcę się pewnych rzeczy nauczyć i w miarę zrozumieć to wszystko. Myślę, że dla każdego początkującego inwestora ważniejsze jest nie stracić kapitału niż próbować go pomnożyć.
Zenon Komar w swojej książce Sztuka spekulacji pisze, aby grać na giełdzie pieniędzmi, które mają dla nas znaczenie. Bo co z tego, że pomnożę przykładowy 1000 PLN do 2000 PLN, skoro to i tak nie uczyni mnie bogatym. I to jest prawda, nie uczyni. Ale umówmy się, że ryzykowanie powiedzmy 50-80% kapitału też mnie nie uczyni bogatym, bo nawet jeśli coś ugram, to równie dobrze mogę to stracić kilkoma złymi zagraniami stracić.
Grę na giełdzie traktuję jako swego rodzaju szkołę. Uczę się siebie, swoich zachowań, reakcji na sukcesy i porażki. Edukuję się w zakresie zarządzania kapitałem, staram się w miarę przyzwoicie wchodzić i wychodzić z danych transakcji. A wszystko to czynię ostrożnie, spokojnie, bez zbędnego pośpiechu.
Myślę, że na osiągnięcie sukcesu mam jeszcze dużo czasu. O ile dożyję, przede mną wiele hoss i tyleż samo bess, więc liczy się spokój i cierpliwość. To samo zresztą zalecam innym.
Kiedy zatem chciałbym włożyć większe pieniądze w giełdę? Wkrótce. Przede wszystkim chcę się upewnić, że nie popełniam "głupich" błędów. Przez głupie błędy mam na myśli takie, które powodują nadmierne ryzyko utraty części kapitału. Jeśli tych uda mi się uniknąć, będzie dobrze. Myślę, że ostatnie kilkanaście miesięcy wiele mnie nauczyło, ale nadal czuję się jak początkujący. I dobrze, bo nawet eksperci tracą. Z tym, że eksperci nie muszą się już edukować, bo oni przecież "wszystko wiedzą", tymczasem ja powoli do wszystkiego dochodzę. Małymi kroczkami poprzez praktyczną edukację. Tak jak w mojej ulubionej grze, w szachy, w których to nie jestem teoretykiem, a swój progres osiągam dzięki praktycznej grze i próbie wyeliminowania błędów, które popełniam. Teoria w tej dyscyplinie stanowi dla mnie 20%. Reszta to nabyte doświadczenie.
Inna sprawa, że praktyka jest o niebo ciekawsza od teorii. I to w każdej dziedzinie życia.
Nie aspiruję do miana mistrza ani w szachach, ani też w inwestycjach. W przypadku tych drugich chcę po prostu grać na tyle dobrze, żeby nie tracić, a niedługo sukcesywnie zyskiwać coś licząc na to, że w moim życiu nadejdą takie zagrania, które przysporzą mi dużo większych pieniędzy. Czy to nadejdzie? Myślę, że tak, tylko potrzeba cierpliwości.

Rezygnacja z karty mBanku

Ostatecznie zdecydowałem się na rezygnację z karty płatniczej mBanku. Niestety, o kilka miesięcy za późno.
MBank nie był moim głównym bankiem (służył przede wszystkim do emaklera), a kartę trzymałem jedynie z sentymentu "a nuż się kiedyś przyda". Szczęśliwie doszedłem do wniosku, że właściwie to się nie przyda, zwłaszcza, że posiadam między innymi kartę Pekao (to jest mój główny bank) oraz w Aliorze Syncu (drugi główny bank).
Warto czasem podjąć jakieś drastyczniejsze kroki i nie łudzić się, że może coś się przyda w przyszłości. Sentymenty zostawmy z boku. Jeśli karta nie była mi potrzeba przez wiele miesięcy, to dlaczego nagle ma mi być potrzebna w przyszłości? Akurat z mBanku? Pomijam fakt, że bank ten miał opłatę za obsługę karty.
Co ciekawe, zrezygnować z karty można z poziomu naszego systemu transakcyjnego, co jest dużym udogodnieniem.
Być może w najbliższych tygodniach będę robił kolejne czystki w mojej bankowości, bo jest jeszcze parę rzeczy, które trzeba wyprostować.

UPDATE
Samo zastrzeżenie karty okazuje się być niewystarczające. Konieczne jest również wypowiedzenie umowy o korzystanie z kart płatniczych mBanku.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Lokata w Idea Banku zakończona. Co zrobić z pieniędzmi?

Dzisiaj zakończyła się jedna z moich lokat w Idea Banku. Pieniądze szybko wróciły na moje konto.
Niedawno dzwoniła do mnie przedstawicielka banku z propozycją przedłużenia lokaty. Ze względu na kiepską propozycję (powiązaną najpewniej z polisolokatami), odmówiłem. Lokata zakończyła się dzisiaj i już po kilku godzinach pieniądze powędrowały na moje konto w Alior Syncu.
Jest to o tyle miła wiadomość, że niektórzy klienci banków Czarneckiego skarżą się na to, że ich pieniądze są zwracane na konta z opóźnieniami. Ja, szczęśliwie, takich problemów nie napotkałem. Oczywiście, jeśli macie jakieś negatywne lub pozytywne doświadczenia z Idea Bankiem to zachęcam do pozostawiania komentarzy.
Co dalej ze środkami? Jedna z możliwości to kolejna lokata, tym razem w SK Banku. Oprocentowanie 6,45% na trzy miesiące lub diabelskie 6,66% na pół roku z pewnością kuszą.
Druga z możliwości, to przeznaczenie tych środków na giełdę. Czy jednak to jest dobry pomysł, tego nie wiem, zwłaszcza, że luty raczej nie należy do miesięcy, w których można zarobić duże pieniądze na akcjach. Ale poczekajmy. Nigdzie mi się przecież nie spieszy.

sobota, 2 lutego 2013

Dajcie coś do poczytania, byle nie o finansach

Foto: willfree
Wiem, że wielu moich Czytelników po prostu czyta moje teksty i odchodzi. Bez komentarza. Sam zresztą tak robię. Są jednak tacy, którzy również sami coś tworzą, niekoniecznie związanego z finansami. I stąd moja prośba. Jeśli prowadzicie jakiś blog, wpiszcie w komentarzach swoje adresy, a ja spróbuję je przejrzeć (w bliższej lub dalszej przyszłości).
Jest weekend i chętnie bym o czymś poczytał. Nie chce mi się przechodzić przez medialną papkę. Nie chce mi się również przeszukiwać sieci w poszukiwaniu blogów. Wolałbym się odwdzięczyć swoim Czytelnikom za wizyty u mnie i ich odwiedzić.
A zatem wrzucajcie swoje blogi, oczywiście bez spamu. To jedna z niewielu okazji, by się tutaj wypromować.

Prosty, długoterminowy sposób na oszczędzanie

Dzisiaj chciałbym wszystkim przedstawić prosty sposób na oszczędzanie. Prosty dlatego, że nie wymaga od nas jakichś wielkich nakładów, a po wielu latach może przynieść fajny efekt. Nazwałem go roboczo "na dziecko".
Oczywiście powodów oszczędzania można znaleźć miliony, chodzi mi jedynie o to, że akurat ten plan jest długoterminowy.
Co więc robię? Odkładam co tydzień po 10 PLN (miesięcznie w granicach 40-50 PLN). Podobnie robi moja połówka, dzięki czemu miesięcznie mamy około 100 PLN. Niewiele, prawda? Oczywiście, że nie jest to kwota, która mogłaby spowodować, że nasz budżet mógłby się nie domknąć.
Zwróćmy uwagę na to, że w ciągu roku jesteśmy w stanie odłożyć nieco ponad 1000 PLN. Po 15 latach tych pieniążków (bez kapitalizacji) będzie około 15 000 PLN. Z kapitalizacją pewnie więcej niż 20 000 PLN. Trudno powiedzieć, ile one będą warte za 15 lat, ale nawet jeśli połowę, to i tak nie jest źle, bo mamy już dla naszego dziecka jakieś pieniądze na start. Właściwie to te pieniądze można wykorzystać na dowolny cel, ale ważne, że są to pieniądze odłożone i to bez jakiegoś większego wysiłku.
Myślę, że te pieniądze będą jakoś reinwestowane na lokaty, które będą ciut wyższe niż inflacja. Poza tym, jeśli inflacja będzie większa, to wcale nie musimy się kurczowo trzymać tych 10 PLN tygodniowo tylko możemy np. podwyższyć naszą odkładaną kwotę do 20 PLN.
Tak czy inaczej, jest to prosty sposób na oszczędzanie, który warto wdrożyć w momencie pojawienia się dziecka na świecie. Ja tak czynię i przyznam, że miło patrzy się na dynamicznie rosnącą kwotę.

piątek, 1 lutego 2013

Chwile zwątpienia

Foto: Kalexanderson
Mój blog prowadzę od 2010 roku, więc przez ten czas zdążyłem sporo zobaczyć i wiele się nauczyć. Zauważyłem, że w tym czasie niemało blogów upadło, zostało opuszczonych, zapomnianych. Dlaczego tak się stało?
Warto zauważyć, że prowadzenie blogu, tak jak inwestowanie wymagają dyscypliny i dość silnego charakteru, żeby przetrwać trudne chwile (w przypadku blogów chodzi o brak weny, natomiast w inwestycjach o porażki).
Wielu blogerów potrafiło pięknie pisać o inwestowaniu. Tworzyli śliczne wykresy i jeszcze piękniejsze analizy. Zbierała się grupka stałych czytelników, po czym blog umierał. Dlaczego?
Powiedzmy sobie szczerze, powodem tych decyzji było to, że dane wykresy i obrazki nie przynosiły efektu. Dany bloger najczęściej tracił pieniądze, a co za tym idzie, motywację do pisania.
Trafiłem ostatnio na blog, w którym autor opisał swoje dwie wygrane pozycje, po czym zaprzestał pisania. Dlaczego? Pytanie retoryczne.
Prawdą jest, że każdy może pisać wyuczone mądrości o inwestowaniu dopóki nie wkłada własnych pieniędzy. Ryzykując własne środki często ponosimy porażki. I to jest właśnie najważniejsze: jak reagujemy po porażkach?
Czy ktoś, kto założył blog i będąc wygrywającym inwestorem zrezygnuje z prowadzenia blogu? Znudzi mu się pisanie o sukcesach? Nie sądzę. Może kilka blogów by się znalazło, ale większość pada, bo po prostu nam nie idzie i tracimy kasę. A będąc w skrajnie kiepskim na stroju nie chce nam się dalej pisać. No bo co tu pisać, skoro nasze wspaniałe mądrości, które serwowaliśmy czytelnikom zwyczajnie zawiodły?
Sam po sobie wiem, że miałem chwile zwątpienia co do prowadzenia blogu i inwestowania. Akurat swoją przygodę zacząłem (będąc zupełnie zielony) prawie na samej górce. Straciłem trochę kasy, nie używałem stop lossów i ogólnie nie wiedziałem co do czego. Ale chciałem poczuć ten smaczek ryzyka. Sparzyłem się, przeżyłem ostatnią bessę z 2011 roku, ale wyszedłem z tego silniejszy, mądrzejszy i bardziej pokorny wobec rynku. Bo to przecież nie rynek się pomylił, tylko ja popełniłem błędy.
I był to okres, kiedy sam chciałem rzucić to wszystko w cholerę. Ale jakoś wyszukiwałem tematów, żeby tylko nie zaprzestać pisania, bo gdybym to zrobił, byłaby to moja osobista porażka. Przegrałbym sam z sobą, a tego bym nie chciał.
Uważam, że dobrze się stało, że zacząłem moją finansową edukację od takiego srogiego nauczyciela jakim jest bessa.
Wracając do blogów, dzisiaj trafiłem na ten. Autor zupełnie zrezygnował z aktywnego inwestowania, skupiając się na kontach oszczędnościowych i wrzucaniu pieniędzy na IKE uświadamiając sobie fakt, że ciągłe gapienie się w wykresy nie przynosi takich stóp zwrotu, jakie by chciał (o ile były one dodatnie, bo nie miałem okazji wczytać się we wcześniejsze wpisy). Szkoda, że autor zrezygnował z pisania, bo z tego co widziałem, blog był bardzo popularny.
Dzisiaj z lekkim przymrużeniem oka patrzę na entuzjastycznie rozpoczynających blogowanie studentów, którzy nie mając jeszcze żadnych praktycznych osiągnięć próbują nauczać innych. Bo nauczyli się różnych wskaźników, strategii, itp. Okej, chwała im za to, ale tak naprawdę najważniejsze są wyniki, bo tylko one są w stanie udowodnić trafność prezentowanych analiz.
Sam jestem kiepskim technikiem. Analiza fundamentalna też nie jest mocną stroną. Można powiedzieć, że jestem "leszczem". Nie zmienia to faktu, że mam jednak coś, co może mi dać jakąś przewagę nad rynkiem. Jest to dyscyplina i pokora wobec rynku, której wielu osobom brakuje, a także odporność na porażki (nie ukrywam, że po części te cechy u mnie wzmocniły się dzięki prowadzeniu własnej działalności i grze w szachy, a wcześniej w pokera).
Jak to będzie w przyszłości, to się okaże, dlatego od tego roku zacząłem prezentować swoje zagrania. Fakt faktem, że prawdziwej spekulacji można się nauczyć po około 3-5 latach, więc mam jeszcze czas.
Co mogę zatem poradzić innym? Nie poddawać się i nie załamywać. A co będzie później, to się okaże.
Jestem akurat w trakcie lektury "Sztuki spekulacji" Zenona Komara. Przyznam, że tego typu książki są fantastycznym materiałem na to, by pokonać chwile zwątpienia, które mogą nam towarzyszyć.

Nie czas na korony norweskie

Ilustracja: stooq.pl
Niedawno pisałem o tym, że jest szansa na wybicie z trendu spadkowego na parze NOKPLN, ale okazało się, że do wybicia nie doszło. Po dojściu do linii trendu, złotówka zaczęła się umacniać.
Dlatego też odpowiadając na pytania niektórym osobom, które trafiają na mój blog, uważam, że nie czas na zakupy na zakupy tej waluty. A najlepszą odpowiedzią na to będzie załączony wykres.
W ogóle, jak można zauważyć, złotówka wyraźnie umacnia się też do dolara amerykańskiego, funta brytyjskiego czy też franka szwajcarskiego, najpopularniejszych u nas walut.

Spółdzielnia niczym pies ogrodnika

foto: revger
Większość społeczeństwa, która ma do czynienia ze spółdzielniami mieszkaniowymi ma już w miarę wyrobioną opinię na ich temat. I zwykle nie jest to opinia pochlebna. Z różnych względów zresztą.
Najczęstszymi problemami są źle działające kaloryfery, nieocieplone bloki, problem ze złym naliczaniem opłat, rosnącymi cenami, itd. Nie o tym jednak chciałem napisać. W tym poście chciałbym zwrócić uwagę na coś innego.
Spółdzielnie, poza lokalami mieszkaniowymi, posiadają również lokale, które mogą służyć za biura, sklepy, magazyny, punkty usługowe, itp. I jest ich naprawdę dużo. W pobliżu mojego miejsca zamieszkania stoi od pewnego czasu lokal ponad 80-metrowy. Pusty. Ponad rok (z małą przerwą na 2-miesięczny wynajem jakiemuś sklepowi, który padł) lokal jest do wynajęcia. Nikt się nim nie interesuje, mimo iż jest ładny, posiada dużą witrynę wystawową. Za chwilę dojdzie drugi lokal, położony obok, o podobnej wielkości (właściciel zrobił wyprzedaż informując, że nastąpi likwidacja sklepu).
Dwa eleganckie miejsca i zainteresowania brak. Co jest dziwne (a może w sumie nawet nie powinno), spółdzielnia nie zamierza zejść z ceny wynajmu (kierując się zapewne swoją indywidualną, oderwaną od rzeczywistości, filozofią prowadzenia biznesu). Znajomy chciał wynająć, ale spółdzielnia zaproponowała mu taką stawkę, że on ze swoim sklepikiem raczej nie zarobiłby ani na opłaty, ani na zus. Próbował negocjować, ale spółdzielnia jest nieugięta. Ma swoją stawkę (swoją drogą co roku podwyższaną o poziom inflacji) i z niej nie zejdzie.
Nie do mnie należy ocena powodów takiej decyzji, ale skoro lepiej trzymać lokal pusty z nadzieją, że trafi się jakiś chętny (czytaj: frajer) to jest trochę bez sensu. Po pierwsze, jak ktoś ma w miarę duży sklep i jest już na rynku, to nie będzie szukał innego. Po drugie, jak ktoś zaczyna działalność, to nie potrzebuje 80-metrowego obiektu. A jeśli wynajmie, to jest szansa, że szybko zrezygnuje z tego, jak wspomniany wcześniej sklep (w sumie niemały lumpex z bardzo dużym asortymentem).
Tak naprawdę trudno mi powiedzieć, na co tak naprawdę czeka spółdzielnia. Na co liczy? Że nagle znajdzie się chętny, który wynajmie lokal co najmniej na kilka lat? Małe szanse. Zastanawia mnie, co wymyśli spółdzielnia, mając dwa puste lokale obok siebie (a kto wie, czy wkrótce nie dołączy następny).
Co ciekawe, w bliskiej okolicy znajduje się też mała galeria handlowa i tam również jest wiele lokali wolnych. Chętnych brak.
Sytuacja ta zmusza nas do wyciągnięcia bardzo smutnych wniosków. Dzisiaj otwieranie jakiegokolwiek interesu jest bardzo ryzykowne. A jeśli już coś otwieramy, to szukamy oszczędności. Zamiast skupić się na tym, jak naszą firmę rozwinąć, musimy się martwić o to, jak zarobić na pierwszy ZUS, pierwsze opłaty i podatki. I tak mniej więcej wygląda rozpoczynanie jakiejkolwiek działalności. A w TVN CNBC Paweł Blajer cieszy się z tego, że więcej firm się otwiera, a mniej zamyka. Tylko co z tego, pytam się? Skoro otwiera się najczęściej jednoosobowe firemki, a zamyka te, które zatrudniały więcej pracowników... Smutne to, ale prawdziwe.